wtorek, 10 listopada 2015

Recenzja książki SIŁA WOLI



Wieczorem obiecałeś sobie, że rano wstaniesz o 7 i przed pracą pójdziesz pobiegać. Budzik dzwoni, a ty wymyślasz miliard powodów aby tak wcześnie z łóżka nie wstawać. Chcesz wyeliminować ze swojego jadłospisu słodkie przekąski i w końcu zacząć się zdrowo odżywiać. Parę godzin później jesteś na zakupach, a w twoim koszyku leży batonik czekoladowy, nie, dwa batoniki czekoladowe! Cały plan rozsypał się w przedbiegach! To najczęstsze przykłady porażek. Czar prysł, a my uświadamiamy sobie, że jesteśmy słabi. Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że przegrywamy z sobą. Z bardzo silnym przeciwnikiem, który mieszka w naszej głowie, a nazywa się NIE CHCE MI SIĘ!
O realizacji najdrobniejszych zadań czy celów decyduje silna wola. Ona jest odpowiedzialna za to czy poradzimy sobie z przeciwnościami losu, a także własnymi słabościami. Nie wysysamy jej z mlekiem matki. Trzeba ją sobie świadomie wypracować. Każdy z nas ma własne, unikalne doświadczenia z walką z samym sobą. Walka z pokusami, nałogami, odkładaniem na później- powodzenie zależy od tego jak jesteśmy silni.
Kelly McGonigal  w swojej książce rozkłada na czynniki pierwsze silną wolę. Przedstawia czym jest, skąd się wzięła, w jakim celu ją posiadamy i dlaczego, ktoś ma jej więcej, a inny mniej. Zachęca do przyjrzenia się jej z bliska. Po nabyciu tej wiedzy zaczyna uczyć jak sobie radzić ze swoimi słabościami, w jaki sposób pracować nad koncentracją i realizować swoje cele wbrew przeciwnościom. Książka wciąga, przyjemnie się czyta, autorka prezentuje mnóstwo ciekawych wyników badań, które niejednokrotnie są zaskakujące. Nie jest to książka typu dwadzieścia kroków do zmiany siebie, ale solidna naukowa pozycja napisana dla wszystkich. Polecam!




sobota, 24 października 2015

Pacemaker na CITY TRAIL


Pacemaker na CITY TRAIL

        Stało się. Zupełnie nieplanowany bieg w poznańskim City Trail. Lubię tu wracać, ponieważ właśnie w tych zawodach rozpoczynałem przygodę z zawodami biegowymi. Prawie trzy lata temu nazywały się z biegiemnatury :) Oprócz nazwy zmieniła się jeszcze frekwencja, od tamtego czasu startujących biegaczy jest ponad 2 razy więcej. Dziś nawet padł rekord- metę przekroczyło ponad 1200 osób. Zacznijmy jednak od początku :)
           Po ukończonym maratonie zupełnie nie planowałem startów w tym roku. Zupełnie przypadkowo rozmawiając z Kubą, który od paru miesięcy ostro wziął się za treningi i jest świeżym zapalonym pełnoprawnym biegaczem, postanowiliśmy wspólnie wystartować w kolejnej edycji City Trail. Miał to być debiut Kuby w oficjalnych zawodach :)
            Pomyślałem, że bardzo chętnie tam wrócę i stało się oczywiste, że pobiegnę w innej roli niż zwykle. Zwykle to znaczy w pogoni za coraz lepszym czasem, za poprawą życiówki. Tym razem stałem się oficjalnym, prawdziwym i jedynym w swoim rodzaju Pacemakerem lub jak kto woli Zającem. Przyszedł czas na wykorzystanie mojego skromnego doświadczenia i poprowadzenia Kuby do CELU. A cel wybrał sobie konkretny, czyli pobicie o ponad dwie minuty życiówki, a w tym przypadku przekroczenie mety w czasie poniżej 25 minut netto. Ha!
      Z jednej strony odważnie, ale w końcu do odważnych świat należy, a Kuba odkąd go znam lubi stawiać sobie konkretne wyzwania. Skoro takie jest życzenie! To zrobimy wszystko żeby to się udało!
     Dzień przed dzisiejszym debiutem lekko zaniepokoił mnie fakt ile osób miało wystartować. Pierwotnie 1064, a ostatecznie ponad 1200! Ścieżka wokół jeziora ma szerokość od 4 do w porywach 7 metrów, więc można sobie wyobrazić ten ścisk. Jednak organizatorzy perfekcyjnie zorganizowali start ustalając 4 grupy zawodników poniżej 22, 25, 28 i powyżej 28 minut. Każda grupa startowała w odstępach czasowych- świetne rozwiązanie.
      Postanowiliśmy, że wystartujemy w grupie poniżej 28 minut gdzie miało być teoretycznie najluźniej. Była to doskonała decyzja!


