wtorek, 7 maja 2019

FILMUJEMY zawody biegowe :)))))




Halo, halo!
U mnie biegowy mozolny powrót do biegania. Kontuzja czyli wielomiesięczna przerwa od treningów spowodowała utratę formy. Z kontuzją doszło +10 kg do wagi. Dramat ;) I zarazem mnóstwo pracy przede mną żeby wrócić do formy.
Trenuje się ciężko, efekty są, ale przychodzą bardzo, bardzo wolno. Walczę, ale motywacja jest trudna do utrzymania.

Ale! Ale!

Super forma nie jest potrzebna do filmowania! Więc! Zrobiliśmy to!!! Zfilmowaliśmy nasze pierwsze zawody ;) Później okazało się, że pojechaliśmy na jeszcze jedne.
Citytrail. Parę lat temu nazywali się "zbiegiemnatury"- tam debiutowałem w moich pierwszych oficjalnych zawodach biegowych, a parę lat później odkryłem Dziewiczą Górę- czyli biegi w terenie. O ile dobrze pamiętam to około 120m npn. na dystansie 5 km.

Jest dobrze, z resztą sami zobaczcie i dajcie znać jak się podoba!



DZIEWICZA GÓRA



CITY TRAIL POZNAŃ





niedziela, 25 marca 2018

Plany na 2018 rok :D


Cześć.
W poprzednim poście trochę postękałem, ale na szczęście wziąłem się też do roboty. Treningi na kolejne dni i tygodnie rozpisane, a to za sprawą 3 dużych celów, a w tym jeden GŁÓWNY.
W zeszłym roku spełniłem swoje małe marzenie debiutując w Ultra (53km, 1800m). Później był jeszcze maraton w Poznaniu.
Nie spodziewałem się zupełnie, że bieganie w górach odciśnie takie piętno na POKONACSIEBIE. A gwoździem do trumny było samopoczucie po maratonie. Przez tydzień wyjątkowo bardzo mnie bolały kolana. 42 km narobiły więcej bałaganu niż 53 km i 2 kilometry w pionie w górach. Co roku brałem udział w paru biegach ulicznych zaczynając od Maniackiej Dziesiątki. W tym roku kompletnie nie mam ochoty szarpać się na asfalcie :)

Dlatego też 3 razy biegnę w górach :D

Mam  nadzieję, że wszystko pięknie dopisze i nic nie stanie na przeszkodzie. 
Na pierwszy ogień pójdzie Maraton Chojnik



To będzie piękne wprowadzenie do GŁÓWNEGO CELU 2018. Przede mną najtrudniejszy dotychczas bieg. Najdłuższy i z największymi przewyższeniami. Moi drodzy, powitajmy:
Dolnośląski festiwal biegów górskich:


Oj będzie się działo :) 68 kilometrów i 2915 metrów!
A na zakończenie sezonu powrót do Radkowa i bieg po górach Stołowych. Mój zeszłoroczny debiut,
naprawdę piękne miejsce.


Oby tylko zdrowie dopisało :)

piątek, 16 lutego 2018

Leżę i kwiczę

Leżę i kwiczę
Oj długo mnie tu nie było. W sumie tylko raz w 2017 roku... i to tylko recenzja butów.
A o bieganiu nic nie piszę, kompletnie nic. I tak się zastanawiałem dlaczego, odpowiedź
jest bardzo prosta- zupełnie nie ma się czym chwalić. Wręcz przeciwnie, jestem w czarnej ogromnej
dupie!
Parę dni temu przejrzałem kiedy ostatni raz poprawiałem swoje życiówki. I co tam znalazłem :)
W maju! W maju 2014 roku! No i w kwietniu tego samego roku. Po kolei 5, 10 i 21 kilometrów.
Przez najbliższe prawie 4 lata nie wydarzyło się nic pozytywnego, nie poprawiłem żadnego czasu. Ok, niech będzie 2 maratony na koncie i jedno Ultra, ale z wynikami bardzo słabymi.
Muszę podkreślić, że niecałe 23 minuty ma 5km, czy niecałe 49 minut na 10 km to nie są zachwycające czasy, no może lekko powyżej średniej, ale to tyle. A na tą chwilę nie jestem w stanie fizycznie się do nich zbliżyć. Czas na rachunek sumienia.



Licząc od dziś  rok wstecz wychodzi 860 km. Słabo.
Ok, grafik tygodniowy jest dosyć napięty, ale to jest tylko kwestia mobilizacji, a jak widać nie zawsze ona występowała ;)


Ta grafika u góry przedstawiająca wagę powinna wyglądać tak:
"stres--->waga--->obżarstwo(cukier, dużo cukru)--->brak sił"
Niestety tak ostatnie miesiące wyglądają. Ogromny stres związany ze zdrowiem najbliższej
mi osoby odbiera siły, a najszybciej można ją podnieść jedząc... czekoladę. I krąg się zamyka.
Znów brak mobilizacji to wciąż obiecanej sobie poprawy diety, a głównie to likwidacji cukru z jadłospisu...


