Pokazywanie postów oznaczonych etykietą running. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą running. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 maja 2019

FILMUJEMY zawody biegowe :)))))




Halo, halo!
U mnie biegowy mozolny powrót do biegania. Kontuzja czyli wielomiesięczna przerwa od treningów spowodowała utratę formy. Z kontuzją doszło +10 kg do wagi. Dramat ;) I zarazem mnóstwo pracy przede mną żeby wrócić do formy.
Trenuje się ciężko, efekty są, ale przychodzą bardzo, bardzo wolno. Walczę, ale motywacja jest trudna do utrzymania.

Ale! Ale!

Super forma nie jest potrzebna do filmowania! Więc! Zrobiliśmy to!!! Zfilmowaliśmy nasze pierwsze zawody ;) Później okazało się, że pojechaliśmy na jeszcze jedne.
Citytrail. Parę lat temu nazywali się "zbiegiemnatury"- tam debiutowałem w moich pierwszych oficjalnych zawodach biegowych, a parę lat później odkryłem Dziewiczą Górę- czyli biegi w terenie. O ile dobrze pamiętam to około 120m npn. na dystansie 5 km.

Jest dobrze, z resztą sami zobaczcie i dajcie znać jak się podoba!



DZIEWICZA GÓRA



CITY TRAIL POZNAŃ





niedziela, 27 listopada 2016

Recenzja Nike Air Zoom Oddysey 2


Nike Air Zoom Oddysey 2.

       Od około ośmiu tygodni testuję buty biegowe Nike Air Zoom Oddysey 2.
Jak łatwo domyśleć się po nazwie, jest to druga odsłona zeszłorocznego modelu Oddysey, który zebrał sporo pozytywnych not, a że Nike w produkcji sportowych butów doświadczenie ma nie małe ;) warto się im bliżej przyjrzeć.
 Przejdźmy zatem do "specyfikacji".
Nike w tym modelu postawił przede wszystkim na stabilizację i amortyzację.



       Podeszwa składa się z dwóch pianek, pierwsza z nich to lekka lunarlon, która ma za zadanie rozłożyć na całej podeszwie siłę uderzenia. Druga to Cushlon, a umieszczona jest pod piętą i śródstopiem. Za zadanie ma amortyzować każde zderzenie co czyni świetnie.
Nie można też zapomnieć jeszcze, przecież to linia Air Zoom, o poduszeczkach Nike Air znajdujących się dodatkowo w pięcie i w przedniej części buta, które dodatkowo wspomagają amortyzację.
Tak wygląda specyfikacja samej amortyzacji w teorii. W praktyce mogę ją tylko zachwalać. Na asfalcie Zoom Oddysey 2 zachwyca, technologie wspierają każdy krok, biegnie się bardzo przyjemnie i dynamicznie. Na pewno będę zakładał je na zawody. Dla porównania, amortyzacja jest mniejsza niż w Puma Ignite Ultimate.
Mamy tutaj jeszcze Dynamic Support, który wspiera stabilizację stopy szczególnie dla osób pronujących. Poza tym dynamicznie reaguje na różne siły nacisku.


Cholewka typu Flymesh współpracująca z linkami Flywire finalnie powodują świetnie trzymanie stopy. Czuję komfort i znacznie wyróżniającą się stabilność w biegu. Język jest zintegrowany z cholewką co tylko wzmacnia efekt.


Nie trzeba więc wcale mocno wiązać sznurowadeł. W niektórych butach zdarzało mi się czasem nawet zatrzymać w trakcie biegu i poprawić wiązanie. Tutaj wiążę odruchowo, a Flywire trzyma odpowiednie w ryzach stopę.


Co ciekawe, odnośnie cienkiego i dość mocno przewiewnego materiału cholewki testując Najki biegałem w temperaturach od -2 C do +25 C, w każdym przypadku w tym samym modelu skarpet i nie było mi za ciepło ani za zimno :)
Bieżnik w podeszwie Oddysey 2 jest klasyczny, która poprzez nacięcia jest zdecydowanie elastyczna.


Podsumowując.
Świetna stabilizacja, bardzo dobra amortyzacja, efektywne wiązanie, wysoki komfort użytkowania, to wszystko pozwala na wystawienie wysokiej noty. Jeśli jesteście przed wyborem swoich nowych butów do biegania to zachęcam do przyjrzenia się temu modelowi. W tej chwili to mój NUMER JEDEN na asfalt i ubitą drogę. To tyle plusów, nie byłbym obiektywny nie pisząc również o minusach. Pierwszym jest cena, aktualnie  w okolicy 600zł. Nie każdy dysponuje taki budżetem, jednak jeśli ktoś ma tyle do wydania, to myślę, że będą to dobrze zainwestowane pieniądze. Drugi minus jest mniejszy, to ten biały materiał u góry, który po kontakcie z błotem będzie trudny do wyczyszczenia, ale to tylko mały szczegół ;)

Ps.  Noszę rozmiar 44, waga 318 g, bardzo lekkie, wkładka wyjmowalna.

środa, 18 maja 2016

Biegamy pod Gorzowem Wielkopolskim- JANCZEWSKA10


Halo, halo! :)

CZY JEST TU KTOŚ Z GORZOWA WIELKOPOLSKIEGO I/LUB OKOLIC?

