czwartek, 17 grudnia 2015

Biegacie? Zatem musicie to przeczytać!!!


Rynek prasowy nas biegaczy specjalnie nie rozpieszcza. Od dłuższego czasu praktycznie nie kupuję żadnych czasopism poświęconych bieganiu. Głównie dlatego, że treść się powtarza, a plany treningowe na każdy z dystansów zachowałem z paru numerów. Dlatego z zainteresowaniem nabyłem drugi numer magazynu Ultra. I przepadłem. Tak długo czytałem aż przeczytałem wszystko!
Panowie to jest to! Absolutnie rewelacyjna robota! Powiew świeżości, powiew zapachu gór, ciężar podbiegów, zmęczenia i radości z biegania!


Świetne relacje z biegów, wywiad ze zwycięzcą UTMB, jakość zdjęć, z resztą cała szata graficzna to majstersztyk, rozpływam się w zachwytach. Tak zachwalam, aż ktoś pomyśli, że to reklama :) Nie, nie jest! Po prostu w końcu na rynku pojawiło się coś co nie dosyć, że spełnia moje oczekiwania, ale wybiega naprzód i powoduje, że nie mogę się doczekać następnego numeru POLECAM!


poniedziałek, 23 listopada 2015

Dziewicza Góra

     

DZIEWICZA GÓRA

        Ostatnie dwa miesiące były słabe jeśli chodzi o systematyczne treningi. 62 km we wrześniu i 98 km w październiku. W listopadzie miałem nawet przerwę 10 dni, ale nie wypocząłem w tym czasie. Od paru tygodni czuję, że funkcjonuję już na oparach, totalnie przemęczony, brakuje mi sił i przede wszystkim chęci do systematycznego trenowania. Marzę o urlopie, o totalnym nic nierobieniu, ale to dopiero w przyszłym roku. Rozpoczyna się grudzień, a to w handlu najlepszy okres- czytaj, więcej pracy i godzin w firmie...
        Jakiś czas temu szukałem biegu  w trudniejszym terenie i okazuje się, że prawdopodobnie najtrudniejszy bieg na 5/10 km w Wielkopolsce ma miejsce paręnaście kilometrów od mojego domu:) Dosyć długo zwlekałem z zapisem ze względu na stan mojego organizmu..., ale w końcu zapisaliśmy się z Kubą.
Dwa dni przed startem wyszedłem przebiec 5 km w tempie 5:10. Po 3 kilometrach pobiegłem do domu... Fatalne samopoczucie, brak siły i zdecydowanie za wysokie tętno. No cóż, organizmu nie oszukasz. Jednak wciąż miałem nadzieję, że na Dziewiczej Górze (zajrzycie) tragedii nie będzie :)
        Praktycznie przez cały tydzień padało. Chmury miałem wrażenie, że też wisiały nad moim samopoczuciem, jednak postanowiłem pobiec. Kuba już czekał przygotowany i zrobiliśmy krótką rozgrzewkę, oczywiście w deszczu skacząc, po to aby nie wdepnąć w kolejne kałuże. Po chwili staliśmy na mecie.
         Po 1 kilometrze sapałem jak stara lokomotywa i co nigdy mi się nie zdarzyło, marzyłem o tym żeby znaleźć się już w domu. Tętno jakbym finiszował po mocnym biegu. Podbiegi ciężkie, szczególnie te dwa na 2,4 i 4 kilometrze.


         Na zbiegach mokro, gdzieniegdzie błoto, wszędzie mokre liście, trzeba bardzo uważać żeby się nie wyłożyć. Na czwartym kilometrze człowiek myśli, że zaraz meta (na dystansie 5 km), a tutaj pionowy podbieg, który rzuca na kolana. Po tym przychodzi piękna nagroda, wąski odcinek na lekkim zbiegu między wysokimi krzakami, specyficzne wrażenie, po czym ultra stromy zbieg gdzie ledwo nadążałem stawiać kroki, a nie miałem odwagi na skyrunning :D
       W końcu meta, Kuba paręnaście sekund przede mną, widziałem go cały czas, ale nie byłem w stanie dogonić. Swojego wyniku nie komentuję, jednak  jestem dla siebie wyrozumiały. To nie były optymalne warunki psychofizyczne, muszę odpocząć żeby wrócić silniejszy. Myślę, że zacznę za parę/paręnaście tygodni właśnie od Dziewiczej Góry. Zachęcam do zmierzenia się z tym odcinkiem- Garmin pokazał mi 147 metrów podbiegów na dystansie 5 kilometrów, kto by pomyślał, że takie miejsca na mapie płaskiej Wielkopolski :)
Zajrzyjcie II Grand Prix Dziewiczej Góry w Biegach Górskich 2015/2016. Bardzo przyjemne lokalne zawody dla tych co chcą spróbować czegoś  innego niż bieganie po równym i nudnym  asfalcie. Oczywiście trzeba dodać, że skala trudności jest znacznie wyższa, jednak zdecydowanie warto podjąć wyzwanie :) Brawa też dla organizatorów za świetny klimat i organizację.


