sobota, 3 maja 2014

II Interrun Poznań



Kto do mnie zagląda pewnie zauważył, że przez ostatnie 2 tygodnie niewiele się działo na pokonacsiebie.pl
Mnóstwo różnych obowiązków i mało wolnego czasu (tylko 84 kilometry w kwietniu).
W poprzednią niedzielę postanowiłem zagrać w piłkę nożną na powietrzu. Ostatni raz grałem ponad rok temu. Kondycyjnie czuję się bardzo dobrze, więc chciałem wtedy sprawdzić jak wygląda wydolność podczas mocnych interwałów. No i co? Czułem się znakomicie :)
Tymczasem dzień później.
Wstałem z łóżka ze spodziewanym bólem  mięśni. Jednak gra w piłkę to częstym kontakt bark w bark, czasem noga w nogę ;) Upadki itp. i następstwa są mocno odczuwalne.


Dwa dni później.
Największe zakwasy w życiu. Myślałem, o lekkim rozbieganiu, ale nie byłem w stanie. Moje nogi to JEDEN WIELKI BÓL :)! Każdy krok to problem. Zaczynam się zastanawiać czy do czwartku mi przejdzie.
Środa.
Czuję, że ból już jest mniejszy, jest wyraźna poprawa. Wieczorem kąpiel, później polewanie nóg zimną wodą i masaż.
Czwartek 8.00.
Kolejny delikatny masaż. Śniadanie i powolne przygotowanie się do II Interrun Poznań. Mam miłe wspomnienia z pierwszej edycji Inteerrun, ponieważ właśnie tam debiutowałem w zawodach na 10 kilometrów.
II Interrun:
Poprosiłem Agatę z inrudzienka's mind o odebranie pakietu (można było odebrać wcześniej w sklepie), przede wszystkim po to żeby nie trzeba jechać za wcześnie na same zawody. Jednak później okazało się, że chipy są osobno rozdawane (?!?!) i musieliśmy się pojawić tam mimo wszystko wcześniej (dodam, że Agata debiutowała na zawodach na 10 km ). Na szczęście dobrze, że też wyczytałem wcześniej iż organizator ponownie wymaga aby biec w koszulkach, które znajdowały się w pakiecie... Średnio mi się to podoba, ale skoro chce się startować to pnależy zaakceptować regulamin ;)
Poszliśmy na rozgrzewkę, która była prowadzona przez tą samą panią co ostatnio. Sporo namachaliśmy się rękami :) Później już zostało nam tylko zajęcie miejsca na starcie.
Oczekiwania.
Zakwasy zakwasami. Zmęczenie zmęczeniem. Po porannym masażu zdałem sobie sprawę, że to nie są tylko zmęczone mięśnie, a także za bardzo eksploatowane (albo niedostatecznie rozgrzane) ścięgna achillesa w niedzielę
Chciałem pobiec ze średnią 4:50 min/km. Myślę sobie- spróbuję, najwyżej nie dam rady.
Pach! Ruszyliśmy!
1 km- według planu, trochę wymijania, trzymam tempo 4:50.
2 km- minimalnie przyspieszyłem, wszystko według planu, jednak czuję dyskomfort w obydwu łydkach. 4:46
3 km- nogi robią się ciężkie, jakby ktoś założył ciężarki. Oddech ok, ale z każdym krokiem zastanawiam się czy dalej dam radę. 4:57
4 km - walczę z sobą, ale teren nie jest przyjazny i niczego nie ułatwia :)  Na tym odcinku są wkurzające podbiegi, ból nóg coraz większy. Nawet na sekundę pojawia się myśl czy nie odpuścić na 5 kilometrze ( na Rusałce są dwie pętle i można bieg skończyć na 5 km) i wbiec na metę.
5 km - biegnę dalej. Cały czas chce mi się pić (?), a na zawodach do 10 km nigdy nie piję. Chwytam jednak kubek i robię dwa łyki. Tempo 5:05
6 km- zaczyna robić się bałagan! Wspomnienie z triatlonu. Uwaga, przedstawiam wszystkim: oto KOLKA.
Tak, ona, jedyna w swoim rodzaju. Wkur.... z każdym oddechem i krokiem. 5:01
7 km- walczę z sobą. Najchętniej zatrzymałbym się, ponieważ zaczyna mnie kłuć coraz mocniej i wyżej.
Zaaaatem koniec z walką o wynik, przechodzę do marszu, ręce do góry i dreptam wyzywając pod nosem. Ruszam, przyspieszam. Ciągle kłuje, jeszcze mocniej niż wcześniej. Znów się zatrzymuję!!! Tego jeszcze nie było, to nie jest mój dzień. Spaceruję ze 100 metrów z rękami  uniesionymi do niebios. Tempo 5:33
Taki czas jakbym biegł tyłem... albo bokiem!!!!
8 km- poruszam się na szczęście w linii prostej, na szczęście bez przystanków, ale wolno. 5:22
9 km- kolka, ta franca, już minęła więc jest jeden problem mniej. Mocno czuję nogi, już nawet nie wiem czy to jest zmęczenie czy ból naciągniętych ścięgień/mięśni (trzeba było zostać w domu!), pewnie jedno i drugie...
Czas 5:22
10 km- już nie patrzę na zegarek, przyspieszam, pokonuję podbiegi i z rozpędu wpadam na metę. Ostatni kilometr 4:51
Żenujący czas 50:58 :)