26 czerwca 2016 rusza trzecia edycja Janczewskiej 10!
Pamiętacie Michała, z którym zacząłem biegać? Uwaga, zdjęcie z archiwum ;)


Buty kupiliśmy na tej samej promocji :) 
Ponad dwa lata temu Michał podjął się wyzwania zorganizowania zawodów biegowych w swojej miejscowości (Janczewo, parę kilometrów od Gorzowa Wielkopolskiego) Wtedy okazało się ile stworzenie takiej imprezy wymaga umiejętności, wiedzy, czasu i środków finansowych. 
Obydwie edycje z punktu widzenia organizacji udały się i zebrane opinie od zawodników również były pozytywne. 
W tym roku poziom organizacji wejdzie na kolejny level i zapewniam, że zawodnicy oraz ich rodziny na pewno będą zadowolone ze spędzonego w Janczewie czasu. Zabrzmiało to jak hasło reklamowe zachęcające do zapłacenia wpisowego, nie, nie, nie. Sam brałem udział w kilkudziesięciu imprezach sportowych i myślę, że obiektywnie mogę stwierdzić, iż Janczewska10 warta jest spróbowania. Z resztą widzimy po zgłoszeniach, że zawodnicy wracają do nas :)
W zeszłym roku, w biegu głównym na 10 km wystartowało 213 osób, a w Nordic Walking na dystansie 5 km 56 osób. Nie trzeba chyba mówić jak wygląda komfort biegu z 213 osobami na trasie, a jak z 3000 :) Szczególnie jeśli chcemy powalczyć o życiówkę :D
To co wyróżnia Janczewską to lokalny klimat, taki SLOW LIFE, życzliwość mieszkańców, ciasta na mecie!!! i niekomercyjny charakter imprezy. Michał postarał się jak zwykle o koszulki w pakiecie startowym (35zł), świetne medale i tradycyjnie sporo klasyfikacji medalowych.
Zatem zachęcam do wystartowania i przybicia piątki w Janczewie :))


www.JANCZEWSKA10.pl



wtorek, 29 marca 2016

Puma Ignite Ultimate





         Dziś chcę Wam przedstawić kolejny model Pumy z serii Ignite Ultimate (dla chętnych recenzja Pumy Ignite 2015 tutaj). Jestem już po solidnych testach, więc mogę co nieco o wrażeniach napisać.
Ultimate to przede wszystkim ewolucja. Słowo klucz to amortyzacja. Puma Ignite spowodowała, że moje Adidas Boost Supernova Glide schowałem do kartonika.
Firmowa pianka Foam pozwala stopom na przyjemne lądowanie z każdym krokiem rozpraszając energię wstrząsów i uzyskując zwrot energii. Komfort biegu jest bardzo wysoki, cały czas mam wrażenie, że biegam po styropianie. Jednak mimo tego but jest wciąż dynamiczny i aż chce się przyspieszać. Jednocześnie  jest stabilny i jest pewność stawianych kroków szczególnie w trudniejszych warunkach, np. na zakrętach, itp.
         Drop tutaj jest stosunkowo duży, ponieważ aż 12mm. Dla osób biegających na śródstopiu nie jest to najlepsze rozwiązanie. Poza tym warto zwrócić uwagę na podeszwę, która dobrze trzyma się mokrego asfaltu i jeśli wierzyć producentowi, to jej specjalna konstrukcja wpływa na zwrot energii.


         Tuż po założeniu butów i później po powrocie z treningu zwróciłem uwagę na poprawę banalnego elementu- języka, który był moją zmorą w poprzednim modelu- tam był bardzo cienki i krótki, powodując dyskomfort na przegubie stopy po zbyt mocnym związaniu sznurowadeł. W Ultimate ten problem został wyeliminowany. Język jest znacznie grubszy i wiązanie bardzo pewne, więc Puma egzamin zdała na piątkę. Warto też zwrócić uwagę na konstrukcję wkładki. Pięta ma jakby silikonową wstawkę, która ma spowodować brak możliwości przesunięcia się stopy w środku. Kształt wkładki ma wpłynąć na lepsze dopasowanie do stopy.



        Zastanawiałem się czy może na koniec wystawić ocenę Ignite Ultimate w skali 1-10. Jednak nie zdecydowałem się na to, ale za to mogę napisać śmiało, że różnica na plus w stosunku do poprzedniego modelu to 30%- o tyle nowy model jest lepszy. Jeśli jesteście przed zakupem butów to zachęcam do przyjrzenia się temu modelowi- wart wydanych pieniędzy.






wtorek, 9 lutego 2016

Nike Zoom Structure 19 Flash



Po Pumie Ignite i Adidas Boost, czyli butach wyróżniających się bardzo dobrą amortyzacją przyszedł  czas na Nike Zoom Structure 19 Flash.
Bardzo ciekawy model, idealny na aktualne warunki pogodowe. Co go wyróżnia?

CHOLEWKA- wykonana z trójwarstwowej siateczki, co czyni ją nieprzemakalną oraz przede wszystkim jest wykonana z odblaskowego materiału. Pomijając podeszwę, około 80% powierzchni odbija światło co sprawia, że jestem widoczny dla ewentualnych samochodów- ostatnio biegam głównie po południu, więc jest to dla mnie istotne. Wracając do nieprzemakalności, nie jest to co prawda Gore-tex z którym mogę wbiegać w kałużę i błoto, ale świetnie daje sobie radę. Spełnia moje oczekiwania podczas gorszej pogody.




