Pokazywanie postów oznaczonych etykietą life. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą life. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 stycznia 2016

Musisz to przeczytać: TY WYBIERASZ CEL MY POKAZUJEMY DROGĘ!



Brian Tracy, Sebastian Kotow

Myślę, że większość z Was kojarzy pana Brian'a Tracy. Jest to jeden z lepszych mówców zawodowych na świecie, autor wielu bestselerowych książek z dziedziny rozwoju osobistego i psychologii sukcesu. Posiadam ich parę, leżą na półce "książek do ponownego przeczytania". To właśnie z nim Sebastian Kotow, również mówca biznesowy i doradca strategiczny, przeprowadził serię rozmów i tak powstała ta książka. Warto tu też dodać, że obaj panowie są wspólnikami. Tak, jest czego zazdrościć panu Sebastianowi! :)
Wracając do samej książki i oczekiwań wobec niej. Przede wszystkim nie nastawiałem się na to, że jest ona poradnikiem, ponieważ gdzieś w sieci wyczytałem taką  informację w recenzji. Jest to zdecydowanie coś w rodzaju przewodnika, a może raczej sesji coachingowej albo nawet hmm... mocnej rozmowy face to face. Tematem głównym, co nie trudno odgadnąć, jest wyznaczanie celów i długa droga do ich realizacji. Na tyle długa, że często gdzieś w trakcie zapominamy dokąd zmierzamy i po co. Powoduje to często błądzenie we mgle i spędzanie życia, zamiast świadomego wartościowego przeżywania każdego dnia. Autor zadaje mnóstwo pytań co motywuje do głębszej analizy, a nawet mocnego zastanowienia się nad swoim życiem.
 Książkę można przeczytać na dwa sposoby. Można ją szybko ukończyć w dwie godziny albo wykonywać ćwiczenia, które w głównej mierze polegają na odpowiedzeniu na dziesiątki celnie zadanych przez autora. Tylko od Was zależy co z tym zrobicie. Według mnie to absolutnie świetny materiał do przemyślenia wielu spraw dotyczących życia, świadomości czy realizacji celów i marzeń.
Autor obiecywał, że książka powstała po to " by Ci pomóc". Panie Sebastianie, dziękuję, zrealizował pan swoją obietnicę.


sobota, 24 października 2015

Pacemaker na CITY TRAIL


Pacemaker na CITY TRAIL

        Stało się. Zupełnie nieplanowany bieg w poznańskim City Trail. Lubię tu wracać, ponieważ właśnie w tych zawodach rozpoczynałem przygodę z zawodami biegowymi. Prawie trzy lata temu nazywały się z biegiemnatury :) Oprócz nazwy zmieniła się jeszcze frekwencja, od tamtego czasu startujących biegaczy jest ponad 2 razy więcej. Dziś nawet padł rekord- metę przekroczyło ponad 1200 osób. Zacznijmy jednak od początku :)
           Po ukończonym maratonie zupełnie nie planowałem startów w tym roku. Zupełnie przypadkowo rozmawiając z Kubą, który od paru miesięcy ostro wziął się za treningi i jest świeżym zapalonym pełnoprawnym biegaczem, postanowiliśmy wspólnie wystartować w kolejnej edycji City Trail. Miał to być debiut Kuby w oficjalnych zawodach :)
            Pomyślałem, że bardzo chętnie tam wrócę i stało się oczywiste, że pobiegnę w innej roli niż zwykle. Zwykle to znaczy w pogoni za coraz lepszym czasem, za poprawą życiówki. Tym razem stałem się oficjalnym, prawdziwym i jedynym w swoim rodzaju Pacemakerem lub jak kto woli Zającem. Przyszedł czas na wykorzystanie mojego skromnego doświadczenia i poprowadzenia Kuby do CELU. A cel wybrał sobie konkretny, czyli pobicie o ponad dwie minuty życiówki, a w tym przypadku przekroczenie mety w czasie poniżej 25 minut netto. Ha!
      Z jednej strony odważnie, ale w końcu do odważnych świat należy, a Kuba odkąd go znam lubi stawiać sobie konkretne wyzwania. Skoro takie jest życzenie! To zrobimy wszystko żeby to się udało!
     Dzień przed dzisiejszym debiutem lekko zaniepokoił mnie fakt ile osób miało wystartować. Pierwotnie 1064, a ostatecznie ponad 1200! Ścieżka wokół jeziora ma szerokość od 4 do w porywach 7 metrów, więc można sobie wyobrazić ten ścisk. Jednak organizatorzy perfekcyjnie zorganizowali start ustalając 4 grupy zawodników poniżej 22, 25, 28 i powyżej 28 minut. Każda grupa startowała w odstępach czasowych- świetne rozwiązanie.
      Postanowiliśmy, że wystartujemy w grupie poniżej 28 minut gdzie miało być teoretycznie najluźniej. Była to doskonała decyzja!


