Od czego by tu zacząć... Hmm...
Druga edycja i drugi mój start w II edycji biegu Piotra i Pawła. Relacja z pierwszego
tutaj.
Z 2013 tego pamiętam przede wszystkim upał. Liczyłem, że w tym roku będzie inaczej ;)
Pakiet odbierałem dzień wcześniej. Przebiegłem wtedy 5 kilometrów w pełnym słońcu. W nocy mocno wiał wiatr, do tego padało więc pojawiło się prawdopodobieństwo, że warunki będą całkiem przyjemne; a po przebudzeniu za oknem zobaczyłem zachmurzone niebo.
Od tygodnia coś niedobrego dzieje się z moją nogą. Boli mnie, ale nie potrafię tego konkretnie nazwać gdzie. Najlepsze określenie to "za kolanem, na zgięciu nogi". Nie wiem co to jest, ale doskwiera na każdym kroku. Postanowiłem, że zrobię sobie przynajmniej z tydzień przerwy od treningów.
Jeszcze nie skończyłem narzekać :> Od paru dni bierze mnie przeziębienie. Boli mnie głowa, ciężko się oddycha, wszystko źle, chodzę i narzekam. Dlatego też dzisiejsze zawody zapamiętam średnio...
Noga krzyczała: Odpuść! Samopoczucie fizyczne: Odpocznij/wylecz się. No i co? Pojechałem oczywiście!!!!
Próbowałem rozbiegać ból w nodze (!!) i w 80% to się udało. Po drodze spotkałem Krasusa z www.biecdalej.pl z kompanami. To istny Ironman!! Jak się okazało był czwarty w klasyfikacji generalnej na 811 osób! Pozazdrościć :D
Podreptałem na start i czekaliśmy spokojnie na rozpoczęcie. 12:00, bez odliczania i nagle wystrzał! Biegniemy!
1,2 km według planu, 4:50.
3 km- słońce praży, 26 C, w niektórych miejscach wiatr ustał, duszno, 4:58
4 km- noga boli, czuję ból w każdym kroku. 4:49
5 km- zaczynam odczuwać zmęczenie, jeszcze ten podbieg i później następny
6 km- biegnę wolniej niż wczoraj po odbiór pakietu :)) Jak to w ogóle możliwe!! 5:14!!!
7 km- biegnę wolniej niż gdybym biegł do sklepu po bułki :) 5:21
8 km- wciąż biegnę spacerowym tempem po bułki. wciąż 5:21. Dyszę jak parowóz!!! Tyle treningów/kilometrów za mną, a Suunto pokazuje 5:21!!!! A ja nie mam sił przyspieszyć :) Sporo osób przechodzi do marszu, pogoda nie tylko mi daje się we znaki...
9 km- beznadzieja, 5:16, za parę kroków minę znak "za 1 km meta"
10 km- zły na siebie (pisząc kulturalnie), człapię jakbym pierwszy raz biegł. Szokuję sam siebie i na ostatnich 100 metrach przyspieszam i wpadam z czasem netto 51:07 na metę. Absolutna beznadzieja.
Miejsce 285 na 811 startujących.
Miała być walka o życiówkę, w sumie nawet była, ale tylko do 3 kilometra... Wynik mnie absolutnie zawiódł jak nigdy dotąd. Powodów widzę kilka, ale nie ma sensu się rozliczać czy rozczulać nad sobą.
Muszę odpocząć, zregenerować i naprawić się.
Psychicznie? Demotywacja wynosi 10/10. Tak źle jeszcze nie było... Jednak jestem POKONAĆ SIEBIE, więc już szukam wiatru i DO PRZODU!!!!!!!!!