Jaka jakość treningów- taka forma i pułap tlenowy. Wydolność tlenową na takim niskim poziomie
miałem w 2015 roku, a później szła powoli do góry, do dzisiaj :(
Słabej jakości treningi i ich niska liczba nie wróżą pięknych wyników.
Psychicznie jestem w sytuacji takiej: jeśli nie teraz, to już nigdy.
CZAS SIĘ WZIĄĆ DO ROBOTY.
REAKTYWACJA.

wtorek, 9 maja 2017

Buty Nike Zoom Vomero 12


  NIKE AIR ZOOM VOMERO 12

         Czas na kolejną recenzję najków! Ta się trochę długa pisała, a raczej była w zawieszeniu, ale przynajmniej buty są dobrze wybiegane :)
Zatem po kolei. Vomero to kolejny model z AIR'em. To znaczy z poduszkami powietrznymi w pięcie i śródstopiu. To jest element, który robi sporą różnicę w butach do biegania. Na twardym podłożu na które są przeznaczone AIR wdzięczy się doskonałym wspomaganiem amortyzacji. Tu trzeba zaznaczyć, że na asfalcie efekt jest najbardziej odczuwalny. But czuje się świetnie na twardej powierzchni, ale i biegając po ubitych ścieżkach leśnych biegło się również stabilnie.
Wiązanie.
          Zaczynam się za bardzo przyzwyczajać do tego rozwiązania. Sznurowadła są zintegrowane z wiązaniem, zwanym linkami Flywire, a te z kolei z cholewką. Finalnie dla biegacza efekt jest taki, że nie ma potrzeby mocnego wiązania. W innych butach często miałem tak, że wiązałem "z czuciem", a czasem nie trafiłem idealnie i musiałem się zatrzymać żeby trochę poprawić- poluźnić lub ściągnąć. Miewacie tak czasami? Tutaj po standardowym zawiązaniu wewnętrzna jakby skarpeta otacza wygodnie stopę i można już do tego nie wracać ;)
Nike podobnie jak w modelu Air Zoom Oddysey 2 wykorzystał te same pianki czyli Cushon i Lunar, które wspomagają przetaczanie, but jest dynamiczny, aż miło się mocno przyspiesza.
Nacięcia w podeszwie powodują większą elastyczność. Przy nadepnięciu na małe przeszkody typu kamień, nierówności podeszwa mimo tego dobrze trzyma się nawierzchni,
        Podsumowując, Vomero 12 to mój but numer 1. W końcu to kolejna ulepszona wersja na bazie wieloletniego doświadczenia Nike. Jeśli szukacie bardzo dobrych butów (patrząc na materiały i ich parametry, powinny ze spokojem wytrzymać ponad 1000 km) z mocną amortyzacją, możecie śmało inwestować ciężko zarobione pieniądze :)



Teren: asfalt, droga
Waga: 315g/ numer 44
Moja waga: 77 kg
Drop: 10 mm
Przeznaczenie: neutralny













niedziela, 27 listopada 2016

Recenzja Nike Air Zoom Oddysey 2


Nike Air Zoom Oddysey 2.

       Od około ośmiu tygodni testuję buty biegowe Nike Air Zoom Oddysey 2.
Jak łatwo domyśleć się po nazwie, jest to druga odsłona zeszłorocznego modelu Oddysey, który zebrał sporo pozytywnych not, a że Nike w produkcji sportowych butów doświadczenie ma nie małe ;) warto się im bliżej przyjrzeć.
 Przejdźmy zatem do "specyfikacji".
Nike w tym modelu postawił przede wszystkim na stabilizację i amortyzację.



       Podeszwa składa się z dwóch pianek, pierwsza z nich to lekka lunarlon, która ma za zadanie rozłożyć na całej podeszwie siłę uderzenia. Druga to Cushlon, a umieszczona jest pod piętą i śródstopiem. Za zadanie ma amortyzować każde zderzenie co czyni świetnie.
Nie można też zapomnieć jeszcze, przecież to linia Air Zoom, o poduszeczkach Nike Air znajdujących się dodatkowo w pięcie i w przedniej części buta, które dodatkowo wspomagają amortyzację.
Tak wygląda specyfikacja samej amortyzacji w teorii. W praktyce mogę ją tylko zachwalać. Na asfalcie Zoom Oddysey 2 zachwyca, technologie wspierają każdy krok, biegnie się bardzo przyjemnie i dynamicznie. Na pewno będę zakładał je na zawody. Dla porównania, amortyzacja jest mniejsza niż w Puma Ignite Ultimate.
Mamy tutaj jeszcze Dynamic Support, który wspiera stabilizację stopy szczególnie dla osób pronujących. Poza tym dynamicznie reaguje na różne siły nacisku.


Cholewka typu Flymesh współpracująca z linkami Flywire finalnie powodują świetnie trzymanie stopy. Czuję komfort i znacznie wyróżniającą się stabilność w biegu. Język jest zintegrowany z cholewką co tylko wzmacnia efekt.


Nie trzeba więc wcale mocno wiązać sznurowadeł. W niektórych butach zdarzało mi się czasem nawet zatrzymać w trakcie biegu i poprawić wiązanie. Tutaj wiążę odruchowo, a Flywire trzyma odpowiednie w ryzach stopę.


Co ciekawe, odnośnie cienkiego i dość mocno przewiewnego materiału cholewki testując Najki biegałem w temperaturach od -2 C do +25 C, w każdym przypadku w tym samym modelu skarpet i nie było mi za ciepło ani za zimno :)
Bieżnik w podeszwie Oddysey 2 jest klasyczny, która poprzez nacięcia jest zdecydowanie elastyczna.


Podsumowując.
Świetna stabilizacja, bardzo dobra amortyzacja, efektywne wiązanie, wysoki komfort użytkowania, to wszystko pozwala na wystawienie wysokiej noty. Jeśli jesteście przed wyborem swoich nowych butów do biegania to zachęcam do przyjrzenia się temu modelowi. W tej chwili to mój NUMER JEDEN na asfalt i ubitą drogę. To tyle plusów, nie byłbym obiektywny nie pisząc również o minusach. Pierwszym jest cena, aktualnie  w okolicy 600zł. Nie każdy dysponuje taki budżetem, jednak jeśli ktoś ma tyle do wydania, to myślę, że będą to dobrze zainwestowane pieniądze. Drugi minus jest mniejszy, to ten biały materiał u góry, który po kontakcie z błotem będzie trudny do wyczyszczenia, ale to tylko mały szczegół ;)

Ps.  Noszę rozmiar 44, waga 318 g, bardzo lekkie, wkładka wyjmowalna.