       Kuba pewnie to czytasz, napiszę oficjalnie- gratuluję progresu, jest moc, oby tak dalej :)

wtorek, 10 listopada 2015

Recenzja książki SIŁA WOLI



Wieczorem obiecałeś sobie, że rano wstaniesz o 7 i przed pracą pójdziesz pobiegać. Budzik dzwoni, a ty wymyślasz miliard powodów aby tak wcześnie z łóżka nie wstawać. Chcesz wyeliminować ze swojego jadłospisu słodkie przekąski i w końcu zacząć się zdrowo odżywiać. Parę godzin później jesteś na zakupach, a w twoim koszyku leży batonik czekoladowy, nie, dwa batoniki czekoladowe! Cały plan rozsypał się w przedbiegach! To najczęstsze przykłady porażek. Czar prysł, a my uświadamiamy sobie, że jesteśmy słabi. Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że przegrywamy z sobą. Z bardzo silnym przeciwnikiem, który mieszka w naszej głowie, a nazywa się NIE CHCE MI SIĘ!
O realizacji najdrobniejszych zadań czy celów decyduje silna wola. Ona jest odpowiedzialna za to czy poradzimy sobie z przeciwnościami losu, a także własnymi słabościami. Nie wysysamy jej z mlekiem matki. Trzeba ją sobie świadomie wypracować. Każdy z nas ma własne, unikalne doświadczenia z walką z samym sobą. Walka z pokusami, nałogami, odkładaniem na później- powodzenie zależy od tego jak jesteśmy silni.
Kelly McGonigal  w swojej książce rozkłada na czynniki pierwsze silną wolę. Przedstawia czym jest, skąd się wzięła, w jakim celu ją posiadamy i dlaczego, ktoś ma jej więcej, a inny mniej. Zachęca do przyjrzenia się jej z bliska. Po nabyciu tej wiedzy zaczyna uczyć jak sobie radzić ze swoimi słabościami, w jaki sposób pracować nad koncentracją i realizować swoje cele wbrew przeciwnościom. Książka wciąga, przyjemnie się czyta, autorka prezentuje mnóstwo ciekawych wyników badań, które niejednokrotnie są zaskakujące. Nie jest to książka typu dwadzieścia kroków do zmiany siebie, ale solidna naukowa pozycja napisana dla wszystkich. Polecam!




sobota, 24 października 2015

Pacemaker na CITY TRAIL


Pacemaker na CITY TRAIL

        Stało się. Zupełnie nieplanowany bieg w poznańskim City Trail. Lubię tu wracać, ponieważ właśnie w tych zawodach rozpoczynałem przygodę z zawodami biegowymi. Prawie trzy lata temu nazywały się z biegiemnatury :) Oprócz nazwy zmieniła się jeszcze frekwencja, od tamtego czasu startujących biegaczy jest ponad 2 razy więcej. Dziś nawet padł rekord- metę przekroczyło ponad 1200 osób. Zacznijmy jednak od początku :)
           Po ukończonym maratonie zupełnie nie planowałem startów w tym roku. Zupełnie przypadkowo rozmawiając z Kubą, który od paru miesięcy ostro wziął się za treningi i jest świeżym zapalonym pełnoprawnym biegaczem, postanowiliśmy wspólnie wystartować w kolejnej edycji City Trail. Miał to być debiut Kuby w oficjalnych zawodach :)
            Pomyślałem, że bardzo chętnie tam wrócę i stało się oczywiste, że pobiegnę w innej roli niż zwykle. Zwykle to znaczy w pogoni za coraz lepszym czasem, za poprawą życiówki. Tym razem stałem się oficjalnym, prawdziwym i jedynym w swoim rodzaju Pacemakerem lub jak kto woli Zającem. Przyszedł czas na wykorzystanie mojego skromnego doświadczenia i poprowadzenia Kuby do CELU. A cel wybrał sobie konkretny, czyli pobicie o ponad dwie minuty życiówki, a w tym przypadku przekroczenie mety w czasie poniżej 25 minut netto. Ha!
      Z jednej strony odważnie, ale w końcu do odważnych świat należy, a Kuba odkąd go znam lubi stawiać sobie konkretne wyzwania. Skoro takie jest życzenie! To zrobimy wszystko żeby to się udało!
     Dzień przed dzisiejszym debiutem lekko zaniepokoił mnie fakt ile osób miało wystartować. Pierwotnie 1064, a ostatecznie ponad 1200! Ścieżka wokół jeziora ma szerokość od 4 do w porywach 7 metrów, więc można sobie wyobrazić ten ścisk. Jednak organizatorzy perfekcyjnie zorganizowali start ustalając 4 grupy zawodników poniżej 22, 25, 28 i powyżej 28 minut. Każda grupa startowała w odstępach czasowych- świetne rozwiązanie.
      Postanowiliśmy, że wystartujemy w grupie poniżej 28 minut gdzie miało być teoretycznie najluźniej. Była to doskonała decyzja!