Pach!!!
Ruszyliśmy!
Kuba wystrzelił jak z procy! Energy! Spokojnie!
W planach mieliśmy przebiec pierwszy kilometr w okolicach 4:55, wiedząc, że 2 i 3 kilometr mają lekki podbieg i być może tam lekko zwolnimy.
1 km- piękne dokładne 4:52,3, koncertowo.
Kolejny kilometr to delikatne planowe zwolnienie przy nie dużym, długim podbiegu, ale też nadrobienie na małej górce w dół.
2 km- 4:57,6, pięknie!


Kolejny to DOGONIENIE poprzedniej grupy zawodników (!!!) i gra w wymijanie bokami trasy, kontrola samopoczucia Kuby: " Jest dobrze!".
3 km- najsłabiej, ale wciąż poniżej piątki, 4:59,4, no to już mamy ponad 10 sekund w kieszeni luzu!
Kolejny to wciąż solidna praca nad równym tempem i kontynuacja wymijania. Wdech, wydech, wdech, wydech!!!
4 km- Garmin pokazuje 4:54,5. Już się cieszę, nic nie mówię, Kuba jak się czujesz: " ŻYJĘ"!
Aaaaa, zatem, ciśniemy ostatni kilometr, gazu!! 600 metrów do końca, Garmin wciąż tempo pokazuje poniżej 5 min/km, 300 metrów, ktoś krzyczy ile jeszcze, 150 metrów!!! Wybiegamy na ostatnią prostą KUBAAAAA CIŚNIIIIIJJJJJJJJ!!!!!  DAJE  Z SIEBIE WSZYSTKO, WPADAMY NA METĘ!!!! Ostatni, piąty kilometr najszybszy, 4:50,3 min/km.
CZAS NA MECIE 24:38 minut!!!!!!!!!!!!
Kuba, mistrzowski debiut, zrobiłeś to, ZDEMOLOWAŁEŚ swój cel. Jestem dumny, że mogłem w tym uczestniczyć, dziękuję :) 
Dla spostrzegawczych bieg dedykuję Marcie i Mikołajkowi  :)


sobota, 10 października 2015

POZNAŃ MARATON- kilkanaście godzin przed startem


POZNAŃ MARATON- kilkanaście godzin przed startem

       Witam Was po półtora miesiąca nieobecności. Sporo czasu spędzonego w szpitalu na przemian z pracą, ponad trzy tygodnie bez wolnego dnia spowodowały, że bardzo długo mnie tu nie było. Na ten czas przeniosłem się na Instagram, tutaj, ostatnio polubiłem to fotograficzne medium ;)
Wcześniej nie afiszowałem się ze startem w Poznań Maraton, więc teraz jest czas na to :) Jutro planuję ukończyć maraton! Będzie to już drugie podejście, Wy którzy tu częściej zaglądacie pewnie pamiętacie. W zeszłym roku ze względu na kontuzję towarzyszyłem Michałowi tylko do 16 km. Mocno żałowałem, że nie mogłem pobiec do końca, jednak to była racjonalna decyzja i jej nie żałuję.
       Rok 2015, to dla mnie ciężki czas w życiu prywatnym. Wymaga bardzo wiele energii i dostarcza ogromnie dużo stresu. Dlatego też mało czasu  poświęciłem na treningi (nabieganych tylko ponad 600 km) albo czasem odpuszczałem sobie trening, tylko po to żeby się zregenerować na następne wyzwania.
       To wszystko powoduje, że nie czuję się komfortowo wobec wielkiego jutrzejszego wyzwania. Nie będę biegł na konkretny czas, jestem dla siebie wyrozumiały i cel jest jeden- UKOŃCZYĆ I NIE BYĆ OSTATNI ;) Jednocześnie też nie mogę się już doczekać tych emocji! Raz, że to pomijając zeszły rok prawdziwy debiut, dwa ostatnie zawody w których startowałem odbyły się pod koniec maja tego roku.
      Żele energetyczne (wcześniej wypróbowane) kupione, ładuję węglowodany, uzupełniam płyny i czekam na jutro. Start o 9 rano, o tej godzinie ma być +1C  więc muszę przygotować ubranie w wersji zimowej :)
TRZYMAJCIE KCIUKI i DO ZOBACZENIA NA TRASIE!!!!