piątek, 12 sierpnia 2016

"Klient w centrum uwagi"





       W branży handlowej gdzie jest bezpośredni kontakt z klientem pracuję już kilkanaście lat, na różnych stanowiskach. Aktualnie w firmie gdzie bardzo mocno stawia się na kompleksową obsługę klienta, dlatego też tej książki nie mogłem nie przeczytać. W tym temacie ciągle jest wiele do zrobienia, chociaż nie trzeba mieć wiele doświadczenia zawodowego, przecież każdy oczekuje czy to w urzędzie czy dowolnym sklepie   dobrej obsługi. Dla mnie wciąż wyznacznikiem są doświadczenia autora książki "Doświadczenie Apple jako synonim idealnej obsługi.  Apple stosuje taki standard, który ma rozkochać w sobie każdego klienta, idealnie zgrywa się z ich marketingiem. To są wciąż standardy amerykańskie, ale stosowane na całym świecie gdzie firma ma swoje firmowe sklepy. W Posce jeszcze nie ma żadnego, jednak gdziekolwiek otworzą na pewno odwiedzę.
       Wracając do książki ;) Autor, Robert Zych dzieli się swoim ponad dwudziestoletnim doświadczeniem handlowca, trenera i szefa firmy. I trzeba mu to przyznać, ma facet sporo do powiedzenia. Mówiąc w dużym skrócie przedstawia obsługę klienta od samej wzbudzenia potrzeby zakupu, przez finalizację , aż po trudne sytuacje związane z brakiem możliwości realizacji zleceń, czy problemami z dotrzymaniem terminów. Autor jest wiarygodny, wierzę, że wszystkie przedstawione tu sytuacje i ich rozwiązania naprawdę miały miejsce. To jest po prostu praktyka, a nie teoria która czasem potrafi się mocno rozminąć z rzeczywistością. Tytuł może być trochę mylący, nie jest to książka tylko dla szefów, handlowców, którzy chcą się rozwijać też zachęcam do zakupu.
Świetnie napisana, wciąga od pierwszych stron. Zdecydowanie polecam!




poniedziałek, 30 maja 2016

Najbardziej żenujące 10 kilometrów...; o tym, że nie zawsze musi być dobrze...


Najbardziej żenujące 10 kilometrów...

      Na moim blogu piszę o pozytywnych sprawach. Pokonacsiebie.pl to przede wszystkim mój osobisty motywator, a że lubię dzielić się dobrem to myślę, że i Wy kochani czytelnicy coś bierzecie dla siebie. Ja w każdym razie słysząc/czytając pozytywne słowa od Was mam dodatkową energię do walki. To naprawdę daje chęci do działania.
Pod kątem moich zmagań biegowych, które trwają od pierwszych zawodów w marcu 2013 roku notowałem systematyczny progres. Treningi, kolejne kilometry i miło było osiągać kolejne małe cele. Jednak od jakiegoś czasu dzieje się coś niedobrego. Jeszcze nie wiem co to jest, prawdopodobnie suma różnych wydarzeń. Efekt pojawił się dzisiaj. Nie, źle to ująłem. Dziś dostałem w pysk! I to nie jeden raz... Jednak po kolei.

Dziś pod Poznaniem został zorganizowany lokalny bieg o Koronę Dąbrówki- dystans 10 km. Brałem udział już czwarty raz, stąd pochodzi moja aktualna życiówka 48 min. Od paru dni obserwowałem pogodę na pulpicie telefonu- od soboty miały zacząć się burze i ulewy. Co mogło sprawić mały problem ponieważ te 10 km są do przebycia w lesie. Mocno nie byłem zdziwiony jak obudził mnie intensywny stukot kropel deszczu o parapet. No to pięknie! Jednak po 7 rano przestało. Nie wiem ile padało, ale zastanawiałem się czy jeśli nie za krótko, to czy nie będzie zbyt parno w lesie po ostatnich upałach.
Start o 12, Team pokonacsiebie.pl z nowym członkiem Kubą wystartował punktualnie. Lubię tu biegać, jest to świetna alternatywa do biegów ulicznych, o praktycznie płaskim ukształtowaniu, ale za to z miękkimi ścieżkami. Zapach lasu, piękne warunki do biegania
Cel był prosty, spróbować zameldować się na mecie w okolicach 50 minut i mocno poprawić życiówkę Kuby. Samopoczucie miałem średnie, po ostatnich treningach w komfortowym tempie z dziwnie wysokim pulsem. Zrzucałem to jednak na zmęczenie. Jednak prognostyk był nieprzypadkowy.