Pach!!!
Ruszyliśmy!
Kuba wystrzelił jak z procy! Energy! Spokojnie!
W planach mieliśmy przebiec pierwszy kilometr w okolicach 4:55, wiedząc, że 2 i 3 kilometr mają lekki podbieg i być może tam lekko zwolnimy.
1 km- piękne dokładne 4:52,3, koncertowo.
Kolejny kilometr to delikatne planowe zwolnienie przy nie dużym, długim podbiegu, ale też nadrobienie na małej górce w dół.
2 km- 4:57,6, pięknie!


Kolejny to DOGONIENIE poprzedniej grupy zawodników (!!!) i gra w wymijanie bokami trasy, kontrola samopoczucia Kuby: " Jest dobrze!".
3 km- najsłabiej, ale wciąż poniżej piątki, 4:59,4, no to już mamy ponad 10 sekund w kieszeni luzu!
Kolejny to wciąż solidna praca nad równym tempem i kontynuacja wymijania. Wdech, wydech, wdech, wydech!!!
4 km- Garmin pokazuje 4:54,5. Już się cieszę, nic nie mówię, Kuba jak się czujesz: " ŻYJĘ"!
Aaaaa, zatem, ciśniemy ostatni kilometr, gazu!! 600 metrów do końca, Garmin wciąż tempo pokazuje poniżej 5 min/km, 300 metrów, ktoś krzyczy ile jeszcze, 150 metrów!!! Wybiegamy na ostatnią prostą KUBAAAAA CIŚNIIIIIJJJJJJJJ!!!!!  DAJE  Z SIEBIE WSZYSTKO, WPADAMY NA METĘ!!!! Ostatni, piąty kilometr najszybszy, 4:50,3 min/km.
CZAS NA MECIE 24:38 minut!!!!!!!!!!!!
Kuba, mistrzowski debiut, zrobiłeś to, ZDEMOLOWAŁEŚ swój cel. Jestem dumny, że mogłem w tym uczestniczyć, dziękuję :) 
Dla spostrzegawczych bieg dedykuję Marcie i Mikołajkowi  :)


sobota, 10 października 2015

POZNAŃ MARATON- kilkanaście godzin przed startem


POZNAŃ MARATON- kilkanaście godzin przed startem

       Witam Was po półtora miesiąca nieobecności. Sporo czasu spędzonego w szpitalu na przemian z pracą, ponad trzy tygodnie bez wolnego dnia spowodowały, że bardzo długo mnie tu nie było. Na ten czas przeniosłem się na Instagram, tutaj, ostatnio polubiłem to fotograficzne medium ;)
Wcześniej nie afiszowałem się ze startem w Poznań Maraton, więc teraz jest czas na to :) Jutro planuję ukończyć maraton! Będzie to już drugie podejście, Wy którzy tu częściej zaglądacie pewnie pamiętacie. W zeszłym roku ze względu na kontuzję towarzyszyłem Michałowi tylko do 16 km. Mocno żałowałem, że nie mogłem pobiec do końca, jednak to była racjonalna decyzja i jej nie żałuję.
       Rok 2015, to dla mnie ciężki czas w życiu prywatnym. Wymaga bardzo wiele energii i dostarcza ogromnie dużo stresu. Dlatego też mało czasu  poświęciłem na treningi (nabieganych tylko ponad 600 km) albo czasem odpuszczałem sobie trening, tylko po to żeby się zregenerować na następne wyzwania.
       To wszystko powoduje, że nie czuję się komfortowo wobec wielkiego jutrzejszego wyzwania. Nie będę biegł na konkretny czas, jestem dla siebie wyrozumiały i cel jest jeden- UKOŃCZYĆ I NIE BYĆ OSTATNI ;) Jednocześnie też nie mogę się już doczekać tych emocji! Raz, że to pomijając zeszły rok prawdziwy debiut, dwa ostatnie zawody w których startowałem odbyły się pod koniec maja tego roku.
      Żele energetyczne (wcześniej wypróbowane) kupione, ładuję węglowodany, uzupełniam płyny i czekam na jutro. Start o 9 rano, o tej godzinie ma być +1C  więc muszę przygotować ubranie w wersji zimowej :)
TRZYMAJCIE KCIUKI i DO ZOBACZENIA NA TRASIE!!!!