PODESZWA- zacznijmy od bieżnika, Nike zastosował tu gumę węglową o tajemniczej nazwie BRS 1000. Najczęściej biegam drogami z ubitym piaskiem, często robiąc slalom między kałużami czy dziurami, potwierdzam, but jest stabilny, bez żadnych wątpliwości. Użyte składniki mają wpłynąć na mniejszą ścieralność, tym samym wydłużając życie butów.
Za amortyzację całego buta odpowiada pianka Cushlon znajdująca się całej podeszwie. Po za tym Nike dołożył jeszcze technologie Air Zoom- jest to poduszka z wtłoczonym do środka gazem, które razem oddają biegaczowi sprężystość. I tutaj uwaga, Zoom reaguje błyskawicznie co zwiększa dynamikę buta dlatego też firma rekomenduje je do szybszych treningów.



          Myślę, że nie jest to tylko słowo pisane, ponieważ na utwardzonej powierzchni but rwie się do przodu. Prawdopodobnie to w nich będę atakował rekord na 10 km na następnych zawodach ;)
Kontynuując  temat podeszwy mamy jeszcze system stabilizujący całą stopę o nazwie Dynamic Support, czyli system dynamicznego wsparcia. Czym się charakteryzuje ten wynalazek? System na bieżąco reaguje na każdy krok, lewego czy prawego buta. Każdy krok jest inny, z różną siłą stawiamy stopę, w końcu biegamy różnym tempem podczas treningu. Dynamic Support zmiennie dostosowuje poziom amortyzacji.
Duży plus za łatwość wiązania i odczuwalność stabilności stopy w bucie. Mam różne doświadczenia ze sznurowadłami, tutaj Flywire czyli włókna, które łączą się z wiązaniami oplatają cholewkę i idealnie trzymają buta na stopie, bez siłowego zawiązywania.
Waga: rozmiar męski 10- 317,5g.



Podsumowując...
        Nike Zoom Structure 19 Flash to solidny model z dużym pakietem technologii  co przenosi się na realne przyjemne wykorzystanie ich w praktyce. Szczerze polecam, bardzo dobry sprzęt do biegania :)

czwartek, 17 grudnia 2015

Biegacie? Zatem musicie to przeczytać!!!


Rynek prasowy nas biegaczy specjalnie nie rozpieszcza. Od dłuższego czasu praktycznie nie kupuję żadnych czasopism poświęconych bieganiu. Głównie dlatego, że treść się powtarza, a plany treningowe na każdy z dystansów zachowałem z paru numerów. Dlatego z zainteresowaniem nabyłem drugi numer magazynu Ultra. I przepadłem. Tak długo czytałem aż przeczytałem wszystko!
Panowie to jest to! Absolutnie rewelacyjna robota! Powiew świeżości, powiew zapachu gór, ciężar podbiegów, zmęczenia i radości z biegania!


Świetne relacje z biegów, wywiad ze zwycięzcą UTMB, jakość zdjęć, z resztą cała szata graficzna to majstersztyk, rozpływam się w zachwytach. Tak zachwalam, aż ktoś pomyśli, że to reklama :) Nie, nie jest! Po prostu w końcu na rynku pojawiło się coś co nie dosyć, że spełnia moje oczekiwania, ale wybiega naprzód i powoduje, że nie mogę się doczekać następnego numeru POLECAM!


poniedziałek, 23 listopada 2015

Dziewicza Góra

     

DZIEWICZA GÓRA

        Ostatnie dwa miesiące były słabe jeśli chodzi o systematyczne treningi. 62 km we wrześniu i 98 km w październiku. W listopadzie miałem nawet przerwę 10 dni, ale nie wypocząłem w tym czasie. Od paru tygodni czuję, że funkcjonuję już na oparach, totalnie przemęczony, brakuje mi sił i przede wszystkim chęci do systematycznego trenowania. Marzę o urlopie, o totalnym nic nierobieniu, ale to dopiero w przyszłym roku. Rozpoczyna się grudzień, a to w handlu najlepszy okres- czytaj, więcej pracy i godzin w firmie...
        Jakiś czas temu szukałem biegu  w trudniejszym terenie i okazuje się, że prawdopodobnie najtrudniejszy bieg na 5/10 km w Wielkopolsce ma miejsce paręnaście kilometrów od mojego domu:) Dosyć długo zwlekałem z zapisem ze względu na stan mojego organizmu..., ale w końcu zapisaliśmy się z Kubą.
Dwa dni przed startem wyszedłem przebiec 5 km w tempie 5:10. Po 3 kilometrach pobiegłem do domu... Fatalne samopoczucie, brak siły i zdecydowanie za wysokie tętno. No cóż, organizmu nie oszukasz. Jednak wciąż miałem nadzieję, że na Dziewiczej Górze (zajrzycie) tragedii nie będzie :)
        Praktycznie przez cały tydzień padało. Chmury miałem wrażenie, że też wisiały nad moim samopoczuciem, jednak postanowiłem pobiec. Kuba już czekał przygotowany i zrobiliśmy krótką rozgrzewkę, oczywiście w deszczu skacząc, po to aby nie wdepnąć w kolejne kałuże. Po chwili staliśmy na mecie.
         Po 1 kilometrze sapałem jak stara lokomotywa i co nigdy mi się nie zdarzyło, marzyłem o tym żeby znaleźć się już w domu. Tętno jakbym finiszował po mocnym biegu. Podbiegi ciężkie, szczególnie te dwa na 2,4 i 4 kilometrze.