środa, 15 lipca 2015

Lider sprzedaży- recenzja książki




Przyznacie, że tytuł zwraca uwagę, prawda? Mnie zainteresował od pierwszego wejrzenia ;)
Piastując menedżerskie stanowisko chcę wciąż rozwijać swoje umiejętności, a w związku z tym, że  sam zarządzam grupą handlowców od x lat, nie mogłem tej książki nie przeczytać.
Książką wyszła z pod pióra Roberta Zycha, ogromnie doświadczonego handlowca, coacha oraz menedżera, autora "Genu Sprzedawcy" 
Jakie miałem oczekiwania wobec książki? Nie będę oryginalny mówiąc, że szukam rozwiązań mających wpływ na efektywność handlowców przy jednoczesnym komforcie pracy obydwu stron. Poszukuję przynoszących efekt jeszcze lepszych metod komunikowania, motywowania, delegowania.
Autor porusza wiele interesujących  tematów:
- jak egzekwować jednocześnie motywując
- jak reagować na niezrealizowane zadania sprzedażowe
- tworzenie warunków do wzajemnego pomagania sobie
Szczególnie interesujący jest rozdział poświęcony motywowaniu różnych typów handlowców. Autor stworzył siedem rodzajów charakterów, które zostały oparte na wieloletnim doświadczeniu ze swojej kariery zawodowej. Proponuje interesujące rozwiązania, które wzmacniają wydajność i efektywność pracowników.
W przeciwieństwu do innych książek dotyczących zarządzania, tą czyta się lekko, wciąga, motywuje i zachęca do zastosowania pomysłów i koncepcji w swoich zespołach handlowych.
Grupę docelową książki stanowią początkujący menedżerowie, ale również ci z większym doświadczeniem którzy dbają o swój rozwój osobisty oraz swoich współpracowników.
Szczerze polecam!



wtorek, 23 czerwca 2015

Zostałem TATĄ :)


DZIEŃ OJCA

Dziś jest Dzień Ojca. Dla każdego dziecka i ojca to szczególny dzień. Ja zawsze odwiedzam swojego Tatę, albo przynajmniej do niego dzwonię z życzeniami. 
W tym roku będzie to absolutnie wyjątkowy dzień, ponieważ od paru tygodni sam jestem tatą :))))
Nasze Największe Szczęście urodziło się parę tygodni temu, a rodzice są każdego dnia jeszcze bardziej zakochani niż chwilę wcześniej :)) CZYSTA MIŁOŚĆ.
W planach jest zmiana loga, będzie pokonacsiebie i syn ;) 
Mikołaj, mam nadzieję, że za jaaakiś czas to przeczytasz: Twój tata jest bezgranicznie szczęśliwy i zakochany.  
ZAWSZE BĘDĘ CIEBIE CHRONIŁ.












niedziela, 31 maja 2015

Zawody 10km- Bieg o Koronę Dąbrówki



      Ani człowiek się nie obejrzy, a tutaj połowa roku za nami. Kolejne treningi, a w nagrodę zawody. Ostatnie tygodnie to strasznie mało czasu na treningi. Praca w firmie i praca w domu. Dlatego też po raz pierwszy zrezygnowałem w zeszłym tygodniu z zawodów. Półmaraton w Tarnowie Podgórnym czyli Bieg Lwa oceniłem, że nie był na moje siły w tym czasie. Czy żałuję? Trochę tak, bo biegłem tam rok temu i zawody dobrze wspominam. Świetna organizacja, ciekawa trasa i to "coś" gdzie człowiek chce wracać. Jednak pod kątem sportowym była to dobra decyzja.
     Tymczasem dziś odbyła się już piąta edycja biegu o Koronę Dąbrówki. Z dystansem 10 kilometrów mierzyłem się trzeci raz. Do Dąbrówki mam szczególny sentyment, ponieważ to jest moje miejsce treningowe :) Nie biegam może dokładnie po trasie zawodów, ale praktycznie 99% moich wypadów biegowych odbywa się właśnie tu.
     Cała trasa przebiega ścieżkami leśnymi, w większości utwardzonymi, choć nie raz but potrafi wpaść w grząski piasek. Dlatego też nie jest to idealna trasa do ustalania swoich życiówek. Paradoksalnie właśnie tutaj, rok temu, przebiegłem 10 kilometrów w najlepszym czasie. Stąd też dziś miałem nadzieję, że czas będzie lepszy. Po kolei..
   Na plus Dąbrówce trzeba na wstępie oddać to, że pakiet startowy można było odebrać 50 metrów od startu i praktycznie wydawali je do samego wystrzału z armaty sygnalizującego start. Na minus, że koszulka w rozmiarze M jest mniejsza niż inne w rozmiarze M- szkoda :( Największe wrażenie zrobił na mnie sok z kiszonych buraków- dzięki ;)
    Start.
Tutaj stawiło się 460 biegaczy. Ścieżka ma szerokość około 5 metrów. Dzieląc tłum w skali od 1-10, ustawiłem się gdzieś w 4 sektorze od startu. Nie chciałem nikomu przeszkadzać, temu kto biegnie szybciej i sam nie chciałem też robić slalomu przy wyprzedzaniu biegnących na czas 1h...
Wystrzał z armaty był tak głośny, że przypuszczam iż okna trzęsły się w promieniu 5 kilometrów. Ruszyliśmy. Tryb spacerkowy. Nordic Walking? Nie, oni startują po nas...
Sporo osób do wyprzedzenia, a kiedy stałem czekając na wystrzał mnóstwo ludzi pchało się do przodu. Specjalnie zapamiętałem numery aby później sprawdzić jaki mieli czas- tak, powinni startować z końca... No cóż, nie wszyscy stosują Savoir Vivre. Na plus dla własnego EXP- dobrze, że założyłem na nos okulary. Przydały się w penetracji tumanów kurzu :P
     Wracając do własnego biegu ;)
Mój Garmin dziś kompletnie nie stanął na wysokości i z resztą organizm też.
W planach było utrzymanie 4:50 do mety. Udało się to do 5 kilometra. Później było tragicznie. Na tyle źle, że nawet Fenix zfiksował. Ta trasa, ma o jakieś 100 metrów więcej- sprawdzone parę razy. Tym razem zegarek pokazał 9,87 km... W pewnym momencie wyświetlił nawet przez parę sekund ponad 6:00. Człapię po trasie i mówię, no k...., niemożliwe!!! Ten elektroniczny wynalazek dziś by NIE ZAREJESTROWAŁ potencjalnej życiówki- może i dobrze, że tak słabo poszło?! ;)
      Co ciekawe opadłem z sił w tym samy momencie co na 10 km w Swarzędzu. No cóż, trzeba  się bardziej przyłożyć na treningach :)
Podsumowując. Organizacja biegu ogólnie była na dobrym poziomie, przynajmniej to co zauważyłem. Dąbrówko do zobaczenia za rok!