czwartek, 27 sierpnia 2015

Książka ULTRANASTAWIENIE


Travis Macy, John Hanc

O czy pomyślałeś widząc okładkę tej książki? O bieganiu? Tak, masz rację, nie pomyliłeś się. Jednak to nie wszystko.
Na początku może przedstawmy Travis'a Macy. Jest jednym z najciekawszych ultramaratończyków ostatnich lat. Przede wszystkim jest zwycięzcą Leadman Series czyli  450 kilometrów w górach na rowerze i na nogach. Poza tym wygrał mnóstwo rajdów przygodowych i inne zawody ultramaratońskie, Łączy je jedno, ogromne wyzwanie dla organizmu, do którego trzeba być niezwykle przygotowanym fizycznie i psychicznie. Tutaj trafiamy w sedno książki. 
Ultra mindset- to autorskie podeście nie tylko do sportu, ale i do życia.


Autor przedstawia 8 własnych zasad życiowych, którymi kieruje się podczas zawodów, ale są na tyle uniwersalne że wykorzystuje je również w życiu codziennym. Zasady te, nie są odkryciami na skalę nagrody Nobla, jednak na pewno dobrze się je czyta wiedząc, że są stworzone przez faceta, który przekroczył wiele granic i wielokrotnie stanął na wysokości zadania.  Wszystkie opisane tutaj postawy są przedstawione w towarzystwie kolejnych wyczynów sportowych. Czyta się bardzo przyjemnie, Tracy potrafi przekazać odpowiednio emocje, czyta się jednym tchem. Jedyną rzeczą, która mocno mnie drażniła to usilne wzmianki o jego sponsorach. Dobrze wiem, że Vitargo to świetny produkt, jednak za częstotliwość pisania o tym była trochę za duża ;)

Biegnąc 90 kilometr walcząc z każdym krokiem, coraz większym bólem, niekiedy na granicy maksymalnej wytrzymałości, centrum dowodzenia, czyli głowa, wykonuje wyjątkowo ciężką pracę. Przecież każdy centymetr organizmu wysyła jej informacje, że czas się zatrzymać, pójść do hotelu i porządnie się wyspać. Jak sobie z tym radzi Tracy- przeczytacie w Ultranastawieniu )

czwartek, 30 lipca 2015

SUPERŻYWNOŚĆ- recenzja książki



       Superfood, po polsku superżywność czyli w wielkim skrócie surowe produkty natury. Ultra zdrowe, posiadające dziesiątki potrzebnych nam minerałów, witamin, enzymów, antyoksydantów, przeciwutleniaczy itp. Dzięki temu oprócz tego, że pełni rolę jedzenia, które syci, posiada cechy lekarstwa.
Superżywność to produkty, które odżywiają mózg, włosy, płuca, trzustkę, wątrobę i układ odpornościowy. W obecnych czasach dostęp to tych produktów jest bezproblemowa. Sam mam w okolicy przynajmniej trzy sklepy, gdzie mogę je nabyć w wersji organicznej i zachęcam do wybierania takich- nie ma najmniejszego powodu żeby kupować jagody Goji z dwutlenkiem siarki.
Książka to kompletna encyklopedia wiedzy siedemnastu superproduktów:
- jagody goji, acai, camu camu, inkaskie
- kakaowiec
- maka
- produkty pszczele
- spirulina, chlorella
- niebieskozielona algi Alfa, fitoplanktom morski
- aloes
- siemie konopne
- orzechy kokosowe
- bulwa yaconu
- noni
- listownicowce
Każdy produkt autor solidnie opisał. Zaczynając od historii, poprzez skład, korzyści dla zdrowia, formy występowania i kończąc na przepisach z wykorzystaniem opisywanego produktu. 
     Najprostszym sposobem dbania o własne zdrowie to pełna kontrola tego co jemy. To tak jak z tankowaniem paliwa, jeśli będziemy wlewać tanie, gorszej jakości, to samochód będzie gorzej jeździł aż w końcu zepsuje się. Samochód można naprawić lub zmienić. Z naszym zdrowiem jest trochę inaczej. Należy o nie dbać każdego dnia, z pełną świadomością dostarczać potrzebne składniki odżywcze.
Książkę przeczytałem praktycznie w jeden dzień, to jest jedna z tych, do której jeszcze nie raz wrócę.
Polecam!


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...