         Na zbiegach mokro, gdzieniegdzie błoto, wszędzie mokre liście, trzeba bardzo uważać żeby się nie wyłożyć. Na czwartym kilometrze człowiek myśli, że zaraz meta (na dystansie 5 km), a tutaj pionowy podbieg, który rzuca na kolana. Po tym przychodzi piękna nagroda, wąski odcinek na lekkim zbiegu między wysokimi krzakami, specyficzne wrażenie, po czym ultra stromy zbieg gdzie ledwo nadążałem stawiać kroki, a nie miałem odwagi na skyrunning :D
       W końcu meta, Kuba paręnaście sekund przede mną, widziałem go cały czas, ale nie byłem w stanie dogonić. Swojego wyniku nie komentuję, jednak  jestem dla siebie wyrozumiały. To nie były optymalne warunki psychofizyczne, muszę odpocząć żeby wrócić silniejszy. Myślę, że zacznę za parę/paręnaście tygodni właśnie od Dziewiczej Góry. Zachęcam do zmierzenia się z tym odcinkiem- Garmin pokazał mi 147 metrów podbiegów na dystansie 5 kilometrów, kto by pomyślał, że takie miejsca na mapie płaskiej Wielkopolski :)
Zajrzyjcie II Grand Prix Dziewiczej Góry w Biegach Górskich 2015/2016Bardzo przyjemne lokalne zawody dla tych co chcą spróbować czegoś  innego niż bieganie po równym i nudnym  asfalcie. Oczywiście trzeba dodać, że skala trudności jest znacznie wyższa, jednak zdecydowanie warto podjąć wyzwanie :) Brawa też dla organizatorów za świetny klimat i organizację.


       Kuba pewnie to czytasz, napiszę oficjalnie- gratuluję progresu, jest moc, oby tak dalej :)

niedziela, 31 maja 2015

Zawody 10km- Bieg o Koronę Dąbrówki



      Ani człowiek się nie obejrzy, a tutaj połowa roku za nami. Kolejne treningi, a w nagrodę zawody. Ostatnie tygodnie to strasznie mało czasu na treningi. Praca w firmie i praca w domu. Dlatego też po raz pierwszy zrezygnowałem w zeszłym tygodniu z zawodów. Półmaraton w Tarnowie Podgórnym czyli Bieg Lwa oceniłem, że nie był na moje siły w tym czasie. Czy żałuję? Trochę tak, bo biegłem tam rok temu i zawody dobrze wspominam. Świetna organizacja, ciekawa trasa i to "coś" gdzie człowiek chce wracać. Jednak pod kątem sportowym była to dobra decyzja.
     Tymczasem dziś odbyła się już piąta edycja biegu o Koronę Dąbrówki. Z dystansem 10 kilometrów mierzyłem się trzeci raz. Do Dąbrówki mam szczególny sentyment, ponieważ to jest moje miejsce treningowe :) Nie biegam może dokładnie po trasie zawodów, ale praktycznie 99% moich wypadów biegowych odbywa się właśnie tu.
     Cała trasa przebiega ścieżkami leśnymi, w większości utwardzonymi, choć nie raz but potrafi wpaść w grząski piasek. Dlatego też nie jest to idealna trasa do ustalania swoich życiówek. Paradoksalnie właśnie tutaj, rok temu, przebiegłem 10 kilometrów w najlepszym czasie. Stąd też dziś miałem nadzieję, że czas będzie lepszy. Po kolei..
   Na plus Dąbrówce trzeba na wstępie oddać to, że pakiet startowy można było odebrać 50 metrów od startu i praktycznie wydawali je do samego wystrzału z armaty sygnalizującego start. Na minus, że koszulka w rozmiarze M jest mniejsza niż inne w rozmiarze M- szkoda :( Największe wrażenie zrobił na mnie sok z kiszonych buraków- dzięki ;)
    Start.
Tutaj stawiło się 460 biegaczy. Ścieżka ma szerokość około 5 metrów. Dzieląc tłum w skali od 1-10, ustawiłem się gdzieś w 4 sektorze od startu. Nie chciałem nikomu przeszkadzać, temu kto biegnie szybciej i sam nie chciałem też robić slalomu przy wyprzedzaniu biegnących na czas 1h...
Wystrzał z armaty był tak głośny, że przypuszczam iż okna trzęsły się w promieniu 5 kilometrów. Ruszyliśmy. Tryb spacerkowy. Nordic Walking? Nie, oni startują po nas...
Sporo osób do wyprzedzenia, a kiedy stałem czekając na wystrzał mnóstwo ludzi pchało się do przodu. Specjalnie zapamiętałem numery aby później sprawdzić jaki mieli czas- tak, powinni startować z końca... No cóż, nie wszyscy stosują Savoir Vivre. Na plus dla własnego EXP- dobrze, że założyłem na nos okulary. Przydały się w penetracji tumanów kurzu :P
     Wracając do własnego biegu ;)
Mój Garmin dziś kompletnie nie stanął na wysokości i z resztą organizm też.
W planach było utrzymanie 4:50 do mety. Udało się to do 5 kilometra. Później było tragicznie. Na tyle źle, że nawet Fenix zfiksował. Ta trasa, ma o jakieś 100 metrów więcej- sprawdzone parę razy. Tym razem zegarek pokazał 9,87 km... W pewnym momencie wyświetlił nawet przez parę sekund ponad 6:00. Człapię po trasie i mówię, no k...., niemożliwe!!! Ten elektroniczny wynalazek dziś by NIE ZAREJESTROWAŁ potencjalnej życiówki- może i dobrze, że tak słabo poszło?! ;)
      Co ciekawe opadłem z sił w tym samy momencie co na 10 km w Swarzędzu. No cóż, trzeba  się bardziej przyłożyć na treningach :)
Podsumowując. Organizacja biegu ogólnie była na dobrym poziomie, przynajmniej to co zauważyłem. Dąbrówko do zobaczenia za rok!



