sobota, 31 maja 2014

Książka Rework

Jason Fried& David Heinemeier Hansson
Tytuł książki brzmi dość intrygująco. Słowo rework w naszym ojczystym języku znaczy przerobić/przerobienie. Autorzy książki wprowadzają nas do świata gdzie zmiana jest na porządku dziennym, gdzie nic nie jest stałe. Żeby przetrwać na trudnym rynku, wciąż należy próbować niektóre rzeczy robić inaczej niż zwykle się robi. 37 Signals dla większości to firma raczej mało znana, jednak na swoim koncie mają mnóstwo udanych projektów i bardzo popularny blog. W swojej książce postanowili podzielić się z pomysłami, które przyniosły im sukces. Świetnie się składa, ponieważ każdy z nas szuka inspiracji.
Aktualnie Rework jest na drugim miejscu listy bestsellerów wydawnictwa Onepress. Nieprzypadkowo.
Już piszę dlaczego:
Po pierwsze- bardzo lekko się czyta, rozdziały są krótkie, 2,3 stronicowe.
Po drugie- książka jest nie konwecjonalna, autorzy proponują dziesiątki rozwiązań, które często są na przekór standardowym schematom działań. Jeśli to już u kogoś zadziałało, dlaczego my nie mielibyśmy spróbować na swoim podwórku.
Po trzecie- nieoficjalnie jest to książka motywacyjna. Tak przynajmniej ja ją odebrałem: często pojawiały się myśli, o fajny pomysł- muszę zapamiętać i wdrożyć w życie. To lubię!

piątek, 30 maja 2014

FLOW on!



5 dni przerwy od biegania. Nie dlatego, że mi się fizycznie nie chciało, po prostu potrzebowałem odpocząć od biegania. 5 dni to wystarczający czas.
Właśnie wróciłem. 12,2 km. 5'29 min/km. Na spokojnie. Warunki idealne, a przebiegając w okolicach lasu absolutnie przepiękne zapachy drzew, kwiatów i mokrej trawy. Endorfiny szalały i szaleją.
Muzyka z iPoda, uśmiech na twarzy i totalne wyłączenie myśli. Po prostu oddech i krok za krokiem.
Z reguły biega mi się, że tak to określę "dobrze", a czasami są dni, a raczej dzień gdzie samopoczucie jest fenomenalne. Mam wrażenie, że po prostu płyyyynę. Ale to nie jest idealne określenie. Jest pewne, które idealnie pasuje do mojego stanu z języka angielskiego:  FLOW. TAK, to jest TO!!!

Tryb FLOW on !!!!!!!!!!!!!!!!!!


wtorek, 27 maja 2014

Skarby z Targu Śniadaniowego :)


W tym poście pokazałem Targ Śniadaniowy w Poznaniu, a tutaj podzielę się Wami co stamtąd przywiozłem. Niektóre smakołyki zjedliśmy/wypiliśmy na miejscu :)
Po kolei:


 Listkowe i makaronowe zapiekane ciasto. W tej wersji ze zmiażdżonymi pistacjami oraz nerkowcami. Z cukrem i miodem, smaczne i bardzo słodkie :) Czyli bakława. Albo baklava.


Absolutnie wybitna lemoniada pokrzywowa. Orzeźwiająca i przesmaczna. Kto nie próbował- niech żałuje!


Świeżutki hummus (ciecierzyca, świeży czosnek, tahini, oliwa, kminek, sok z cytryny).
Chałwa- widzicie skład?? Jest obłędna, wyjątkowo delikatna.


Oliwki hiszpańskie, z pestkami, twarde, te mniejsze są suszone na słońcu. Tak, jest różnica w stosunku do kupnych jakby ktoś pytał ;)


100% soku z borówki amerykańskiej. Idealny na upały.