                 
Nie, to nie jest wisiorek do kluczy. To jest...... medal :) Taki plastikowy z koziołkiem, mam nadzieję, że inni organizatorzy biegów nie wpadną na ten sam pomysł ;) Tak, wolę klasyczny metalowy.

Czas na wnioski po zawodach:
Pierwszy- zrobić dłuższą rozgrzewkę przed piłką
Drugi- zastanowić się czy w ogóle grać (z reguły po meczach mam różne mniejsze i większe kontuzje)
Trzeci- wcześniej zająć się zakwasami
Czwarty- nie pić w czasie zawodów- dzień wcześniej należy to zrobić.
Zawody bardzo nieudane, ale jestem bogatszy o doświadczenie ;)

Małe plusy. Czas z zeszłego roku pobity o 3 minuty.



12 komentarzy:

  1. Gratulacje! A zakwasy nie są złe. Motywują:)
    http://zycienienabogato.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratuluje i życzę więcej sukcesów :)

    http://sweet-cherry-lady.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Chciałabym taki czas, ale wiem, że Ty jesteś na innym poziomie :D

    Medal faktycznie baaaardzo słaby, no i gratulację dla Ciebie za to, że się nie poddałeś i walczyłeś do samego końca, bo wiem jak kolka może zepsuć wszystko..

    OdpowiedzUsuń
  4. Mimo wszystko gratuluję;-) choć pewnie wiem co czujesz. Tydzień temu bieglam w Milanowku, sytuacja dokladnie ta sama. Tyle ze ja w kwietniu przebieglam 50 km... Lekka kontuzja, potem spokojny powrót do biegania. No i jade sobie do tego Milanówka, btw świetny bieg, do 4km ok tempo poniżej 4'49 a potem jakby ktoś swiatlo wylaczyl...
    No nic, staram sie wyciągać wnioski z każdego biegu. Tobie życzę powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi na Poznań Półmaraton wyłączył się prąd na 15 km i.... pozamiatane ;)

      Usuń
  5. Ooo gratuluję:) Jak zwykle niesie Cie z wiatrem:D

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej hej :) Zapraszam do udziału w konkursie na moim blogu :) Do wygrania zaproszenie na targi Fit-Expo w Poznaniu:
    http://www.fit-and-sexy.pl/2014/05/konkurs-wygraj-wejsciowke-na-targi-fit.html

    OdpowiedzUsuń
  7. Oczywiście gratuluję i dziękuję za relację! Twoje "nieudane" starty i tak są o lata świetlne lepsze od moich biegów. Ale myślę, że takie trudniejsze momenty są nam bardzo potrzebne - przynoszą świadomość własnych ograniczeń, uczą pokory, pozwalają zwrócić uwagę na braki. Ostatecznie są dodatkową motywacją do dalszej pracy i wysiłku!

    Przy okazji sprawdziłem sobie, gdzie w pobliżu mojej lokalizacji organizowane są zawody Interrun. Niestety nie znalazłem żadnych na Śląsku, a najbliższe będą w przyszłym miesiącu w Krakowie. Trochę mnie kusi, żeby się tam wybrać, ale póki co zaplanowałem już dwa starty na czerwiec, więc jeszcze się zastanowię...

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  8. Gratuluję, też brałam udział w tym biegu zapraszam na moją relację:)

    http://www.tamitolarun.pl/

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję serdecznie za komentarz :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...