poniedziałek, 27 kwietnia 2015

PUMA IGNITE- Bądź jak Usain Bolt


PUMA IGNITE

Mam przyjemność testować bardzo ciekawy nowy model buta Ignite Pumy. Przyznaję, że to jest pierwszy but tej firmy na mojej nodze. Poza tym, że nosi go sam Usain Bolt ;) charakteryzuje się dynamicznym oddawaniem energii w trakcie biegu. Od razu można się domyśleć, że jest przeznaczony zdecydowanie na utwardzone powierzchnie. Jest to interesująca alternatywa dla moich Adidas Boost. Już niedługo podzielę się z Wami opinią i odpowiem na pytanie: Adidas Boost czy Puma Ignite :)
Rzućcie jeszcze okiem na te zdjęcia. Wygląd podeszwy jest dość intrygujący! Do przeczytania!






poniedziałek, 30 marca 2015

Kontuzja kolana- moje zmagania


Kontuzja kolana- jak leczyć?

W zeszłym roku, w czerwcu nabawiłem się kontuzji kolana. Dobrze pamiętam ten ból kiedy biegłem odebrać pakiet startowy na bieg Piotra i Pawła na Malcie. Czułem wyraźny dyskomfort. Pomyślałem wtedy, że pewnie na drugi dzień, to jest w dniu zawodów rozbiegam i będzie dobrze :)
Okazało się, że ból mi towarzyszył przez całe 10 kilometrów biegu. Byłem mocno zaniepokojony, a następnego dnia ledwo wstałem z łóżka. Niestety  nie wybrałem się do lekarza, a przypuszczam że zwolnienie pewnie otrzymałbym na dłuższy czas. Jednak w pracy było tyle do zrobienia, że absolutnie nie mogłem sobie na to pozwolić. Czyli klasyka :)
Smarowałem różnym maściami i po 2 tygodniach mogłem w miarę normalnie chodzić po schodach. Wtedy też stwierdziłem, że do lekarza już nie ma sensu iść, bo przecież jest poprawa, czyż nie...?
Po 3 tygodniach od kontuzji poszedłem potruchtać. Wróciłem po 300 metrach. Kolejne dwa tygodnie przerwy, nawet przebiegnięty kilometr. Jednak ból wciąż przeszkadzał. Nie wiedziałem co mnie boli, czy to kolano, a konkretniej rzepka, łękotka czy więzadła. 
W aptece kupiłem glukozaminę, a nuż pomoże (podobno naukowo jest udowodnione, że nie pomaga...). Kupiłem też znanego producenta kartonik tabletek "na stawy". 
Mogłem powoli biegać 2,3 km ponieważ ból ustąpił, ale do ideału było jeszcze daleko. Wiedziałem już, że debiut w maratonie w 2014 roku niestety się nie odbędzie, a miał to być główny punkt zeszłego roku. Ostatecznie wystartowałem, ale z założeniem przebiegnięcia około 10 km. Skończyło się na 16 km. Chociaż tyle radości :)
Kolejnym produktem, który kupiłem był kolagen do rozpuszczenia w szklance. Później dostałem jeszcze sok z czarnej rzepy. Obecność siarki w rzepie podobno dobrze wpływa ogólnie na stawy.
Noga bolała coraz mniej, ale wciąż szukałem rozwiązania (tak, powinienem sto razy pójść do lekarza). 
Zmierzając już do finału tej przydługawej opowieści, kupiłem jeszcze jeden produkt. Kiedy skończyła się czarna rzepa zacząłem kuracje Flex firmy FA (to nie jest reklama :). Dopiero wtedy poczułem znaczną poprawę. Konsultowałem się ze znajomym dietetykiem, który potwierdził moje doświadczenie. Okazało się, że mój Flex to tańsza wersja oryginalnego Animal Flex.
Być może suma wszystkich suplementów wpłynęła na poprawę zdrowia nogi, jeszcze nie całkowite wyzdrowienie, ale ogromną poprawę. Chociaż subiektywnie wydaje mi się, że różnicę zrobił Flex, chociaż jednoznacznie nie mogę tego powiedzieć. 
Jeśli macie kłopoty szczególnie z kolanami to polecam spróbowanie jednego z tych specyfików. Jeśli znajdziecie o podobnym składzie to zwróćcie uwagę czy w składzie jest hialuronowy, bardzo ważny składnik. Tymczasem wznowiłem treningi i biegam już swoim tempem. W tym roku muszę ukończyć ten odkładany maraton :)