Przesmaczny miodowy z chleb z mąki pełnoziarnistej :)


Już za parę dni kolejne Targi Śniadaniowe, kto nie był, a lubi zdrowo i smacznie zjeść/wypić może bardzo przyjemnie spędzić sobotę i/lub niedzielę. Na stronie www.targsniadaniowy.pl możecie sprawdzić też inne adresy, ponieważ samo wydarzenie odbywa się w paru miastach.

niedziela, 25 maja 2014

Bieg o koronę Dąbrówki 25.05.14. UDANY ;)


    Dziś kolejny start według harmonogramu startów :) Drugi raz wystartowałem w moje okolicy, to jest w biegu na 10 km w biegu o koronę Dąbrówki. W zeszłym roku była fatalna wietrzna z deszczem pogoda, 12C. (tutaj relacja). Z kolei dzisiejsza niedziela była słoneczna, z lekkim wiatrem i temperaturą 24C na termometrze. Paradoksalnie gorsza pogoda była lepsza. Lepsza dla biegacza, ale gorsza dla kibiców. Dziś było odwrotnie, ale po kolei.
      Dla mnie dużym plusem było to, że mogłem sobie pozwolić wyjechać z domu na 40 minut przed startem. W tym czasie zdążyłem jeszcze przebiec z 1,5 kilometra, odebrać pakiet startowy (organizacja świetna, wszystko przebiegło sprawnie) odnieść do samochodu i jeszcze potruchtać. Tak potruchtałem, że zbyt późno pojawiłem się na starcie i zająłem miejsce gdzieś w tyłach całej stawki. Wiecie co to znaczy pewnie,
 z reguły trzeba przeciskać się między osobami, które biegną ciut wolniej.
Aaaa! Muszę koniecznie wspomnieć o koszulce, która znalazła się w pakiecie startowym! Jedna z najciekawszych i najładniejszych! Świetny pomysł z GRAFIKĄ/DESIGNEM i KOLOREM :)


Odliczanie, 3, 2, 1. Wystartowaliśmy. Będąc tak daleko w tłumie przespacerowałem się spacerkiem do startu i jeszcze parę metrów za :)
Powoli zaczęło robić się miejsce i starałem wykorzystywać luki żeby przebić się do przodu.
Zakładałem tempo  4:53, to pozwoliłoby mi poprawić życiówkę.
1 km
Tempo 5:00.  Na dzień dobry przez wolny start strata, będzie trzeba odrabiać
2 km
Tempo 4:52. Zrobiło się już luźniej, choć cały czas wymijam. Wczorajsze opady deszczu chyba tu nie dotarły. Miękki piasek, czasami mnóstwo kurzu, trzeba uważać na wystające korzenie. Tak, po asfalcie jest łatwiej, ale też przewidywalniej.
3 km
Tempo 4:49. Czuję się dobrze. Warunki średnie. Jest duszno, sucho, 50/50% słońce/cień. Cel: jak najszybciej i częściej chować się w cieniu.
4 km
Tempo 4:51. Który to jest kilometr i kiedy będzie woda?
5 km 
4:52. Trzymam tempo, zadowolony, ale zaczynam już odczuwać zmęczenie. Punkt z wodą, wylewam na głowę, nie piję, żeby nie kombinować z oddechem.
6 km
Tempo  4:54. Czuję, że zwalniam, ale nie ma tragedii. Pogoda doskwiera.
7 km
Tempo 4:50. Czuję, że zwalniam, a tu trzymam równo tempo, pozytywne zaskoczenie. Dyszę jak stary parowóz.
8 km 
Tempo 4:54. Ogarnia mnie ogromne zmęczenie. Mam wrażenie, że robię mniej kroków, ale za to dłuższe. To tylko można sprawdzić w garmin fenix 2 ;)
9 km
Tempo 5:04. Zaczyna robić się bałagan. Opadam z sił, ledwo zipie. Słońce, kurz, duchota, 25C i te obrzydliwe wszędobylskie muchy!!!! :P
Zobaczcie częstotliwość oddechu ;)



10 km
Tempo 4:49. Patrzę na czas i szybko obliczam: za około 1 km meta. Nareszcie! Za zakrętem pojawia się pierwsze oznaczenia na trasie! 800 metrów, 600, 400, 200, META! Patrzę na czas na zegarku i w sumie średni. Za chwilę przełączam i... Garmin w zeszłym roku nie pomylił! Wtedy pokazał około 10,15 km, a dziś Suunto 10,3. Podsumowujący, ŻYCIÓWKA 48:56.  Czas z przed roku poprawiony o 31 sekund. Miło jest ustanawiać swój rekord w pobliżu domu :) Na mecie mnóstwo uśmiechniętych ludzi, spiker gratulujący wszystkim wyników, woda i izotoniki. A wcześniej spotkałem Anię z podstawówki i Joannę :) Same pozytywy, a teraz regeneracja. Suunto zarządził 44 h recovery :)
Organizacja biegu na naprawdę dobrym poziomie, zapraszam wszystkich za rok. Ja na pewno znów wystartuję :)