czwartek, 7 maja 2015

Dziękuję Wszystkim!!




Dziękuję Wszystkim!

I każdemu z osobna. Za co? Za to, że tutaj zaglądacie. Za wszelkie maile i komentarze. To jest naprawdę miłe! Jak zakładałem bloga to w życiu nie przypuszczałem, że pokonacsiebie będzie miało tyle wyświetleń i w ogóle całego Waszego zaangażowania. 
Ostatnio w moim życiu osobistym wiele się działo, a na blogu z kolei mniej. Jakie było moje zaskoczenie kiedy dziś zobaczyłem na liczniku 300.000. 
Dostaję od Was dużo pozytywnych informacji zwrotnych. Cieszę się, że poprzez moją walkę z własnymi słabościami udało się zmotywować również i Was. 

Na zakończenie świetny cytat Steve'a Jobs'a.

Nie pozwólcie żeby hałas cudzych opinii zagłuszył wasz własny wewnętrzny głos.
 I najważniejsze- miejcie odwagę kierować się sercem i intuicją.

środa, 8 kwietnia 2015

Tania sokowirówka- tej nie polecam!


Tania sokowirówka- tej nie polecam!

Kiedy kupuję sprzęt z kategorii Rtv/Agd kieruję się jakością. Wolę parę złotych więcej dołożyć niż kupić towar NO NAME. Z reguły to są dobre decyzje.
Od jakiegoś czasu planowałem zakup sokowirówki. Zastanawiałem się nad różnymi modelami i firmami, ale nadarzyła się okazja nabycia Optimum rk-0655. Cena 99 zł. Dwuletnia gwarancja, jakby coś przestało funkcjonować, to oddam na serwis i spokój. Przy Optimum z tego co pamiętam, to jest nawet wymiana sztuka za sztukę. Biorę, przecież 99 zł to jest naprawdę okazyjna kwota, a  sokowirówka, którą sobie upatrzyłem to wydatek ponad 700 złotych. Czas sp
W domu wzorowo ją złożyłem i delektowałem się pierwszym sokiem. Radziła sobie świetnie, jedynie przy pietruszce miała nieco ciężej. Wykonanie, spasowanie elementów stoi na dobrym poziomie, rzekłbym jak u droższej konkurencji. Co do czyszczenia do nauczyłem się myć bezpośrednio po zrobieniu soku.
3 miesiące wytrzymała. A dokładniej jakieś 10 wykonanych soków. W połowie jedenastego po prostu przestała działać. Kręcę pokrętłem i nic, a najgorsze jest to, że paragonu nie mogę w domu zlokalizować! Dlatego aktualnie nie mam sprawnej sokowirówki, świeżego soku ani paragonu :)
Skontaktowałem się z serwisem z zapytaniem czy to jest standard w przypadku tego modelu. Otrzymałem odpowiedź "miał pan pecha". No cóż.. W każdym razie muszę poszukać jednak markowej sokowirówki, a tej no cóż nie polecam, 99 zł wyrzucone w błoto.

sobota, 4 kwietnia 2015

Zdrowych i wesołych Świąt Wielkiej Nocy




Zdrowych i spokojnych Świąt Wielkiej Nocy,
przepełnionych radością, miłością i wiarą.
Niech Wielkanoc przyniesie Wam spokój i radość,
z nadchodzącej wiosny.
Pogody ducha i radości,
oraz smacznego jajka i mokrego dyngusa,
w gronie najbliższej rodziny.


poniedziałek, 30 marca 2015

Kontuzja kolana- moje zmagania


Kontuzja kolana- jak leczyć?