1 km- 4:57 min, czyli planowo w tempie założonym. Tempo świetne, ale samopoczucie marne. Teraz jak analizuję w Garmin Connect, okazuje się, że równo po 3 minutach miałem tętno 190 uderzeń na minutę. Wtedy przezornie żeby się nie stresować nie sprawdzałem na ekranie Fenixa tętna... Tak wysokie notuję zwykle pod koniec takiego dystansu. A tutaj po 3 minutach biegu...
2 km-  5:13  Tętno ^ 195...
3 km-  5:15  Tętno ^ 195...
4 km-  5:25  Dyszę jak lokomotywa, mam już dość, przechodzę do marszu (!!!). Kręci mi się w głowie!  PO RAZ PIERWSZY NA TAKIM DYSTANSIE PRZECHODZĘ DO MARSZU. Biegnąc 10 km nawet nie zatrzymuję się po wodę, gnam zawsze do przodu! Monitoruję puls, spada powoli.
5 km-  5:52  Strefa z wodą, biorę i sobie spaceruję, piję powoli, tętno w dół. Znów się lekko kręci!
6 km    6:24  :))))) 6:24 na zawodach! 6 minut 24 sekundy na jeden kilometr, to się nie dzieje, a ja jestem kompletnie wyczerpany, mam kompletnie dość, myśli typu pier... i idę do domu pojawiają się co 30 sekund. Znów spacerek... Jakaś dziewczyna wyprzedzając mnie obraca się i mówi: Dawaj, Dawaj! Miło z jej strony, uśmiecham się, ale ja jedyne co mogę dać, to swoje buty i wracać do domu...
7 km   6:36 Dwa razy przechodzę do marszu, beznadzieja zupełna, dyszę i rzucam przekleństwami pod nosem. Kolejni biegacze mnie wyprzedzają...6:36 to jest mój rekord najwolniejszego kilometra na wszystkich 17 zawodach, w których wystąpiłem na dystansie 10 km.
8 km  6:09 To żenujące widowisko w moim wykonaniu wciąż trwa, a ja liczę każdy metr do mety. Znów marsz, nie mam siły, zaraz usiądę i nigdzie się nie ruszam.
9 km 6:00 Uwaga, proszę zejść z trasy, Grzegorz przyspiesza, będzie kurz!!!! Tętno 197 i kolejny spacerek.
10 km 5:27 :) Poszedłem jak Bolt! Dwa spacerki, ostatni na 300 metrów przed metą... Tętno 200,  wbiegam na metę. ŻENADA, otrzymuję medal pamiątkowy, chowam go zaraz do kieszeni, taki odruch...
Byłem dobrze nawodniony i najedzony. Wypoczęty raczej również. Teraz najlepsze!
CZAS 57:40!!!!!!! 57:40... Czas debiutu trzy lata temu 53:58...
Dużo emocji, jeszcze więcej pytań, co się stało, CO SIĘ DZIEJE? Nie wiem, muszę wszytko przeanalizować, tym bardziej, że to kolejny bieg gdzie moja dyspozycja jest bardzo słaba i praktycznie przez ostatnie cztery zawody nie miałem sił walczyć o wynik.
Podobno najlepiej uczymy się na własnych błędach.



Na koniec dodam, że Bieg o Koronę Dąbrówki to dobrze zorganizowane zawody, ze swoim rodzinnym klimatem i przyjemną trasą. Zachęcam do startowania w przyszłym roku, ja na pewno pobiegnę, muszę pozbierać z trasy część ducha, którego utraciłem...



środa, 18 maja 2016

Biegamy pod Gorzowem Wielkopolskim- JANCZEWSKA10


Halo, halo! :)

CZY JEST TU KTOŚ Z GORZOWA WIELKOPOLSKIEGO I/LUB OKOLIC?

26 czerwca 2016 rusza trzecia edycja Janczewskiej 10!
Pamiętacie Michała, z którym zacząłem biegać? Uwaga, zdjęcie z archiwum ;)


Buty kupiliśmy na tej samej promocji :) 
Ponad dwa lata temu Michał podjął się wyzwania zorganizowania zawodów biegowych w swojej miejscowości (Janczewo, parę kilometrów od Gorzowa Wielkopolskiego) Wtedy okazało się ile stworzenie takiej imprezy wymaga umiejętności, wiedzy, czasu i środków finansowych. 
Obydwie edycje z punktu widzenia organizacji udały się i zebrane opinie od zawodników również były pozytywne. 
W tym roku poziom organizacji wejdzie na kolejny level i zapewniam, że zawodnicy oraz ich rodziny na pewno będą zadowolone ze spędzonego w Janczewie czasu. Zabrzmiało to jak hasło reklamowe zachęcające do zapłacenia wpisowego, nie, nie, nie. Sam brałem udział w kilkudziesięciu imprezach sportowych i myślę, że obiektywnie mogę stwierdzić, iż Janczewska10 warta jest spróbowania. Z resztą widzimy po zgłoszeniach, że zawodnicy wracają do nas :)
W zeszłym roku, w biegu głównym na 10 km wystartowało 213 osób, a w Nordic Walking na dystansie 5 km 56 osób. Nie trzeba chyba mówić jak wygląda komfort biegu z 213 osobami na trasie, a jak z 3000 :) Szczególnie jeśli chcemy powalczyć o życiówkę :D
To co wyróżnia Janczewską to lokalny klimat, taki SLOW LIFE, życzliwość mieszkańców, ciasta na mecie!!! i niekomercyjny charakter imprezy. Michał postarał się jak zwykle o koszulki w pakiecie startowym (35zł), świetne medale i tradycyjnie sporo klasyfikacji medalowych.
Zatem zachęcam do wystartowania i przybicia piątki w Janczewie :))


www.JANCZEWSKA10.pl



wtorek, 3 maja 2016

SIŁA AMBICJI Mo Farah




Aż wstyd się przyznać, że ta książka przeleżała w mojej sekcji "do przeczytania" przynajmniej rok czasu... Ciągle jak kończyłem jedną książkę i miałem zamiar przeczytać Siłę ambicji to wybierałem coś innego. I tak po wielu podejściach w końcu nadszedł jej czas.
Autobiografia Mo Faraha to kolejna pozycja o bieganiu po ulubionych: Ukryta siła, Biec albo umrzeć czy Bez ograniczeń. Po tych świetnych książkach miałem ciut pesymistyczne nastawienie, że Farah nie wciągnie mnie wystarczająco mocno. Część z Was pewnie zastanawia się kim w ogóle jest tytułowo :) Mo Farah, to urodzony w Somalii brytyjski lekkoatleta. poza tym wielokrotny złoty medalista Igrzysk Olimpijskich oraz Mistrzostwa Świata w biegach na 5000 i 10000 m oraz rekordzista Europy i Wielkiej Brytanii. Facet naprawdę w swoim CV ma czym się pochwalić.
A co z książką? Ha! Czyta się jak dobre opowiadanie! Wciąga od pierwszych stron, byłem mocno zaskoczony ponieważ nie spodziewałem się tego ;) Mo opowiada swoje życie od wczesnego dzieciństwa, gdzie jeszcze wtedy nic nie zapowiadało późniejszych sukcesów, aż do najnowszych rekordów i zwycięstw gdzie było  ich naprawdę sporo. Biegacz dzieli się swoimi przemyśleniami i pokazuje długą drogę do decyzji o przejściu na zawodostwo. Dowiadujemy się też ile wyrzeczeń kosztują sukcesy, ale także dlaczego i jak warto walczyć o swoje cele.
Jeśli potrzebujesz dużej dawki motywacji albo jeśli chcesz przeczytać po prostu dobrą książkę o sile ambicji to zachęcam do przeczytania. Świetna pozycja!