sobota, 24 maja 2014

Targ śniadaniowy


      Jakiś czas temu gdzieś w sieci wyczytałem o Targach Śniadaniowych odbywających się w dwóch poznańskich parkach w sobotę i niedzielę. Już w zeszłym tygodniu chciałem się się tam udać, ale ze względu na ulewy zostały odwołane. Udało się tam dzisiaj dotrzeć :)
Byliśmy przed 9 rano, a samo wydarzenie trwa od 8-16. Z każdą minutą ludzi przybywało, a raczej rodzin.
Klimat bardzo przyjazny, uśmiechnięci ludzie, bawiące się dzieci na trawniku, sprzedawcy zachwalający swoje wyroby (i to jakie!). Jest to zdecydowanie miejsce gdzie warto się wybrać z rodziną czy znajomymi.
Mnóstwo naturalnych produktów, które można kupić do domu albo skosztować także na ciepło na miejscu.
Dla mnie jedna wielka, cudowna uczta.







środa, 21 maja 2014

ja, Steve. Steve Jobs własnymi słowami


Opracowanie George

Przypuszczam, że nikomu nie trzeba przedstawiać Steve Jobsa? Zatem nie będę tego robił :)
Już we wcześniejszych recenzjach pisałem, że czytam wszystko co jest związane z twórcą firmy Apple.
Ta pozycja jest o tyle wyjątkowa, że nie jest to zwyczajna książka. Jest to zestawienie najciekawszych cytatów i wypowiedzi Jobsa. Większość albo prawie wszystkie teksty/cytaty czytałem po raz pierwszy, więc tym bardziej się cieszę, że trafiłem na tą pozycję.
Steve był absolutnie niesamowitym człowiekiem, szkoda, że tak szybko odszedł. Chciałbym nadal obserwować rozwój najdroższej firmy na świecie pod jego przewodnictwem. No cóż, teraz pozostaje czytanie źródeł poświęconych jego osobie. Zapraszam do przeczytania, sama esencja złotych myśli :)

wtorek, 20 maja 2014

Przesyłka od Alenergy


Parę dni temu kurier wręczył mi sportową paczkę od Alenergy. Jest to nowa firma, która wchodzi na nasz rynek z suplementami. Zajrzyjcie do nich na stronę.
W zestawie otrzymałem izotonik (smaczny, smak jabłkowy, łatwo się rozpuszcza i lepiej się go pije/nawadnia niż np. izotonik od Olimp, którego aktualnie używam).
Na dniach przetestuję żele, które na pewno przydadzą się na półmaraton, który zbliża się wielkimi krokami :) 
W paczce znalazły się  też suplementy: witamina D, magnez (jak miło, właśnie mi się skończył) i żelazo. Wisienką na torcie okazał się biały bidon- tego nigdy za wiele :)

poniedziałek, 19 maja 2014

Półmaraton- BIEG LWA



       W poprzednim poście już trochę ponarzekałem na nawałnicę w pracy oraz mało treningów w ostatnich dwóch tygodniach, więc teraz już nie będę się powielał ;)
W sobotę padało cały czas, zapowiedź pogody na niedzielę była taka sama. Po przebudzeniu ujrzałem te same szare chmury co w poprzedni dzień. Po raz pierwszy przed zawodami zacząłem coś kręcić pod nosem, że niby mi się nie chce nawet biec. Może na to wpłynęła pogoda, ale wydaje mi się, że niekoniecznie...
       W każdym razie zbliżała się godzina wyjazdu, a za oknem ulewa. Planowałem, jeśli tak będzie lało to nie startuję- tym bardziej, że lekkie osłabienie może przerodzić się w grypę itp. Później okazało się, że Michał miał podobne myśli ;)
Jednak  mimo różnych niesfornych myśli, stawiliśmy się w Tarnowie Podgórnym po odbiór pakietów.