W zeszłym roku, w czerwcu nabawiłem się kontuzji kolana. Dobrze pamiętam ten ból kiedy biegłem odebrać pakiet startowy na bieg Piotra i Pawła na Malcie. Czułem wyraźny dyskomfort. Pomyślałem wtedy, że pewnie na drugi dzień, to jest w dniu zawodów rozbiegam i będzie dobrze :)
Okazało się, że ból mi towarzyszył przez całe 10 kilometrów biegu. Byłem mocno zaniepokojony, a następnego dnia ledwo wstałem z łóżka. Niestety  nie wybrałem się do lekarza, a przypuszczam że zwolnienie pewnie otrzymałbym na dłuższy czas. Jednak w pracy było tyle do zrobienia, że absolutnie nie mogłem sobie na to pozwolić. Czyli klasyka :)
Smarowałem różnym maściami i po 2 tygodniach mogłem w miarę normalnie chodzić po schodach. Wtedy też stwierdziłem, że do lekarza już nie ma sensu iść, bo przecież jest poprawa, czyż nie...?
Po 3 tygodniach od kontuzji poszedłem potruchtać. Wróciłem po 300 metrach. Kolejne dwa tygodnie przerwy, nawet przebiegnięty kilometr. Jednak ból wciąż przeszkadzał. Nie wiedziałem co mnie boli, czy to kolano, a konkretniej rzepka, łękotka czy więzadła. 
W aptece kupiłem glukozaminę, a nuż pomoże (podobno naukowo jest udowodnione, że nie pomaga...). Kupiłem też znanego producenta kartonik tabletek "na stawy". 
Mogłem powoli biegać 2,3 km ponieważ ból ustąpił, ale do ideału było jeszcze daleko. Wiedziałem już, że debiut w maratonie w 2014 roku niestety się nie odbędzie, a miał to być główny punkt zeszłego roku. Ostatecznie wystartowałem, ale z założeniem przebiegnięcia około 10 km. Skończyło się na 16 km. Chociaż tyle radości :)
Kolejnym produktem, który kupiłem był kolagen do rozpuszczenia w szklance. Później dostałem jeszcze sok z czarnej rzepy. Obecność siarki w rzepie podobno dobrze wpływa ogólnie na stawy.
Noga bolała coraz mniej, ale wciąż szukałem rozwiązania (tak, powinienem sto razy pójść do lekarza). 
Zmierzając już do finału tej przydługawej opowieści, kupiłem jeszcze jeden produkt. Kiedy skończyła się czarna rzepa zacząłem kuracje Flex firmy FA (to nie jest reklama :). Dopiero wtedy poczułem znaczną poprawę. Konsultowałem się ze znajomym dietetykiem, który potwierdził moje doświadczenie. Okazało się, że mój Flex to tańsza wersja oryginalnego Animal Flex.
Być może suma wszystkich suplementów wpłynęła na poprawę zdrowia nogi, jeszcze nie całkowite wyzdrowienie, ale ogromną poprawę. Chociaż subiektywnie wydaje mi się, że różnicę zrobił Flex, chociaż jednoznacznie nie mogę tego powiedzieć. 
Jeśli macie kłopoty szczególnie z kolanami to polecam spróbowanie jednego z tych specyfików. Jeśli znajdziecie o podobnym składzie to zwróćcie uwagę czy w składzie jest hialuronowy, bardzo ważny składnik. Tymczasem wznowiłem treningi i biegam już swoim tempem. W tym roku muszę ukończyć ten odkładany maraton :)

środa, 11 marca 2015

Jak ZAROBIĆ na pakiecie startowym?



Jak ZAROBIĆ na pakiecie startowym?

       Parę dni temu zdałem sobie sprawę, że można w bardzo łatwy sposób zarobić nawet ponad 100 zł. Co trzeba zrobić? Za przykład podam Poznań Półmaraton. Dość szybko zostały wykupione wszystkie miejsca, czyli 8500 "slotów". Pakiet kosztuje 80 zł. Chętnych jest tradycyjnie dużo więcej. W końcu to jeden z ciekawszych półmaratonów w roku.
       Regulamin pozwala bez żadnych problemów na przepisanie pakietu. Wykluczyła Ciebie kontuzja, masz ważny wyjazd którego nie można przełożyć i w związku z tym nie możesz pobiec w zawodach. Chętnych na odkupienie jest sporo, wystarczy poczytać na forach czy na Facebooku. Naturalną reakcją jest odsprzedanie koledze i koleżance- cena 80 zł.
Jest też druga strona tej prostej czynności- możesz wykorzystać swój "złoty" (dla poszukujących) pakiet, wystawić na Allegro i coś na nim zarobić. Ostatnio z ciekawości obserwowałem jak zakończy się kolejna aukcja.


Rachunek jest prosty: 175 zł do przodu.
Jak sądzicie, czy to jest w porządku? Warto wykorzystać możliwość zarobienia na tych, którzy nie zdążyli się zapisać? Czy "uczciwiej" byłoby otrzymać zwrot kosztów, czyli regulaminowe 80 zł.
Na Allegro wciąż znajdziecie aukcje na których kolejne osoby wystawiły na licytację pakiety.

poniedziałek, 23 lutego 2015

ZOSTANĘ TATĄ !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!