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Legginsy Adidas Climaheat



       Po teście bluzy (koniecznie przeczytajcie) z kolekcji Climaheat przyszedł czas na legginsy. Pełna ich nazwa to legginsy sequencials climaheat brushed.
Przypomnę czym charakteryzuje się technologia Climaheat:
- nie straszne Tobie będą wiatr, deszcz czy śnieg. Tkanina z której jest uszyta bluza została zainspirowana naturalnym futrem. Adidas obiecuje optymalne docieplenie oraz pełną kontrolę nad wilgocią. Izolacja Climaheat jest zbudowana ze specjalnych włókien wydrążonych w środku co ma spowodować zatrzymanie ciepła i szybsze schnięcie.
Spodnie użytkowałem przy temperaturach -5C - +2C, podczas mocnego wiatru i przy padającym śniegu. 
W bluzie na uwagę zasługiwało wykończenie wewnętrzne. Tkanina składała się z tysięcy mały krzyżyków, które miały za zadanie gromadzić ciepło. W spodniach wykończenie jest klasyczne- nazwę to drobnym, miłym w dotyku polarem. 
Pierwotnie zastanawiałem się nad rozmiarem. Rozważałem między M a L (180cm, 79 kg). Ostatecznie wybrałem rozmiar M. Po wyjęciu z kartonika spojrzałem na leginsy. ?!?!?! Przecież to S!! Szybka weryfikacja metki- M. Na przekór pierwszemu wrażeniu jednak pasują idealnie :)
Adidas dołożył jeszcze tutaj technologię Formotion- powoduje ona lepsze dopasowanie i komfort.
           Wrażenia z użytkowania są jak najbardziej pozytywne. Legginsy świetnie leżą, użyję nawet stwierdzenia, że są dobrze dopasowane. Nie przeszkadzają w bieganiu ani w rozciąganiu. Z tyłu znajduje się mała kieszonka- od strony ciała jest wyłożona specjalną nieprzemakalną tkaniną- często trzymam tam klucze. Regulacja w pasie za pomocą elastycznego sznurka.



Oddychalność na bardzo dobrym poziomie, jedynie przy mocniejszym treningu na wysokości kości ogonowej legginsy są wilgotne, ale to akurat normalne. Poza tym nogawki są rozpinane, pewnie nie raz to wykorzystam kiedy już będzie cieplej. 
Z tyłu na wysokości kolan zostały umieszczone odblaski dla zwiększenia bezpieczeństwa biegacza.



Podsumowując.
Legginsy w zupełności spełniły moje oczekiwania, są świetnym rozwiązaniem na aktualną pogodę- parę stopni na minusie. Razem z bluzą Climaheat tworzą dobraną parę, którą zawsze zabieram na sobie na trening. Polecam!

sobota, 17 stycznia 2015

Bluza Adidas CLIMAHEAT

                                                                   Rozmiar M, 180 cm wzrostu

Parę tygodni temu kurier zapukał do drzwi ze sportową przesyłką. 
Dziś po kilkunastu treningach chcę się z Wami podzielić wrażeniami z użytkowania bluzy firmy Adidas. Pogoda, jak to zimą, nie rozpieszczała zatem wszystkie treningi biegowe miały miejsce w przedziale temperatur od -5C- +2C. Były dni gdzie padał śnieg oraz żadnego kiedy nie wiał wiatr. Idealne warunki na sprawdzenie jak sprawuje się Climaheat w akcji.


Adidas mocno reklamuje technologię Climaheat- dzięki tej bluzie nie straszne Tobie będą wiatr, deszcz czy śnieg. Tkanina z której jest uszyta bluza została zainspirowana naturalnym futrem. Adidas obiecuje optymalne docieplenie oraz pełną kontrolę nad wilgocią. Izolacja Climaheat jest zbudowana ze specjalnych włókien wydrążonych w środku co ma spowodować zatrzymanie ciepła i szybsze schnięcie. Tyle na temat reklamy. 


Przy podanych wcześniej temperaturach powyżej pasa teraz ubieram się tak:
- kompresyjna, bardzo cienka, zwykła (nieocieplana) koszulka
- Climaheat
- cieniutka przeciwwietrzna kurtka
Pierwszy bieg to było zapoznawanie się z nową bluzą. Rękawy z miejscem na kciuk- nie jest to innowacyjny pomysł, ale nie zmienia to faktu, że rozwiązanie jest świetne.
Absolutnie kapitalnym pomysłem jest zintegrowanie z bluzą regulowanego komina. Można dowolnie modyfikować wysokość założenia. Ja najczęściej biegam tak jak to wygląda na zdjęciu na samej górze. Tym sposobem wreszcie wiatr nie wieje w szyję i jej nie schładza. Przy mocnym wietrze zakładam powyżej nosa. Przez tkaninę trudniej się oddycha, mimo że dobrze przepuszcza powietrze.
Na zewnątrz temperatura poniżej zera, a mimo tego podczas biegu jest mi cały czas ciepło. Tkanina spełnia swoje zadanie. Nawet po treningu kiedy się rozciągam i przechadzam  czekając na odpowiedni spadek tętna.
Chwila prawdy, a raczej weryfikacji "pełnej kontroli nad wilgocią". Ten test Climaheat przechodzi znakomicie. Na zewnątrz bluzy znajduje się odparowana wilgoć (przy nieprzemakalnej kurtce nie ma jak uciec), ale co najważniejsze od wewnątrz jest SUCHA. To jest niesamowite. Tym bardziej teraz kiedy kontuzja prawie ustąpiła i wracam do dawnej formy organizm jeszcze nie jest przyzwyczajony do tempa i mocniej się grzeje- mocniej się pocę niż zwykle.
Warto też wspomnieć, że z przodu, tyłu i boku znajdują się odblaski- dla zwiększenia naszej widoczności.
Podsumowując.
Mam parę rzeczy w swojej garderobie, które uwielbiam nosić. To są takie diamenty sprawiające przyjemność posiadania na sobie. Bluza Adidas Climaheat dołączyła do tego nielicznego grona. Absolutnie polecam; przyznam, że rzadko wierzę w reklamy i to co producenci obiecują. Jednak tutaj obietnice mają odwzorowanie w rzeczywistości.