        W zestawie świetna czapka i fajny mały plecak- na pewno się przydadzą. Świetna organizacja, wolontariusze pomocni, pomagali albo wręcz przekierowywali do toalet jeśli gdzieś były przeludnione.
Na zewnątrz budynku trwały "targi", parę straganów, ale oprócz odżywek nic ciekawego. Atmosfera jednak bardzo sympatyczna, sporo biegaczy i no cóż, rosnąca chęć do biegania. Wreszcie lekko rozbudzona, ponieważ ostatnio bywało różnie.
      Poszliśmy tradycyjnie się rozruszać i chyba przegapiliśmy oficjalną rozgrzewkę ?? 
Już gotowi na starcie i wpatrzeni w zegar. 13:59:59. 14:00, 14:00:30. Stoimy. 14:01:30- spiker krzyczy" START". Lepiej późno niż wcale, a my wolno ruszyliśmy i nagle huk armaty ;) Lekka desynchronizacja :D
      Odnośnie półmaratonu założenia mieliśmy raczej spokojne, bez konkretnych oczekiwań, a Michał z zatkanym nosem. No dobra było pewne założenie- 5:25 min/km.
Trochę opowiem Wam o trasie. Do przebiegnięcia mieliśmy trzy pętle, a w tym jedna nawrotka, niecałe 60 zakrętów (!!!) i dziesiątki podbiegów. Dlatego też trasę można uznać za urozmaiconą. Z racji obecności aż trzech pętli była atrakcyjna dla kibiców- było ich wielu, wszyscy pięknie kibicowali, jestem pod ogromnym wrażeniem. Strażacy zafundowali nawet gdzieś po drodze mgiełkę- pogoda, pomijając czasem drażniący wiatr, była udana.
      Do około 9 kilometra biegliśmy według planu. I wtedy stało się, Michała dopadła kolka. Przeszliśmy do marszu i ciut podreptaliśmy.  Trochę przeszła i szybko nadrobiliśmy stracony czas, ale nie na długo. 11 kilometr znów atak kolki i  12,5 km, i 14 km. Na 14 maszerowaliśmy z 1,5 minuty. Pewnie wiecie jak to coś jest uciążliwe. Podobno No-spa totalnie eliminuje możliwość jej wystąpienia- tak mówi pani doktor Agnieszka :) Trzeba to wypróbować!
Na 14 kilometrze Michał  wkurzony ciągłym stawaniem chciał żebym pobiegł do przodu sam. Pobiegłem. Starałem się trzymać założonego tempa. Na ponad 2 kilometrach biegłem równo z pewną dziewczyną- może to czytasz- dzięki za równy bieg..
Od 18 kilometra czułem już coraz większe zmęczenie i zacząłem zwalniać. Podbiegi były zmorą, ale co zrobić przecież należą one do elementu trasy :) Zacząłem powoli odliczać, czego wcześniej nie robiłem. 
Finisz był bardzo przyjemny, ostatnie 200 metrów to był bieg przed lwem- ile sił w nogach na stadionie przy pełnych trybunach :) Ostatecznie zabrakło parędziesięciu sekund do pobicia życiówki- ale na to jeszcze będzie czas.


Za linią mety okazało się jak bardzo chciało mi się pić- na szczęście organizator zapewnił pakiet regeneracyjny m.in. izotonik, batoniki, owoce w papierowej torbie dla każdego. 
A! Zobaczcie jaki świetny medal otrzymałem :


Jeden z ładniejszych z mojej kolekcji :) 
Parę minut przybiegł Michał- ten bieg będzie długo pamiętał ;)
Na koniec ustawiliśmy się w kolejce po standardowy ciepły posiłek, ale za chwilę okazało się, że jest PŁATNY!!! Nie uważam, że wszystko na takich zawodach powinno być za darmo, ale nauczony na innych imprezach sportowych tego, że miska makaronu jest za free niestety mogliśmy się tylko oblizać ;) Żaden z nas nie miał akurat przy sobie 20 złotych :> Na szczęście były wafelki ;)
Podsumowując, Bieg Lwa to bardzo udana impreza sportowa, na pewno będę chciał pojawić się w Tarnowie w przyszłym roku. Ogólnie świetna organizacja, klimat i według mnie wcale niełatwa trasa. Kto był ten wie, a kogo nie było ten