POKONACSIEBIE I SYN

     Już za parę tygodni rozpocznie się największy egzamin mojego życia. Egzamin, który będzie trwał przez cały czas i nie będzie widać jego końca. Egzamin do którego nigdy się nie przygotowywałem.
Wraz z narodzinami naszego synka stanę się nieodwołalnie odpowiedzialny za jego życie. Od tego dnia wszystko się zmieni.
      Już nie mogę się doczekać kiedy Maluch pojawi się na świecie. Czytam literaturę, uzbrajam się w wiedzę, przygotowujemy jego pokoik. Wszystko przecież musi być dopięte na ostatni guzik!
Z racji tego, że będzie to synek, to w pewnym momencie zacząłem się stresować. Rola ojca będzie miała tutaj jeszcze większe znaczenie. Nie chcę pisać, że rola ojca w wychowaniu dziewczynki jest mniejsza, jednak jest inna niż w wychowaniu chłopaka.
     Jakiś czas temu zastanawiałem się czy boję się odpowiedzialności, tych wszystkich czynności, które będzie trzeba się nauczyć. W większości prozaicznych jak przewijanie, kąpanie czy podcieranie pupy po zmianie pieluszki. Czekam na ten czas z niecierpliwością i z ogromnym zaciekawieniem jak bardzo narodzenie synka wpłynie na nasze życie. To, że wpłynie jest oczywiste, raczej jak bardzo się zmieni. Wiem, że stanie się one pełniejsze i jednocześnie spełni się moje marzenie oraz jak mówi mój Ojciec, "nazwisko zostanie w rodzinie " ;-)

czwartek, 19 lutego 2015

PIJCIE SOKI!!!


SOK z kiwi, selera naciowego, korzenia pietruszki oraz jabłek

Czasem w rozmowach z osobami, którzy chcą rozpocząć się lepiej odżywiać, argumentem dlaczego nie zaczęli jest to, że jest to "trudne, drogie i zajmuje dużo czasu". Zawsze staram się ich wyprowadzić z błędu. Dziś do obiadu zrobiłem świetny, obłędnie zdrowy sok. Koszt trzech szklanek soku to około 7 złotych.
Wciąż marzę o sokowirówce wolnoobrotowej i tymczasowo kupiłem jakiś czas temu sokowirówkę mało znanej firmy w promocji za pół ceny (100zł :D). Sokowirówka daje sobie świetnie radę, a z warzyw oraz owoców zostaje sucha miazga. A jaki smaczny SOK!! :)
INSPIRACJA --> ZSOKOWANI

czwartek, 12 lutego 2015

Under Armour kupuje Endomondo !!! Zgadnijcie za ile!?

   


       Przedwczoraj użytkownicy Endomondo otrzymali informację o połączeniu Under Armour z Endomondo.
Under Armour, firma produkująca sprzęt sportowy, wykonała odważny ruch w celu wzmocienia swojej pozycji na rynku. Jak inaczej można nazwać kupienie Endomondo za 85 milionów dolarów. Jednak to jest tylko mikro zakup. Kupili jeszcze jedną firmę: MyFitnessPal (do zapisywania ćwiczeń, spożytych produktów i posiłków, z ogromną bazą danych).
      Dodając jeszcze do tego zakupiony w listopadzie 2013 roku MapMyFitness za 150 milionów dolarów tworzy się niezły pakiet. UnderArmour w sumie zainwestował ponad 700 milionów. To jest przerażająca kwota- wygrana w totka wygląda przy tym śmiesznie.
Przypuszczam, że inwestycja jest mocno przemyślana pod kątem zostawienia konkurencji mocno w tyle. Nike i Adidas przy UA ze swoimi aplikacjami wyglądają teraz biednie.
Jestem ciekawy co użytkownicy na tym zyskają, bo to wydaje mi się niemal pewne. Pozostaje nam teraz czekać na rozwój aplikacji i na ruchy pozostałych graczy na rynku.
      Jeśli od niedawna korzystacie z Endomondo lub korzystacie tylko z podstawowych funkcji to zachęcam do przeczytania mojego ebooka: www.endomondo.com.pl