środa, 8 października 2014

recenzja Nike LunarGlide 6



Nike LunarGlide 6

Dziś chcę podzielić się z Wami wrażeniami z testowania  Nike LunarGlide 6.
Kolejna już edycja serii LunarGlide z cyferką 6 w tytule. Kolorystyka robi ogromne wrażenie. To jest najbardziej jaskrawy pomarańczowy jaki widziałem ;)
Pierwsza odczuwalna cecha to lekkość. But zdecydowanie nie wygląda minimalistycznie. Jak na rozmiar 44 wizualnie jest dość duży. Biorąc go do ręki byłem przekonany, że waga będzie odczuwalna. Tutaj pojawia się zupełne zaskoczenie. But jest lekki- około 280 gram.



Wykonanie.
Nie ma do czego się przyczepić. But jest wykonany z dbałością o szczegóły, nic nie wystaje, nic się nie wylewa, nic nie przeszkadza. Wkładka jest wyjmowalna, można ją w razie czego wyczyścić. Co do wnętrza- możemy również biegać bez skarpet. W środku jest specjalny materiał, który nie powoduje obtarć. Nike nazywa to "rękawem". Jego zaletą jest konstrukcja bezszwowa, jak w technicznej bieliźnie czy koszulkach.


Wkładamy stopę do buta. Tutaj zaczyna działać technologia Flywire. Czyli system elastycznych włókien, dzięki którym nie musimy wiązać "na siłę" sznurowadeł. Za każdym razem związuję normalnie czyli np. jak codzienne buty do noszenia na zewnątrz. Stopa jest bardzo stabilna. Nie miałem ani razu wrażenia, że mam za duży "luz". W trakcie czy po treningu. Poza tym but świetnie dopasowuje się do stopy.



Trening.
Testując Nike albo po prostu trenując biegałem w 60% po asfalcie, a w 40% po utwardzonym podłożu (droga). Na tej podstawie mogę zdecydowanie powiedzieć, że Lunarglide 6 rozwijają skrzydła przede wszystkim na asfalcie.  Świetnie sprawuje się pianka Lunarlon, która odpowiada za amortyzację. Wszystkie uderzenia są rozkładane na większej powierzchni niż tylko punktowo.
Dynamic support, czyli system dynamicznego wsparcia. Nike swój system opisuje w ten sposób: 
"dynamiczne wsparcie potrafi wyczuć kiedy stopa potrzebuje dodatkowej amortyzacji i odpowiednio się do tego dostosowuje".




W wyniku tego stopy rwą się do przodu i chce się przyspieszać. Komfort biegu jest na wysokim poziomie. W końcu mamy 2014 rok i doświadczenie zdobyte przez tyle lat firm Nike i wcale nie niska cena pozwalają nam sporo oczekiwać po tych butach. Oczekiwania czy pokładane nadzieje LunarGlide spełnia w 100%, więc mogę je tylko polecić :) 




środa, 16 lipca 2014

Nike Lunarglide 6


Dziś był piękny dzień. Nie mam na myśli słońca za oknem, ponieważ dopóki nie mam urlopu, nie robi mi ono żadnej różnicy ;) Jak dla mnie może padać, przynajmniej nie muszę podlewać ogrodu ;)
Z samego rana zapukał  kurier z przesyłką.  Od Nike!
OTO ONE!!!
Najnowsze Lunarglide 6. 
Podeszwa Lunaron, która jest we wszystkich butach tej serii, jest odpowiedzialna za stabilność i amortyzację. Ciekawym rozwiązaniem jest system  Flywire. Jest to system włókien, które odpowiadają za trzymanie śródstopia. Teraz już nie ma potrzeby wiązania sznurowadeł na siłę.  
Wróciłem z pracy i nie mogłem przestać się zachwycać. One są obłędne. Poszedłem potruchtać :)
Powoli zabieram się za testowanie!


niedziela, 29 czerwca 2014

II Bieg Piotr i Paweł- 10 km


Od czego by tu zacząć... Hmm...
Druga edycja i drugi mój start w II edycji biegu Piotra i Pawła. Relacja z pierwszego tutaj.
Z 2013 tego pamiętam przede wszystkim upał. Liczyłem, że w tym roku będzie inaczej ;)
Pakiet odbierałem dzień wcześniej. Przebiegłem wtedy 5 kilometrów w pełnym słońcu. W nocy mocno wiał wiatr, do tego padało więc pojawiło się prawdopodobieństwo, że warunki będą całkiem przyjemne; a po przebudzeniu za oknem zobaczyłem zachmurzone niebo.
Od tygodnia coś niedobrego dzieje się z moją nogą. Boli mnie, ale nie potrafię tego konkretnie nazwać gdzie. Najlepsze określenie to "za kolanem, na zgięciu nogi". Nie wiem co to jest, ale doskwiera na każdym kroku. Postanowiłem, że zrobię sobie przynajmniej z tydzień przerwy od treningów.
Jeszcze nie skończyłem narzekać :> Od paru dni bierze mnie przeziębienie. Boli mnie głowa, ciężko się oddycha, wszystko źle, chodzę i narzekam. Dlatego też dzisiejsze zawody zapamiętam średnio...
Noga krzyczała: Odpuść! Samopoczucie fizyczne: Odpocznij/wylecz się. No i co? Pojechałem oczywiście!!!!
Próbowałem rozbiegać ból w nodze (!!) i w 80% to się udało. Po drodze spotkałem Krasusa z www.biecdalej.pl z kompanami. To istny Ironman!! Jak się okazało był czwarty w klasyfikacji generalnej na 811 osób! Pozazdrościć :D
Podreptałem na start i czekaliśmy spokojnie na rozpoczęcie. 12:00, bez odliczania i nagle wystrzał! Biegniemy!
1,2 km według planu, 4:50.
3 km- słońce praży, 26 C, w niektórych miejscach wiatr ustał, duszno, 4:58
4 km- noga boli, czuję ból w każdym kroku. 4:49
5 km- zaczynam odczuwać zmęczenie, jeszcze ten podbieg i później następny
6 km- biegnę wolniej niż wczoraj po odbiór pakietu :)) Jak to w ogóle możliwe!! 5:14!!!
7 km- biegnę wolniej niż gdybym biegł do sklepu po bułki :) 5:21
8 km- wciąż biegnę spacerowym tempem po bułki. wciąż 5:21. Dyszę jak parowóz!!! Tyle treningów/kilometrów za mną, a Suunto pokazuje 5:21!!!! A ja nie mam sił przyspieszyć :) Sporo osób przechodzi do marszu, pogoda nie tylko mi daje się we znaki...
9 km- beznadzieja, 5:16, za parę kroków minę znak "za 1 km meta"
10 km- zły na siebie (pisząc kulturalnie), człapię jakbym pierwszy raz biegł. Szokuję sam siebie i na ostatnich 100 metrach przyspieszam i wpadam z czasem netto 51:07 na metę. Absolutna beznadzieja.
Miejsce 285 na  811 startujących.