sobota, 17 maja 2014

Na dzień przed półmaratonem - Bieg Lwa



Już jutro biorę udział w Biegu Lwa- czyli w tym przypadku akurat półmaratonie. Chciałem tam debiutować w zeszłym roku, ale o ile dobrze pamiętam, nie pasował mi termin. Wtedy też śledziłem informację, które pojawiały się przed oraz po zawodach i wydawało się, że organizacja stoi na dobrym poziomie.
W tym roku zapisałem się już wcześniej i będę miał okazję, mam nadzieję, potwierdzić swoje oczekiwania. Organizatorzy tworzą ciekawą "otoczkę", zapraszają również rodziny i starają się żeby było bardzo sportowo!
W programie znajduje się Bieg Lwiątek- różne dystanse dla różnych grup wiekowych. Z czterolatkami mogą pobiec rodzice :) Jeszcze jest Pogoń za Lwem- jedna pętla czyli 7,3 kilometra.
Na FB można obejrzeć jak będą wyglądać medale czy część pakietów startowych.
Co do półmaratonu, będą trzy pętle a finiszem na na stadionie :)
Aktualna forma:
Od ostatnich zawodów w niedzielę, w Swarzędzu (relacja) nie biegałem NIC. Nie liczę tych 4 kilometrów w środę. Z resztą biegło się fatalnie ;) Do tego bardzo intensywny tydzień w pracy. Postanowienie jest jedno, jutro biegnę dla zabawy, nie będę próbował poprawiać życiówki. Po prostu będę się cieszył chwilą :)
Może ktoś z Was tam pobiegnie, może się spotkamy, do zobaczenia :)

poniedziałek, 12 maja 2014

3 edycja Szpot Swarzędz 10 km




Wczoraj znów odbyło się biegowe święto. Tym razem zawody w Swarzędzu. Pojawiłem się tam drugi raz. Rok temu strasznie mi się podobało i koniecznie chciałem pojawić się ponownie.
Na szczęście siostra Michała odebrała nam pakiety, więc nie musiałem jechać do Swarzędza specjalnie dzień przed zawodami- a jest mi tam średnio po drodze. Z kolei nie lubię odbierać w dzień zawodów- jeśli jest możliwość staram się to robić wcześniej.


W zestawie z ciekawostek to etui na rękę na telefon i opaska na nadgarstek- świetna sprawa, nie mam jeszcze takich gadżetów- może kiedyś się przydadzą :)
Zawody w Swarzędzu cieszą się sporą popularnością. W zeszłym roku ukończyło 1645 osób, a w tym 2947. Różnica naprawdę spora.
W naszej ekipie startowało trzech debiutantów, którym poszło znakomicie, ale po kolei.
Startowaliśmy tradycyjnie z Rynku. Ludzi mnóstwo, wszędzie biegacze, atmosfera wspaniała, pogoda raczej różna od porywistego wiatru (który czasem utrudniał stawianie kolejnych kroków) aż po mocno grzejące słońce.
Po rozgrzewce, spiker w końcu zaprosił na start gdzie wszyscy ustawiliśmy się dumnie w strefie <50 min.
Przez następne 15 minut darł się do mikrofonu rozkazując wycofanie do tyłu tłumowi (tyle ludzi ustawiło się w strefie <40 :P, kazał założyć krótszą smycz psu i jeszcze inne dziwne rzeczy, później puścił w głośnikach reklamę, później znów coś mówił. Szkoda gadać. Na końcu stwierdził, że nie będzie odliczania i coś huknęło! START! Po dwóch minutach w końcu przekroczyliśmy start :) Aaa! Wcześniej podano informację, że klasyfikacja będzie według czasu netto- zdecydowany plus.
Ruszyliśmy w końcu. 3 tysiące ludzi na Rynku w Swarzędzu. TŁOK.
W końcu po około kilometrze rozluźniło się i łatwiej zaczęło się wyprzedzać. Właśnie teraz chciałem
popisać jakie miałem tempo, jak różne podbiegi  i zbiegi na nie wpływały. I co? Zgrałem trening na stronę www i dostałem taką informację:


Pierwszy raz zdarzył mi się taki problem. Trasa poszła gdzieś w SIEĆ i jej aktualnie NIE MA. Zastanawiam się co mam teraz robić? Czekać aż się pojawi? Nie mogłem się doczekać analizy, a tu kicha. No cóż.
W każdym razie cel był taki: pierwsze 5 km w tempie 4:50, a później przyspieszyć.
Plus timing zmierzył mi czas na 5 km i wyszło niby 24:29. To by dawało około 4:54, czyli ciut za wolno.
Według planu teraz powinienem przyspieszyć, chyba szósty kilometr pobiegłem trochę szybciej, ale następne podbiegi mnie mocno zwolniły.
Przed ósmym kilometrem przywitał nas piękny zbieg, ale kolejny podbiegł i zakręty w lewo, w prawo, w prawo, w lewo znów ciut zwolniły. Na pół kilometra przed metą przywitał nas piękny dłuuuuugi zbieg, a wisienką na torcie był finisz na stadionie. To był mój debiut :) Ludzie na trybunach- fajny klimat, które lekko zaburzył znów pan Spiker powtarzając zamiast "cofać się do tyłu" (co robił przed startem), hasło "przesuwać się do przodu"- a może to było nagrane na kasecie "Repeat All".
Na mecie gratulacje dla chłopaków i Agaty z inrudzienkasmind, poza tym świetny, ciężki medal, woda i owoce. Podsumowując, bardzo udana niedziela w gronie znajomych :)
AAAA! I najważniejsze: wynik

- WYNIK Z ZESZŁEGO ROKU 49:48
- AKTUALNA ŻYCIÓWKA      49:18
- NOWA ŻYCIÓWKA               49:04


piątek, 9 maja 2014

Trening z pulsometrem



TRENING Z PULSOMETREM- Joel Friel

Bieganie to jedna z najprostszych czynności. Wystarczy szybciej stawiać nogi i już jesteśmy w biegu. Biegamy z różnych powodów. Chcemy poprawić kondycję, schudnąć, odstresować się, dla towarzystwa. Każdy ma swoje powody. Część biegaczy biega i analizuje swoje wyniki, sprawdzając i oczekując progresu. Do pewnego momentu można poprawiać osiągi jednak w pewnym momencie jest to utrudnione.
Dlatego warto zacząć trenować bardziej świadomie. Tu akurat mam na myśli trening z pulsometrem. Oczywiście wcześniej należy nabyć odpowiednie urządzenie. Wybór na rynku jest duży, więc każdy znajdzie coś dla siebie i wcale nie trzeba inwestować ogromnych pieniędzy.
Mając już odpowiednie urządzenie możemy rozpocząć trening według Joela Friel. Dodam, że autor jest trenerem sportów wytrzymałościowych od ponad trzydziestu lat. Trenuje amatorów, a także olimpijczyków i mistrzów świata. Jest autorem świetnej Biblii Triatlonu.
Wracając do Treningu z pulsometrem. Friel uczy w jaki sposób świadomie rozpocząć świadome trenowanie. Pierwsze rozdziały to absolutne podstawy treningu, jeśli już posiadamy tą wiedzę można pominąć, jednak nic nie szkodzi nawet odświeżyć sobie pewne informacje, tym bardziej, że autor obala część mitów.
Książką dostarcza kompletne informacje jak wyznaczać swoje progi, jak ćwiczyć, jak długo, jakie dyscypliny (zmęczenie/tętno podczas jazdy rowerem nie jest równoważne np. z bieganiem), kiedy stosować podbiegi, interwały itp. Z perspektywy czasu wiem, że moje treningi były może niekoniecznie bezsensowne, ale na pewno mogły być bardziej efektywne. Dlatego szczerze polecam przeczytanie tę książkę. Nie odstawiam jej na razie na półkę, ponieważ chcę przeczytać ponownie. To jest po prostu ogromna skarbnica wiedzy, a ja chcę w swoich treningach notować ciągły progres :)

środa, 7 maja 2014

Mega trening 15-minutowy


Paolo Roberto
Mega trening 15- minutowy to nowa pozycja na naszym rynku. Napisana przez wielokrotnego mistrza Szwecji w taekwondo i kickboxingu. Składa się z propozycji dziesiątek ćwiczeń z krótkim opisem oraz zdjęciem jak się powinno je wykonywać.


Wszystkie ćwiczenia są wykonywane przez autora z wykorzystaniem obciążenia własnego ciała. Nie potrzebujemy żadnych hantli, sztang czy ciężarków. Ok, przyda się tylko krzesło. 
Ogromną zaletą ćwiczeń jest to, że nie potrzebujesz ruszać się z domu, mało tego, wszystkie ćwiczenia masz w jednym miejscu. 
Książka jest podzielona na parę rozdziałów, które dotyczą konkretnych części ciała:
- rozgrzewka, ramiona i barki, nogi, tułów, całe ciało, stabilność i równowaga, rozciąganie.
Autor sugeruje żeby treningi robić naprzemiennie. To znaczy jednego dnia ramiona i barki, a następnego np. nogi, co jest oczywiste :) Wystarczy otworzyć książkę na konkretnych stronach.


