poniedziałek, 23 listopada 2015

Dziewicza Góra

     

DZIEWICZA GÓRA

        Ostatnie dwa miesiące były słabe jeśli chodzi o systematyczne treningi. 62 km we wrześniu i 98 km w październiku. W listopadzie miałem nawet przerwę 10 dni, ale nie wypocząłem w tym czasie. Od paru tygodni czuję, że funkcjonuję już na oparach, totalnie przemęczony, brakuje mi sił i przede wszystkim chęci do systematycznego trenowania. Marzę o urlopie, o totalnym nic nierobieniu, ale to dopiero w przyszłym roku. Rozpoczyna się grudzień, a to w handlu najlepszy okres- czytaj, więcej pracy i godzin w firmie...
        Jakiś czas temu szukałem biegu  w trudniejszym terenie i okazuje się, że prawdopodobnie najtrudniejszy bieg na 5/10 km w Wielkopolsce ma miejsce paręnaście kilometrów od mojego domu:) Dosyć długo zwlekałem z zapisem ze względu na stan mojego organizmu..., ale w końcu zapisaliśmy się z Kubą.
Dwa dni przed startem wyszedłem przebiec 5 km w tempie 5:10. Po 3 kilometrach pobiegłem do domu... Fatalne samopoczucie, brak siły i zdecydowanie za wysokie tętno. No cóż, organizmu nie oszukasz. Jednak wciąż miałem nadzieję, że na Dziewiczej Górze (zajrzycie) tragedii nie będzie :)
        Praktycznie przez cały tydzień padało. Chmury miałem wrażenie, że też wisiały nad moim samopoczuciem, jednak postanowiłem pobiec. Kuba już czekał przygotowany i zrobiliśmy krótką rozgrzewkę, oczywiście w deszczu skacząc, po to aby nie wdepnąć w kolejne kałuże. Po chwili staliśmy na mecie.
         Po 1 kilometrze sapałem jak stara lokomotywa i co nigdy mi się nie zdarzyło, marzyłem o tym żeby znaleźć się już w domu. Tętno jakbym finiszował po mocnym biegu. Podbiegi ciężkie, szczególnie te dwa na 2,4 i 4 kilometrze.


         Na zbiegach mokro, gdzieniegdzie błoto, wszędzie mokre liście, trzeba bardzo uważać żeby się nie wyłożyć. Na czwartym kilometrze człowiek myśli, że zaraz meta (na dystansie 5 km), a tutaj pionowy podbieg, który rzuca na kolana. Po tym przychodzi piękna nagroda, wąski odcinek na lekkim zbiegu między wysokimi krzakami, specyficzne wrażenie, po czym ultra stromy zbieg gdzie ledwo nadążałem stawiać kroki, a nie miałem odwagi na skyrunning :D
       W końcu meta, Kuba paręnaście sekund przede mną, widziałem go cały czas, ale nie byłem w stanie dogonić. Swojego wyniku nie komentuję, jednak  jestem dla siebie wyrozumiały. To nie były optymalne warunki psychofizyczne, muszę odpocząć żeby wrócić silniejszy. Myślę, że zacznę za parę/paręnaście tygodni właśnie od Dziewiczej Góry. Zachęcam do zmierzenia się z tym odcinkiem- Garmin pokazał mi 147 metrów podbiegów na dystansie 5 kilometrów, kto by pomyślał, że takie miejsca na mapie płaskiej Wielkopolski :)
Zajrzyjcie II Grand Prix Dziewiczej Góry w Biegach Górskich 2015/2016Bardzo przyjemne lokalne zawody dla tych co chcą spróbować czegoś  innego niż bieganie po równym i nudnym  asfalcie. Oczywiście trzeba dodać, że skala trudności jest znacznie wyższa, jednak zdecydowanie warto podjąć wyzwanie :) Brawa też dla organizatorów za świetny klimat i organizację.


       Kuba pewnie to czytasz, napiszę oficjalnie- gratuluję progresu, jest moc, oby tak dalej :)

4 komentarze:

  1. Super! Trzymam kciuki za powrót formy! U mnie niestety nie ma tego typu biegów, a już trochę nudzą mnie biegi po płaskich trasach. Może kiedyś uda się wyjechać na coś w tym stylu... :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratuluję, ja jeszcze nie porywam się na bieganie w terenie ale może kiedyś, kto wie :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję serdecznie za komentarz :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...