Pach!!!
Ruszyliśmy!
Kuba wystrzelił jak z procy! Energy! Spokojnie!
W planach mieliśmy przebiec pierwszy kilometr w okolicach 4:55, wiedząc, że 2 i 3 kilometr mają lekki podbieg i być może tam lekko zwolnimy.
1 km- piękne dokładne 4:52,3, koncertowo.
Kolejny kilometr to delikatne planowe zwolnienie przy nie dużym, długim podbiegu, ale też nadrobienie na małej górce w dół.
2 km- 4:57,6, pięknie!


Kolejny to DOGONIENIE poprzedniej grupy zawodników (!!!) i gra w wymijanie bokami trasy, kontrola samopoczucia Kuby: " Jest dobrze!".
3 km- najsłabiej, ale wciąż poniżej piątki, 4:59,4, no to już mamy ponad 10 sekund w kieszeni luzu!
Kolejny to wciąż solidna praca nad równym tempem i kontynuacja wymijania. Wdech, wydech, wdech, wydech!!!
4 km- Garmin pokazuje 4:54,5. Już się cieszę, nic nie mówię, Kuba jak się czujesz: " ŻYJĘ"!
Aaaaa, zatem, ciśniemy ostatni kilometr, gazu!! 600 metrów do końca, Garmin wciąż tempo pokazuje poniżej 5 min/km, 300 metrów, ktoś krzyczy ile jeszcze, 150 metrów!!! Wybiegamy na ostatnią prostą KUBAAAAA CIŚNIIIIIJJJJJJJJ!!!!!  DAJE  Z SIEBIE WSZYSTKO, WPADAMY NA METĘ!!!! Ostatni, piąty kilometr najszybszy, 4:50,3 min/km.
CZAS NA MECIE 24:38 minut!!!!!!!!!!!!
Kuba, mistrzowski debiut, zrobiłeś to, ZDEMOLOWAŁEŚ swój cel. Jestem dumny, że mogłem w tym uczestniczyć, dziękuję :) 
Dla spostrzegawczych bieg dedykuję Marcie i Mikołajkowi  :)


sobota, 10 października 2015

POZNAŃ MARATON- kilkanaście godzin przed startem


POZNAŃ MARATON- kilkanaście godzin przed startem

       Witam Was po półtora miesiąca nieobecności. Sporo czasu spędzonego w szpitalu na przemian z pracą, ponad trzy tygodnie bez wolnego dnia spowodowały, że bardzo długo mnie tu nie było. Na ten czas przeniosłem się na Instagram, tutaj, ostatnio polubiłem to fotograficzne medium ;)
Wcześniej nie afiszowałem się ze startem w Poznań Maraton, więc teraz jest czas na to :) Jutro planuję ukończyć maraton! Będzie to już drugie podejście, Wy którzy tu częściej zaglądacie pewnie pamiętacie. W zeszłym roku ze względu na kontuzję towarzyszyłem Michałowi tylko do 16 km. Mocno żałowałem, że nie mogłem pobiec do końca, jednak to była racjonalna decyzja i jej nie żałuję.
       Rok 2015, to dla mnie ciężki czas w życiu prywatnym. Wymaga bardzo wiele energii i dostarcza ogromnie dużo stresu. Dlatego też mało czasu  poświęciłem na treningi (nabieganych tylko ponad 600 km) albo czasem odpuszczałem sobie trening, tylko po to żeby się zregenerować na następne wyzwania.
       To wszystko powoduje, że nie czuję się komfortowo wobec wielkiego jutrzejszego wyzwania. Nie będę biegł na konkretny czas, jestem dla siebie wyrozumiały i cel jest jeden- UKOŃCZYĆ I NIE BYĆ OSTATNI ;) Jednocześnie też nie mogę się już doczekać tych emocji! Raz, że to pomijając zeszły rok prawdziwy debiut, dwa ostatnie zawody w których startowałem odbyły się pod koniec maja tego roku.
      Żele energetyczne (wcześniej wypróbowane) kupione, ładuję węglowodany, uzupełniam płyny i czekam na jutro. Start o 9 rano, o tej godzinie ma być +1C  więc muszę przygotować ubranie w wersji zimowej :)
TRZYMAJCIE KCIUKI i DO ZOBACZENIA NA TRASIE!!!!