Dla ułatwienia na końcu książki autor proponuje serie ćwiczeń z dedykowaną liczbą powtórzeń. Przy niektórych ćwiczeniach znajduje się informacja, że jest dla zaawansowanych osób, żeby nikt sobie krzywdy nie zrobił.



niedziela, 4 maja 2014

Autobus energii


Jon Gordon
Właśnie skończyłem słuchaći jestem w naprawdę dobrym humorze. Ta książka jest niesamowicie pozytywna. Być może znaczenie tutaj miał fakt, że wysłuchałem ją w formie audiobooka. Mężczyzna, który ją czyta tworzy ciekawy klimat. Książka użyczona dzięki uprzejmości Audioapp.
Autobus energii daje pozytywnego kopa. Jest to książka biznesowa, ale zręcznie "ukryta" pod wcale nieskomplikowaną fabułą.
Jest sobie niejaki Damian, które znajduj się raczej w dołku życiowym. W domu w relacjach z żoną  jest nieciekawie, w pracy jeszcze gorzej, w grupie której jest szefem, i która ma za dwa tygodnie przedstawić premierę nowego produktu zupełnie się nie układa. Jego życie to seria niepowodzeń. Na dodatek jest słabym szefem, a pracownicy nie darzą go żadnym szacunkiem. Na domiar złego w kluczowym momencie psuje mu się auto i trafia na przystanek. Właśnie tutaj wszystko się zmienia, w momencie kiedy przyjeżdża autobus, a na pokładzie wita go Radosna.
Odtąd zaczyna się mocne szkolenie, jednak w formie dla czytelnika jeszcze nieznanej.
 Sposób funkcjonowania, podejmowania decyzji i zarządzania Damiana zostaje wywrócony do góry nogami. Kluczem okazuje się pozytywna energia, która jest orężem do zmagania się z przeciwnościami losu oraz przede wszystkim do realizowania celów.
Jon Gordon po raz kolejny udowadnia, że każdy może być kierowcą własnego autobusu pełnego pozytywnej energii oraz ludzi. Polecam!


sobota, 3 maja 2014

II Interrun Poznań



Kto do mnie zagląda pewnie zauważył, że przez ostatnie 2 tygodnie niewiele się działo na pokonacsiebie.pl
Mnóstwo różnych obowiązków i mało wolnego czasu (tylko 84 kilometry w kwietniu).
W poprzednią niedzielę postanowiłem zagrać w piłkę nożną na powietrzu. Ostatni raz grałem ponad rok temu. Kondycyjnie czuję się bardzo dobrze, więc chciałem wtedy sprawdzić jak wygląda wydolność podczas mocnych interwałów. No i co? Czułem się znakomicie :)
Tymczasem dzień później.
Wstałem z łóżka ze spodziewanym bólem  mięśni. Jednak gra w piłkę to częstym kontakt bark w bark, czasem noga w nogę ;) Upadki itp. i następstwa są mocno odczuwalne.