piątek, 23 stycznia 2015

DETOKS i parę kilo mniej



Od długiego czasu moja waga trzyma poziom 77-79 kg. Pewnie byłoby mniej ( w końcu jak się jest aktywnym to z reguły waga idzie w dół) jednak moje wyjątkowe skłonności do spożywania czekolad i innego słodkiego to uniemożliwiają. Kontuzja ( przez to długa przerwa od biegania) spowodowała, że waga ostatnio pokazała nawet 80 kg. Przy 180 cm wzrostu i ciężkich kościach BMI nie ma u mnie odwzorowania, ale mimo tego nie przekracza magicznego punktu 25 ;)
Faktem na pewno jest to, że od jakiegoś czasu czuję znaczny spadek energii. Dlatego postanowiłem dokonać małego przełomu i wprowadzić plan naprawczy.
Przede wszystkim DETOKS. Postawiłem na cudowną chlorellę, która wiąże toksyny i wspomaga ich wydalanie z organizmu. Ona jest mocnym punktem programu i mocno liczę, że stanie się jego gwiazdą. Poza tym już parzą się różne herbaty gdzie prym wiedzie MOTYLEM BYŁEM ;) Na opakowaniu jest napisane, że jest odchudzająca. Jednak zwróciłem przede wszystkim uwagę na składniki- te wspomagają między innymi oczyszczanie krwi. Poza tym pu-erh oraz roibos, te już dobrze znacie.
Likwiduję też słodkości z jadłospisu, w zamierzeniu o 80%. Resztę sobie zostawię, bo lubię.
Do diety włączam różne soki i smoothies z książki ZSOKOWANI. Chcę się przekonać do zielonych: jarmuż,  kapusta, seler naciowy, ogórek czy szpinak. Będzie dużo chlorofilu!



Zdecydowałem się też na zdrową kapsułkową 30 dniową  kurację 3D Chilli  Rano, po południu i wieczorem. Każda ma inny skład:
- rano: ekstrakty z garcinia, z nasion białej fasoli, kłącza imbiru i kurkumy
- po południu: ekstrakty z nasion guarany, chilli, pektyna z grejpfruta
- wieczorem: ekstrakty z liści zielonej herbaty, chlorelli i acai
Wcześniej byłem zachwycony olejem lnianym z kapsaicyną, przyszedł czas na kapsułki.
Na koniec obiecuję sobie pić więcej wody.
KRĘGOSŁUPEM całej koncepcji będzie zdrowa "dieta"- czyli warzywa, warzywa i jeszcze raz warzywa, kasze, pełnoziarniste pieczywo i białko.
Podsumowując, koncepcja jest prosta. Chcę się lepiej czuć, wprowadzić poprawki w odżywianiu i na koniec mniej ważyć. Mniej kilogramów to mniejsze obciążenie dla stawów, a te przecież trzeba chronić prawda? Wyczekujcie raportu za miesiąc. Dziś 79 kg.
CZAS START!

poniedziałek, 29 grudnia 2014

SWISSMAN XTREME TRIATHLON



Ostatnio zaglądałem w sieci to tu, to tam i znalazłem coś niesamowitego. Absolutnie wyjątkową imprezę sportową, ale nie dla wszystkich, oj nie.
Triatlon w wersji dla najsilniejszych w pięknej Szwajcarii. Zawody rozpoczynają się w jej południowej części, a kończą w środkowej. Czy  wspominałem już, że to jest dystans długi?

3,8 kilometra zdaje się w jeziorze nie robi wrażenia. 180 kilometrów to jest co kręcić, ale spójrzcie poniżej na wykres wysokości!!! Jazda rozpoczyna się na wysokości 196 m npm, a w pewnym momencie dochodzi do ponad 2,4 km! Suma jazdy "pod górkę to 3356 metrów!
Oczywiście na szczęście jest też sporo zjazdów. Ostatecznie część biegową, czyli w tym przypadku maraton ludzie ze stali rozpoczynają na wysokości 567 m npm. Organizator wymaga aby tą część realizować z suportem, czyli pomocą osoby towarzyszącej. Wcale się nie dziwię, bo to jest jeszcze trudniejszy etap niż wspinaczka na rowerze. Zawody kończą się u podnóża gór na wysokości........ 2061 m npm. Praktycznie ciągle pod górkę. Z politowaniem można spojrzeć na niektórych biegaczy, którzy narzekali w Poznaniu, że biegnąc ulicą Serbską jest za mocno pod górkę ;)



 "dura ma bella" - TRUDNE, ALE PIĘKNE

Zapraszam Was do obejrzenia szalenie inspirującego filmu z SWISSMAN XTREME TRIATHLON 2014. 
Mam nowe marzenie :) 









wtorek, 23 grudnia 2014

Wesołych Świąt


Chciałbym Wam życzyć zdrowych (co prawda nie ma śniegu, ale trzeba uważać na wichury, deszcz i chłód), wesołych (to jest czas spotkań rodzinnych, bywa różnie, jednak cieszmy się obecnością bliskich osób :), spokojnych ( jest czas żeby odpocząć od codzienności), smacznych (sam częstuję się tym na co mam ochotę, jednak później trzeba to wybiegać :) Świąt Bożego Narodzenia.

wtorek, 9 grudnia 2014

Jogurt z maślanką+CUKIER+SYROP GLUK.-FRUK.


Bardzo często robię zakupy w jednym z największych sklepów spożywczych. Dział z jogurtami ma ze spokojem 30 metrów długości. Jest tu naprawdę w czym wybierać. Mam sprawdzone produkty, które automatycznie wkładam do koszyka i jadę dalej. Czasem się zatrzymuję przy nowościach i oglądam. Jak znajdę jakiś nowy produkt to przede wszystkim czytam etykietę ze składnikami.
Dziś znalazłem takie "coś".