wtorek, 29 marca 2016

Puma Ignite Ultimate





         Dziś chcę Wam przedstawić kolejny model Pumy z serii Ignite Ultimate (dla chętnych recenzja Pumy Ignite 2015 tutaj). Jestem już po solidnych testach, więc mogę co nieco o wrażeniach napisać.
Ultimate to przede wszystkim ewolucja. Słowo klucz to amortyzacja. Puma Ignite spowodowała, że moje Adidas Boost Supernova Glide schowałem do kartonika.
Firmowa pianka Foam pozwala stopom na przyjemne lądowanie z każdym krokiem rozpraszając energię wstrząsów i uzyskując zwrot energii. Komfort biegu jest bardzo wysoki, cały czas mam wrażenie, że biegam po styropianie. Jednak mimo tego but jest wciąż dynamiczny i aż chce się przyspieszać. Jednocześnie  jest stabilny i jest pewność stawianych kroków szczególnie w trudniejszych warunkach, np. na zakrętach, itp.
         Drop tutaj jest stosunkowo duży, ponieważ aż 12mm. Dla osób biegających na śródstopiu nie jest to najlepsze rozwiązanie. Poza tym warto zwrócić uwagę na podeszwę, która dobrze trzyma się mokrego asfaltu i jeśli wierzyć producentowi, to jej specjalna konstrukcja wpływa na zwrot energii.


         Tuż po założeniu butów i później po powrocie z treningu zwróciłem uwagę na poprawę banalnego elementu- języka, który był moją zmorą w poprzednim modelu- tam był bardzo cienki i krótki, powodując dyskomfort na przegubie stopy po zbyt mocnym związaniu sznurowadeł. W Ultimate ten problem został wyeliminowany. Język jest znacznie grubszy i wiązanie bardzo pewne, więc Puma egzamin zdała na piątkę. Warto też zwrócić uwagę na konstrukcję wkładki. Pięta ma jakby silikonową wstawkę, która ma spowodować brak możliwości przesunięcia się stopy w środku. Kształt wkładki ma wpłynąć na lepsze dopasowanie do stopy.



        Zastanawiałem się czy może na koniec wystawić ocenę Ignite Ultimate w skali 1-10. Jednak nie zdecydowałem się na to, ale za to mogę napisać śmiało, że różnica na plus w stosunku do poprzedniego modelu to 30%- o tyle nowy model jest lepszy. Jeśli jesteście przed zakupem butów to zachęcam do przyjrzenia się temu modelowi- wart wydanych pieniędzy.






wtorek, 22 marca 2016

Ekożycie pod lupą



           Żyjemy w czasach śmieciowego jedzenia powodującego choroby oraz otyłość u wielu, wielu ludzi. Jednocześnie paradoksalnie zwiększając świadomość żywieniową  poszukując naturalnego pokarmu. W sklepach pojawia się coraz więcej ekologicznej żywności, powstają nowe działy oznaczone napisem EKO, a znajdujące się tam produkty są nawet parokrotnie droższe niż ich "niezdrowe" alternatywy. Przez media i prasę przetaczają się spory o skuteczność i potrzebę szczepionek. Pada mnóstwo argumentów za i przeciw. Jakie i czy w ogóle jeść mięso?
Co zrobić żeby nie pogubić się w morzu informacji i nie zwariować?
Właśnie skończyłem czytać Ekożycie pod lupą i muszę przyznać, że był to bardzo dobrze spędzony czas.
Autor ksiązki to Nathaneal Johnson, mający za sobą bogate ekologiczne dzieciństwo, wychowywany przez małżeństwo hipisów o skrajnie eko podejściu. Neutralnie przedstawia fakty dotyczące sensu uprawy eko warzyw, produkcji i uboju trzody, wycinania lasów, leczenia, szczepienia czy naturalnego rodzenia dzieci. Podoba mi się sposób przedstawienia informacji. Z jednej strony autor opowiada jak życie eko wyglądało w jego rodzinie, a z drugiej pokazuje rzeczywistość. Mocną stroną książki jest nie zajmowanie stanowiska w wyżej wymienionych tematach przez autora i jednocześnie pozostawienie miejsca czytelnikowi na wyklarowanie własnego zdania.
Szczególne wrażenie na mnie wywarł rozdział na temat hodowli trzody chlewnej. Cały system "produkcji" popularnego schabu powoduje niestrawność i stawia pytanie o najmniejszy sens jedzenia stworzonego za pomocą szeroko rozwiniętej technologii mięsa.
Zachęcam do przeczytania absolutnie wszystkich, bez konkretnych preferencji :) Książka warta inwestycji, po której można podjąć parę kluczowych dla naszego życia czy organizmu decyzji!