Dwa dni później.
Największe zakwasy w życiu. Myślałem, o lekkim rozbieganiu, ale nie byłem w stanie. Moje nogi to JEDEN WIELKI BÓL :)! Każdy krok to problem. Zaczynam się zastanawiać czy do czwartku mi przejdzie.
Środa.
Czuję, że ból już jest mniejszy, jest wyraźna poprawa. Wieczorem kąpiel, później polewanie nóg zimną wodą i masaż.
Czwartek 8.00.
Kolejny delikatny masaż. Śniadanie i powolne przygotowanie się do II Interrun Poznań. Mam miłe wspomnienia z pierwszej edycji Inteerrun, ponieważ właśnie tam debiutowałem w zawodach na 10 kilometrów.
II Interrun:
Poprosiłem Agatę z inrudzienka's mind o odebranie pakietu (można było odebrać wcześniej w sklepie), przede wszystkim po to żeby nie trzeba jechać za wcześnie na same zawody. Jednak później okazało się, że chipy są osobno rozdawane (?!?!) i musieliśmy się pojawić tam mimo wszystko wcześniej (dodam, że Agata debiutowała na zawodach na 10 km ). Na szczęście dobrze, że też wyczytałem wcześniej iż organizator ponownie wymaga aby biec w koszulkach, które znajdowały się w pakiecie... Średnio mi się to podoba, ale skoro chce się startować to pnależy zaakceptować regulamin ;)
Poszliśmy na rozgrzewkę, która była prowadzona przez tą samą panią co ostatnio. Sporo namachaliśmy się rękami :) Później już zostało nam tylko zajęcie miejsca na starcie.
Oczekiwania.
Zakwasy zakwasami. Zmęczenie zmęczeniem. Po porannym masażu zdałem sobie sprawę, że to nie są tylko zmęczone mięśnie, a także za bardzo eksploatowane (albo niedostatecznie rozgrzane) ścięgna achillesa w niedzielę
Chciałem pobiec ze średnią 4:50 min/km. Myślę sobie- spróbuję, najwyżej nie dam rady.
Pach! Ruszyliśmy!
1 km- według planu, trochę wymijania, trzymam tempo 4:50.
2 km- minimalnie przyspieszyłem, wszystko według planu, jednak czuję dyskomfort w obydwu łydkach. 4:46
3 km- nogi robią się ciężkie, jakby ktoś założył ciężarki. Oddech ok, ale z każdym krokiem zastanawiam się czy dalej dam radę. 4:57
4 km - walczę z sobą, ale teren nie jest przyjazny i niczego nie ułatwia :)  Na tym odcinku są wkurzające podbiegi, ból nóg coraz większy. Nawet na sekundę pojawia się myśl czy nie odpuścić na 5 kilometrze ( na Rusałce są dwie pętle i można bieg skończyć na 5 km) i wbiec na metę.
5 km - biegnę dalej. Cały czas chce mi się pić (?), a na zawodach do 10 km nigdy nie piję. Chwytam jednak kubek i robię dwa łyki. Tempo 5:05
6 km- zaczyna robić się bałagan! Wspomnienie z triatlonu. Uwaga, przedstawiam wszystkim: oto KOLKA.
Tak, ona, jedyna w swoim rodzaju. Wkur.... z każdym oddechem i krokiem. 5:01
7 km- walczę z sobą. Najchętniej zatrzymałbym się, ponieważ zaczyna mnie kłuć coraz mocniej i wyżej.
Zaaaatem koniec z walką o wynik, przechodzę do marszu, ręce do góry i dreptam wyzywając pod nosem. Ruszam, przyspieszam. Ciągle kłuje, jeszcze mocniej niż wcześniej. Znów się zatrzymuję!!! Tego jeszcze nie było, to nie jest mój dzień. Spaceruję ze 100 metrów z rękami  uniesionymi do niebios. Tempo 5:33
Taki czas jakbym biegł tyłem... albo bokiem!!!!
8 km- poruszam się na szczęście w linii prostej, na szczęście bez przystanków, ale wolno. 5:22
9 km- kolka, ta franca, już minęła więc jest jeden problem mniej. Mocno czuję nogi, już nawet nie wiem czy to jest zmęczenie czy ból naciągniętych ścięgień/mięśni (trzeba było zostać w domu!), pewnie jedno i drugie...
Czas 5:22
10 km- już nie patrzę na zegarek, przyspieszam, pokonuję podbiegi i z rozpędu wpadam na metę. Ostatni kilometr 4:51
Żenujący czas 50:58 :)

                 
Nie, to nie jest wisiorek do kluczy. To jest...... medal :) Taki plastikowy z koziołkiem, mam nadzieję, że inni organizatorzy biegów nie wpadną na ten sam pomysł ;) Tak, wolę klasyczny metalowy.

Czas na wnioski po zawodach:
Pierwszy- zrobić dłuższą rozgrzewkę przed piłką
Drugi- zastanowić się czy w ogóle grać (z reguły po meczach mam różne mniejsze i większe kontuzje)
Trzeci- wcześniej zająć się zakwasami
Czwarty- nie pić w czasie zawodów- dzień wcześniej należy to zrobić.
Zawody bardzo nieudane, ale jestem bogatszy o doświadczenie ;)

Małe plusy. Czas z zeszłego roku pobity o 3 minuty.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...