czwartek, 27 sierpnia 2015

Książka ULTRANASTAWIENIE


Travis Macy, John Hanc

O czy pomyślałeś widząc okładkę tej książki? O bieganiu? Tak, masz rację, nie pomyliłeś się. Jednak to nie wszystko.
Na początku może przedstawmy Travis'a Macy. Jest jednym z najciekawszych ultramaratończyków ostatnich lat. Przede wszystkim jest zwycięzcą Leadman Series czyli  450 kilometrów w górach na rowerze i na nogach. Poza tym wygrał mnóstwo rajdów przygodowych i inne zawody ultramaratońskie, Łączy je jedno, ogromne wyzwanie dla organizmu, do którego trzeba być niezwykle przygotowanym fizycznie i psychicznie. Tutaj trafiamy w sedno książki. 
Ultra mindset- to autorskie podeście nie tylko do sportu, ale i do życia.


Autor przedstawia 8 własnych zasad życiowych, którymi kieruje się podczas zawodów, ale są na tyle uniwersalne że wykorzystuje je również w życiu codziennym. Zasady te, nie są odkryciami na skalę nagrody Nobla, jednak na pewno dobrze się je czyta wiedząc, że są stworzone przez faceta, który przekroczył wiele granic i wielokrotnie stanął na wysokości zadania.  Wszystkie opisane tutaj postawy są przedstawione w towarzystwie kolejnych wyczynów sportowych. Czyta się bardzo przyjemnie, Tracy potrafi przekazać odpowiednio emocje, czyta się jednym tchem. Jedyną rzeczą, która mocno mnie drażniła to usilne wzmianki o jego sponsorach. Dobrze wiem, że Vitargo to świetny produkt, jednak za częstotliwość pisania o tym była trochę za duża ;)

Biegnąc 90 kilometr walcząc z każdym krokiem, coraz większym bólem, niekiedy na granicy maksymalnej wytrzymałości, centrum dowodzenia, czyli głowa, wykonuje wyjątkowo ciężką pracę. Przecież każdy centymetr organizmu wysyła jej informacje, że czas się zatrzymać, pójść do hotelu i porządnie się wyspać. Jak sobie z tym radzi Tracy- przeczytacie w Ultranastawieniu )

czwartek, 30 lipca 2015

SUPERŻYWNOŚĆ- recenzja książki



       Superfood, po polsku superżywność czyli w wielkim skrócie surowe produkty natury. Ultra zdrowe, posiadające dziesiątki potrzebnych nam minerałów, witamin, enzymów, antyoksydantów, przeciwutleniaczy itp. Dzięki temu oprócz tego, że pełni rolę jedzenia, które syci, posiada cechy lekarstwa.
Superżywność to produkty, które odżywiają mózg, włosy, płuca, trzustkę, wątrobę i układ odpornościowy. W obecnych czasach dostęp to tych produktów jest bezproblemowa. Sam mam w okolicy przynajmniej trzy sklepy, gdzie mogę je nabyć w wersji organicznej i zachęcam do wybierania takich- nie ma najmniejszego powodu żeby kupować jagody Goji z dwutlenkiem siarki.
Książka to kompletna encyklopedia wiedzy siedemnastu superproduktów:
- jagody goji, acai, camu camu, inkaskie
- kakaowiec
- maka
- produkty pszczele
- spirulina, chlorella
- niebieskozielona algi Alfa, fitoplanktom morski
- aloes
- siemie konopne
- orzechy kokosowe
- bulwa yaconu
- noni
- listownicowce
Każdy produkt autor solidnie opisał. Zaczynając od historii, poprzez skład, korzyści dla zdrowia, formy występowania i kończąc na przepisach z wykorzystaniem opisywanego produktu. 
     Najprostszym sposobem dbania o własne zdrowie to pełna kontrola tego co jemy. To tak jak z tankowaniem paliwa, jeśli będziemy wlewać tanie, gorszej jakości, to samochód będzie gorzej jeździł aż w końcu zepsuje się. Samochód można naprawić lub zmienić. Z naszym zdrowiem jest trochę inaczej. Należy o nie dbać każdego dnia, z pełną świadomością dostarczać potrzebne składniki odżywcze.
Książkę przeczytałem praktycznie w jeden dzień, to jest jedna z tych, do której jeszcze nie raz wrócę.
Polecam!