poniedziałek, 14 marca 2016

Cukier, sól, tłuszcz



          No cóż, książka przyciąga uwagę okładką. Każdy kto posiada szczątkową wiedzę na temat odżywiania dobrze wie, że w nadmiarze cukier, sól i tłuszcz niszczą nasze organizmy. Pytanie ile osób posiada taką wiedzę i jaki odsetek z nich  wykorzystuje ją w praktyce. Raczej niewiele skoro 30% dzieci w Polsce jest otyłych. A dorosłych?? Zgadnijcie :) Sześćdziesiąt pięć procent! O Stanach Zjednoczonych czy Meksyku to nawet nie wspominam!
Przejdźmy do książki. Autor, dziennikarz śledczy otrzymał za jej napisanie w 2010 roku Nagrodę Pulitzera. Przypominam, że jest ona wręczana za wybitne dokonania m.in. w dziedzinie dziennikarstwa.
            Moss obnaża najbogatsze przedsiębiorstwa produkujące przetworzoną żywność. Dla jasności parę przykładowych marek, które każdy kojarzy: Lays, Mars, Kit Kat, Snickers, Nutella itp, itd. Przedstawia sytuację na rynku jako zmowę tychże firm, co do ilości cukru, soli i tłuszczu. Prezentuje mnóstwo badań wykorzystujących odpowiednio duże ilości tych składników, które wpływają na ogromny popyt na ich produkty. Praktycznie, ta przetworzona żywność to po prostu do niczego nie na nadające się śmieci, które są zwykłymi zapychaczami siejącymi spustoszenie w naszych rodzinach.
Autor udowadnia jak koncerny spożywcze nas uzależniają. Pozwala nam spojrzenie, z innej i przede wszystkim, szerokiej perspektyw. Kto nie czytał, tego serdecznie zachęcam, a później przekażcie egzemplarz bliskim, warto.
Jak to napisał The Wall Street Journal:
" Lektura obowiązkowa dla świadomego konsumenta"


piątek, 19 lutego 2016

Yerba mate



Myślę, że Yerby Mate nie trzeba specjalnie nikomu przedstawiać. Jest to napar przyrządzany z ostrokrzewu paragwajskiego szczególnie popularny w Ameryce Południowej. U nas
nieoficjalnym promotorem jest Wojciech Cejrowski :)
Yerba tradycyjnie jest przyrządzana w naczyniu wykonanym z owoców tykwy. Naczynie wypełnia się do 2/3 suszem i wielokrotnie zalewając pije się przez specjalną rurkę z filtrem zwaną bombillą.
      Moje pierwsze spotkanie z mate było, hmm średnie ;) Smak jest dość specyficzny, szczególnie zwykłej bez dodatków, jednak po kilku razach zasmakowało mi i mam już za sobą parę kilogramów wypitego naparu. Smaków czy rodzajów jest naprawdę sporo, spójrzcie: yerbamarket.
       Samo oprzyrządowanie nie jest konieczne, w internecie można znaleźć alternatywne sposoby picia, ja z kolei korzystam czasem z zaparzacza do kawy, też daje radę, chociaż bombilla to tradycja i wygoda.
Czym się wyróżnia mate? Jest świetną alternatywą do kawy, ponieważ ma działanie pobudzające i stymuluje  dłużej. Parę razy zabrałem ze sobą zimną, czyli terere, na dłuższe wybieganie i naprawdę robi różnicę, zastrzyk kofeiny jest odczuwalny :) Poza tym:

- działanie przeciwutleniające
- obniża poziom złego cholesterolu
- działanie przeciwrakowe
- działanie przeciwzapalne
- zmniejsza apetyt
- ułatwia trawienie, poprawia wydalanie
- WSPOMAGA UKŁAD ODPORNOŚCIOWY

Posiada sporo witaminy C oraz E, a także  sporo minerałów. Zachęcam do spróbowania i podzielenia się doświadczeniem i ciekawymi smakami :)

wtorek, 9 lutego 2016

Nike Zoom Structure 19 Flash



Po Pumie Ignite i Adidas Boost, czyli butach wyróżniających się bardzo dobrą amortyzacją przyszedł  czas na Nike Zoom Structure 19 Flash.
Bardzo ciekawy model, idealny na aktualne warunki pogodowe. Co go wyróżnia?

CHOLEWKA- wykonana z trójwarstwowej siateczki, co czyni ją nieprzemakalną oraz przede wszystkim jest wykonana z odblaskowego materiału. Pomijając podeszwę, około 80% powierzchni odbija światło co sprawia, że jestem widoczny dla ewentualnych samochodów- ostatnio biegam głównie po południu, więc jest to dla mnie istotne. Wracając do nieprzemakalności, nie jest to co prawda Gore-tex z którym mogę wbiegać w kałużę i błoto, ale świetnie daje sobie radę. Spełnia moje oczekiwania podczas gorszej pogody.




PODESZWA- zacznijmy od bieżnika, Nike zastosował tu gumę węglową o tajemniczej nazwie BRS 1000. Najczęściej biegam drogami z ubitym piaskiem, często robiąc slalom między kałużami czy dziurami, potwierdzam, but jest stabilny, bez żadnych wątpliwości. Użyte składniki mają wpłynąć na mniejszą ścieralność, tym samym wydłużając życie butów.
Za amortyzację całego buta odpowiada pianka Cushlon znajdująca się całej podeszwie. Po za tym Nike dołożył jeszcze technologie Air Zoom- jest to poduszka z wtłoczonym do środka gazem, które razem oddają biegaczowi sprężystość. I tutaj uwaga, Zoom reaguje błyskawicznie co zwiększa dynamikę buta dlatego też firma rekomenduje je do szybszych treningów.



          Myślę, że nie jest to tylko słowo pisane, ponieważ na utwardzonej powierzchni but rwie się do przodu. Prawdopodobnie to w nich będę atakował rekord na 10 km na następnych zawodach ;)
Kontynuując  temat podeszwy mamy jeszcze system stabilizujący całą stopę o nazwie Dynamic Support, czyli system dynamicznego wsparcia. Czym się charakteryzuje ten wynalazek? System na bieżąco reaguje na każdy krok, lewego czy prawego buta. Każdy krok jest inny, z różną siłą stawiamy stopę, w końcu biegamy różnym tempem podczas treningu. Dynamic Support zmiennie dostosowuje poziom amortyzacji.
Duży plus za łatwość wiązania i odczuwalność stabilności stopy w bucie. Mam różne doświadczenia ze sznurowadłami, tutaj Flywire czyli włókna, które łączą się z wiązaniami oplatają cholewkę i idealnie trzymają buta na stopie, bez siłowego zawiązywania.
Waga: rozmiar męski 10- 317,5g.