Brzmi bardzo ciekawe. Fakt, na rynku nie ma żadnego jogurtu z maślanką. Dodanie maślanki przełamuje ciut smak jogurtu i dodaje naturalnego kwasku. Szkoda, że wpadł na to niemiecki producent, a nie rodzimy, ale nie będę się już czepiał ponieważ na to przyjdzie jeszcze czas.
Opakowanie świetne, rzuca się w oczy, cena całkiem rozsądna. Przejdźmy do najważniejszego, czyli składników.



Po kolei: jogurt z mlekiem i maślanką (ile %!!!?), cukier (jest go przynajmniej powyżej 7,2% czyli więcej niż brzoskwiń). W 100 gramach jogurtu jest 15,1 gram cukru. Jedna łyżeczka to około 5 gram. Czyli jest go całkiem sporo, ale to niestety standard w tego typu produktach.
Dla przykładu sam lubię posłodzić kubek herbaty (300 ml), jednak jedna łyżeczka jest wystarczająca. Wychodzi na to, że w jogurcie jest 9 razy więcej cukru niż w mojej herbacie! Co jeśli zjem dwa?!
Pozostałe składniki są ok, poza jednym. Syrop glukozowo-fruktozowy. Zastanawiam się po co producent zdecydował się go dodać skoro mamy już przecież sporo cukru w środku? Myślę, że macie dużą wiedzę na temat tego wynalazku (w razie czego poczytajcie tutaj).
To tyle na temat tej nowości. Decyzję o zakupie/konsumpcji pozostawiam Wam. Ja podziękuję.

piątek, 5 grudnia 2014

Ogromna dawka inspiracji- TED



Przypuszczam, że większość z Was wie czym jest TED. Tym, którzy jeszcze nie wiedzą już spieszę z wyjaśnieniem, że nie chodzi o film z misiem w roli głównej ;)
TED (w skócie Technology, Entertainment and Design)  to konferencje naukowe organizowane przez amaerykańską fundację non-profit. Z kolei TEDx są organizowane lokalnie np. parę dni temu w Krakowie i podlegają niektórym regułom TED.
Pierwsza odbyła się 30 lat temu. Pierwotnie były to konferencje o profilu informatycznym przede wszystkim ze względu na sąsiedztwo Doliny Krzemowej. Z biegiem czasu tematyka została rozbudowana i aktualnie pojawia się tam mnóstwo ważnych dla funkcjonowania ludzi i świata tematów.
W latach 70. XX wieku przeprowadzono badania, w których sprawdzono jak długo człowiek jest w stanie skupić uwagę na tym co ktoś do niego mówi. Wyniki zaskoczyły, ponieważ nie spodziewano się tak krótkiego czasu- 18 minut. Tą zasadę wykorzystują organizatorzy konferencji. Każdy prelegent jest zobowiązany zmieścić swoją prezentację właśnie w czasie 18 minut.
Wybór prelekcji jest ogromny. W wersji z polskimi tłumaczeniami jest dostępnych ponad 1500 filmów. Tutaj jest naprawdę z czego wybierać. Nie wszystkie trwają 18 minut, część pochłania czasem tylko 5 czy 8 minut. Oczywiście możemy obejrzeć na stronie www.ted.com, ale przede wszystkim aplkację TED znajdziecie też na telefonie oraz tablecie. Jest możliwość też zapisania wybranych prezentacji w pamięci urządzeń po to aby obejrzeć sobie w drodze do pracy, szkoły czy na trening.
Mocno zachęcam do przyjrzenia się bliżej TED, znajdziecie tam dużo wartościowej treści.
Tutaj dzielę się moją pierwszą prelekcją od której zacząłem kontakt z TED.





sobota, 15 listopada 2014

Moje Endomondo :)



Już minęło parę tygodni od PREMIERY mojego ebooka w sieci, a dziś chcę się Wam  skromnie pochwalić moim małym sukcesem. Wczoraj została przekroczona liczba 1000 pobrań. Przyjemnie jest myśleć o tym, że tyle osób skorzystało z mojej "twórczości" i pozostaje mieć nadzieję, że tyle też osób czegoś nowego się dowiedziało :) Przypuszczam, że wielu z Was również pobrało za co serdecznie dziękuję :):):)



          Można również przeczytać w telefonie i tablecie wcześniej pobierając z Google Play. Jednak ściągając dowolny darmowy ebook poprzez Android należy podać numer karty. Taki jest system pobierania darmowych książek w Google Polska. Kontaktowałem się z nimi w celu wyjaśnienia tej sprawy i jest to taki system, a nie inny. Niestety nie mam na to wpływu, a numery karty znajdują się w szyfrowanej bazie danych Google i nikt nie ma do niej dostępu. To taki mój komentarz na zastrzeżenia odnośnie tej sprawy w komentarzach ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...