środa, 15 lipca 2015

Lider sprzedaży- recenzja książki




Przyznacie, że tytuł zwraca uwagę, prawda? Mnie zainteresował od pierwszego wejrzenia ;)
Piastując menedżerskie stanowisko chcę wciąż rozwijać swoje umiejętności, a w związku z tym, że  sam zarządzam grupą handlowców od x lat, nie mogłem tej książki nie przeczytać.
Książką wyszła z pod pióra Roberta Zycha, ogromnie doświadczonego handlowca, coacha oraz menedżera, autora "Genu Sprzedawcy" 
Jakie miałem oczekiwania wobec książki? Nie będę oryginalny mówiąc, że szukam rozwiązań mających wpływ na efektywność handlowców przy jednoczesnym komforcie pracy obydwu stron. Poszukuję przynoszących efekt jeszcze lepszych metod komunikowania, motywowania, delegowania.
Autor porusza wiele interesujących  tematów:
- jak egzekwować jednocześnie motywując
- jak reagować na niezrealizowane zadania sprzedażowe
- tworzenie warunków do wzajemnego pomagania sobie
Szczególnie interesujący jest rozdział poświęcony motywowaniu różnych typów handlowców. Autor stworzył siedem rodzajów charakterów, które zostały oparte na wieloletnim doświadczeniu ze swojej kariery zawodowej. Proponuje interesujące rozwiązania, które wzmacniają wydajność i efektywność pracowników.
W przeciwieństwu do innych książek dotyczących zarządzania, tą czyta się lekko, wciąga, motywuje i zachęca do zastosowania pomysłów i koncepcji w swoich zespołach handlowych.
Grupę docelową książki stanowią początkujący menedżerowie, ale również ci z większym doświadczeniem którzy dbają o swój rozwój osobisty oraz swoich współpracowników.
Szczerze polecam!



czwartek, 2 lipca 2015

Recenzja butów Puma IGNITE


PUMA IGNITE

Przez ostatnie paręnaście tygodni miałem przyjemność biegać w butach, które nosi sam Usain Bolt!
Mowa tutaj rzecz jasna o Pumie, a konkretnie o najnowszym modelu - Ignite.
Ignite to odpowiedź na technologię Boost w Adidasie. Tutaj dodam, że w Boostach bardzo dobrze mi się biega, pianka doskonale zdaje egzamin.Tym bardziej byłem ciekawy jak na polu "oddawania energii" zaprezentuje się Ignite.



Puma zawarła w swoim topowym bucie specjalne tworzywo, który ma za zadanie amortyzować każdy krok, rozproszyć energię wynikającą z ruchu i oddać ją z powrotem.
Zanim przejdę to kolejnych smaczków zatrzymam się tutaj. Jak to jest z tym oddawaniem energii- czy to w ogóle działa?
Po raz pierwszy przekonałem się o tym kiedy szukałem nowych butów, chcąc wymienić zmęczone najki. Założyłem Boosty i już wiedziałem, że kolejnych nie chcę przymierzać. Od tamtego czasu w każdych zawodach praktycznie miałem je na nogach. Dlatego przed Pumą zostało postawione tym bardziej trudne zadanie.



Po paruset kilometrach mogę śmiało stwierdzić, że Ignite stanął na wysokości zadania. Ignite Foam spełnia swoje zadanie, biegnie się przyjemnie, pewnie. A 100% możliwości Puma rozwija przy sprintach czy szybkim tempie, wtedy "sprężyny" najbardziej dają znać o sobie.
    Cholewka nie ma żadnych łączeń, przez to jest tym bardziej wygodna i na plus dosyć sztywna.
Na stronie puma.com, możemy przeczytać o miękkim i bardzo cienkim języku z zamszu. W moim odczuciu to nie jest żadna zaleta- wręcz przeciwnie. Lubię dość mocno wiązać sznurowadła, ale ma to tylko sens tam gdzie język jest grubszy. Osoby, które mają szczupłe stopy mogą odczuwać lekki dyskomfort.
Z kolei specjalna pianka ForEverFoam  umiejscowiona w pięcie ma wydłużyć trwałość buta. W podeszwie na pięcie umieszczono specjalne gumowe tworzywo o bardzo wysokiej odporności na ścieranie EverTrack.
Przeznaczenie.
Standardowo biegam po asfalcie i utwardzonej ziemi. But sprawuje się w tych warunkach bardzo dobrze. Jednak muszę uważać na kamienie wielkości 3, 4 centymetrów- stopa wtedy niepewnie styka się z podłożem w przeciwieństwie do Boostów.
Na koniec warto zauważyć, że po około przebiegniętych 300 km z Ignite, nie widać szczególnych śladów zużycia pianki, to pozwala sądzić, że buty jeszcze długo mi posłużą :)



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...