Podsumowując...
        Nike Zoom Structure 19 Flash to solidny model z dużym pakietem technologii  co przenosi się na realne przyjemne wykorzystanie ich w praktyce. Szczerze polecam, bardzo dobry sprzęt do biegania :)

piątek, 5 lutego 2016

Rewolucja, która zmieni nasze myślenie, pracę i życie. BIG DATA.

     


  Otaczają nas ogromne ilości danych, które są praktycznie wszędzie. Codziennie wiele ogromnych firm takich jak np. Visa, Google, Facebook zbierają dane. Co więcej, korzystając z ich "darmowych" usług sami im je udostępniamy. Z kolei część z tych firm odsprzedaje zdobyte informacje innym firmom. Wydają mnóstwo pieniędzy po to, aby zdobyć jak najwięcej informacji handlowych, a także aby wykorzystać je między innymi do ochrony społeczeństwa.
          Świetnym przykładem jest reakcja na powstrzymanie rozprzestrzenienia się wirusa ptasiej grypy. W tamtym czasie firma Google analizowała wszelkie zapytania wpisywane do wyszukiwarki z całych Stanów Zjednoczonych dotyczące objawów i prób leczenia na własną rękę tej choroby. Wykorzystując kilkanaście miliardów zapytań Google ustalił skąd pochodzą i dzięki temu odpowiednie służby mogły interweniować. Informacje, które spływały ze szpitali i lekarzy, miały opóźnienie około 2 tygodni, co nie utrudniało zatrzymanie rozwoju epidemii.
        Z kolei Visa sprzedaje dane dotyczące naszych zakupów. Ile wydajemy, na co i gdzie. Poszczególne firmy za pomocą takich danych mogą dostosować swoje oferty indywidualnie. Ma to swoje plusy i minusy, jednak należy pamiętać, że to jest handel i ktoś chce z naszą pomocą jak najwięcej zarobić.
Ogromną ilość danych, który generujemy, dla przykładu 800 milionów użytkowników Youtube  co sekundę dodaje godzinę filmu, prowadzi do jeszcze szybszego rozwoju naszej cywilizacji. Google codziennie przetwarza 24.000.000.000.000.000  bajtów!!! Są to niewyobrażalne ilości danych. 
Na co dzień nie zastanawiamy się albo nie mamy takiej świadomości, że część tej ogromnej liczby to też nasze wybory, życie nie tylko w cyfrowym świecie.
Książka na pierwszy rzut oka naukowa, ale napisana takim językiem, że dobrze się czyta. Zachęcam do skonsumowania :)

sobota, 23 stycznia 2016

Musisz to przeczytać: TY WYBIERASZ CEL MY POKAZUJEMY DROGĘ!



Brian Tracy, Sebastian Kotow

Myślę, że większość z Was kojarzy pana Brian'a Tracy. Jest to jeden z lepszych mówców zawodowych na świecie, autor wielu bestselerowych książek z dziedziny rozwoju osobistego i psychologii sukcesu. Posiadam ich parę, leżą na półce "książek do ponownego przeczytania". To właśnie z nim Sebastian Kotow, również mówca biznesowy i doradca strategiczny, przeprowadził serię rozmów i tak powstała ta książka. Warto tu też dodać, że obaj panowie są wspólnikami. Tak, jest czego zazdrościć panu Sebastianowi! :)
Wracając do samej książki i oczekiwań wobec niej. Przede wszystkim nie nastawiałem się na to, że jest ona poradnikiem, ponieważ gdzieś w sieci wyczytałem taką  informację w recenzji. Jest to zdecydowanie coś w rodzaju przewodnika, a może raczej sesji coachingowej albo nawet hmm... mocnej rozmowy face to face. Tematem głównym, co nie trudno odgadnąć, jest wyznaczanie celów i długa droga do ich realizacji. Na tyle długa, że często gdzieś w trakcie zapominamy dokąd zmierzamy i po co. Powoduje to często błądzenie we mgle i spędzanie życia, zamiast świadomego wartościowego przeżywania każdego dnia. Autor zadaje mnóstwo pytań co motywuje do głębszej analizy, a nawet mocnego zastanowienia się nad swoim życiem.
 Książkę można przeczytać na dwa sposoby. Można ją szybko ukończyć w dwie godziny albo wykonywać ćwiczenia, które w głównej mierze polegają na odpowiedzeniu na dziesiątki celnie zadanych przez autora. Tylko od Was zależy co z tym zrobicie. Według mnie to absolutnie świetny materiał do przemyślenia wielu spraw dotyczących życia, świadomości czy realizacji celów i marzeń.
Autor obiecywał, że książka powstała po to " by Ci pomóc". Panie Sebastianie, dziękuję, zrealizował pan swoją obietnicę.


czwartek, 17 grudnia 2015

Biegacie? Zatem musicie to przeczytać!!!


Rynek prasowy nas biegaczy specjalnie nie rozpieszcza. Od dłuższego czasu praktycznie nie kupuję żadnych czasopism poświęconych bieganiu. Głównie dlatego, że treść się powtarza, a plany treningowe na każdy z dystansów zachowałem z paru numerów. Dlatego z zainteresowaniem nabyłem drugi numer magazynu Ultra. I przepadłem. Tak długo czytałem aż przeczytałem wszystko!
Panowie to jest to! Absolutnie rewelacyjna robota! Powiew świeżości, powiew zapachu gór, ciężar podbiegów, zmęczenia i radości z biegania!