Miała być walka o życiówkę, w sumie nawet była, ale tylko do 3 kilometra... Wynik mnie absolutnie zawiódł jak nigdy dotąd. Powodów widzę kilka, ale nie ma sensu się rozliczać czy rozczulać nad sobą.
 Muszę odpocząć, zregenerować i naprawić się.
 Psychicznie? Demotywacja wynosi 10/10. Tak źle jeszcze nie było... Jednak jestem POKONAĆ SIEBIE, więc już szukam wiatru i DO PRZODU!!!!!!!!!


środa, 25 czerwca 2014

Pierwsze własne zawody- JANCZEWSKA10


JANCZEWO, 22.06.2014.
Ten dzień był wyczekiwany przez nas od kilku miesięcy. Od decyzji zorganizowania zawodów minęło sporo czasu.  Posiadaliśmy tylko doświadczenie z udziału w  około 20 imprezach biegowych ( i jednym triatlonie ;), ale przede wszystkim ogromną dawkę motywacji i chęci. Na drodze spotkaliśmy wiele życzliwych ludzi.
Dziś już spoglądamy na to wszystko co się wydarzyło z perspektywy czasu. Ilość pozytywnych opinii absolutnie nas zaskoczyła :)
Stres przed imprezą był bardzo duży, teraz już możemy powiedzieć: wszystko się udało. Michał, dyrektor biegu, odwalił kawał ogromnej roboty, z duża pomocą Kamili. Staraliśmy się wykorzystywać te dobre pomysły, które podpatrzyliśmy w innych miejscach- w końcu jeśli się uczyć, to od najlepszych.
Brakowało jedynie wisienki na torcie, którą miał być film nakręcony z motolotni, lecz przez niekorzystne warunki pogodowe nie wyleciała z hangaru- jak nie teraz, to na pewno w przyszłym roku się uda.
Kto nie był u nas niech żałuje, ale nie musi się martwić, ponieważ będzie miał okazję wystartować w biegu lub Nordic Walking w przyszłym roku :)




Rozgrzewka przeprowadzona przez Fabrykę Formy. Mocna i konkretna!


Sam dyrektor w TV! Udało nam się zainteresować TVP :)


A co z samym biegiem/marszem? No cóż, życiówki nie było i raczej też się jej nie spodziewałem. 5 minut przed startem nastąpiło oberwanie chmury. Lało strasznie! Temperatura około 15 stopni. Jak prawie przestało wszyscy wyszliśmy z ukrycia, stanęliśmy na starcie i wystartowaliśmy czym prędzej. Dość szybko porobiły się kałuże i przy próbie wyminięcia jednej prawie zwichnąłem kostkę (co dziwne, sama kostka nie boli, za to mam mały problem z kolanem i na zgięciu nogi/kolana...  ). Zaletą opadów deszczu było to, że bardzo miękki piasek na dość stromym i dłuuużącym się podbiegu został lekko utwardzony. Deszcz z resztą padał cały czas, ale to mi zupełnie nie przeszkadzało, z resztą wydaje mi się, że inni biegacze też nie narzekali. Jedynie trochę rozczarowani mogli być kibice, ale mimo wszystko z uśmiechem nas dopingowali, a szczególnie jedyna w swoim rodzaju Marta :)
Po weryfikacji trasy wiedzieliśmy, że ten odcinek będzie najtrudniejszy, ale na szczęście woda zmniejszyła poziom trudności. Cała trasa obfitowała jeszcze w parę krótszych podbiegów oraz zbiegów.
Niestety nie mam dostępu do statystyk z biegu, ponieważ aplikacja do zgrywania treningów znów w Suunto nie stanęła na wysokości zadania. Z ogólnej klasyfikacji/czasu wynika, że biegłem ze średnią 5 min/km. Biorąc pod uwagę poziom trudności trasy, nie będę narzekał :)
W zawodach wzięło udział 215 osób, myślę że jak na pierwszą edycję to wynik zadowalający. W przyszłym roku na pewno będzie nas startowało przynajmniej dwa razy więcej. Na pewno o to się postaramy!



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...