Świetne relacje z biegów, wywiad ze zwycięzcą UTMB, jakość zdjęć, z resztą cała szata graficzna to majstersztyk, rozpływam się w zachwytach. Tak zachwalam, aż ktoś pomyśli, że to reklama :) Nie, nie jest! Po prostu w końcu na rynku pojawiło się coś co nie dosyć, że spełnia moje oczekiwania, ale wybiega naprzód i powoduje, że nie mogę się doczekać następnego numeru POLECAM!


poniedziałek, 23 listopada 2015

Dziewicza Góra

     

DZIEWICZA GÓRA

        Ostatnie dwa miesiące były słabe jeśli chodzi o systematyczne treningi. 62 km we wrześniu i 98 km w październiku. W listopadzie miałem nawet przerwę 10 dni, ale nie wypocząłem w tym czasie. Od paru tygodni czuję, że funkcjonuję już na oparach, totalnie przemęczony, brakuje mi sił i przede wszystkim chęci do systematycznego trenowania. Marzę o urlopie, o totalnym nic nierobieniu, ale to dopiero w przyszłym roku. Rozpoczyna się grudzień, a to w handlu najlepszy okres- czytaj, więcej pracy i godzin w firmie...
        Jakiś czas temu szukałem biegu  w trudniejszym terenie i okazuje się, że prawdopodobnie najtrudniejszy bieg na 5/10 km w Wielkopolsce ma miejsce paręnaście kilometrów od mojego domu:) Dosyć długo zwlekałem z zapisem ze względu na stan mojego organizmu..., ale w końcu zapisaliśmy się z Kubą.
Dwa dni przed startem wyszedłem przebiec 5 km w tempie 5:10. Po 3 kilometrach pobiegłem do domu... Fatalne samopoczucie, brak siły i zdecydowanie za wysokie tętno. No cóż, organizmu nie oszukasz. Jednak wciąż miałem nadzieję, że na Dziewiczej Górze (zajrzycie) tragedii nie będzie :)
        Praktycznie przez cały tydzień padało. Chmury miałem wrażenie, że też wisiały nad moim samopoczuciem, jednak postanowiłem pobiec. Kuba już czekał przygotowany i zrobiliśmy krótką rozgrzewkę, oczywiście w deszczu skacząc, po to aby nie wdepnąć w kolejne kałuże. Po chwili staliśmy na mecie.
         Po 1 kilometrze sapałem jak stara lokomotywa i co nigdy mi się nie zdarzyło, marzyłem o tym żeby znaleźć się już w domu. Tętno jakbym finiszował po mocnym biegu. Podbiegi ciężkie, szczególnie te dwa na 2,4 i 4 kilometrze.


         Na zbiegach mokro, gdzieniegdzie błoto, wszędzie mokre liście, trzeba bardzo uważać żeby się nie wyłożyć. Na czwartym kilometrze człowiek myśli, że zaraz meta (na dystansie 5 km), a tutaj pionowy podbieg, który rzuca na kolana. Po tym przychodzi piękna nagroda, wąski odcinek na lekkim zbiegu między wysokimi krzakami, specyficzne wrażenie, po czym ultra stromy zbieg gdzie ledwo nadążałem stawiać kroki, a nie miałem odwagi na skyrunning :D
       W końcu meta, Kuba paręnaście sekund przede mną, widziałem go cały czas, ale nie byłem w stanie dogonić. Swojego wyniku nie komentuję, jednak  jestem dla siebie wyrozumiały. To nie były optymalne warunki psychofizyczne, muszę odpocząć żeby wrócić silniejszy. Myślę, że zacznę za parę/paręnaście tygodni właśnie od Dziewiczej Góry. Zachęcam do zmierzenia się z tym odcinkiem- Garmin pokazał mi 147 metrów podbiegów na dystansie 5 kilometrów, kto by pomyślał, że takie miejsca na mapie płaskiej Wielkopolski :)
Zajrzyjcie II Grand Prix Dziewiczej Góry w Biegach Górskich 2015/2016Bardzo przyjemne lokalne zawody dla tych co chcą spróbować czegoś  innego niż bieganie po równym i nudnym  asfalcie. Oczywiście trzeba dodać, że skala trudności jest znacznie wyższa, jednak zdecydowanie warto podjąć wyzwanie :) Brawa też dla organizatorów za świetny klimat i organizację.


       Kuba pewnie to czytasz, napiszę oficjalnie- gratuluję progresu, jest moc, oby tak dalej :)

wtorek, 10 listopada 2015

Recenzja książki SIŁA WOLI



Wieczorem obiecałeś sobie, że rano wstaniesz o 7 i przed pracą pójdziesz pobiegać. Budzik dzwoni, a ty wymyślasz miliard powodów aby tak wcześnie z łóżka nie wstawać. Chcesz wyeliminować ze swojego jadłospisu słodkie przekąski i w końcu zacząć się zdrowo odżywiać. Parę godzin później jesteś na zakupach, a w twoim koszyku leży batonik czekoladowy, nie, dwa batoniki czekoladowe! Cały plan rozsypał się w przedbiegach! To najczęstsze przykłady porażek. Czar prysł, a my uświadamiamy sobie, że jesteśmy słabi. Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że przegrywamy z sobą. Z bardzo silnym przeciwnikiem, który mieszka w naszej głowie, a nazywa się NIE CHCE MI SIĘ!
O realizacji najdrobniejszych zadań czy celów decyduje silna wola. Ona jest odpowiedzialna za to czy poradzimy sobie z przeciwnościami losu, a także własnymi słabościami. Nie wysysamy jej z mlekiem matki. Trzeba ją sobie świadomie wypracować. Każdy z nas ma własne, unikalne doświadczenia z walką z samym sobą. Walka z pokusami, nałogami, odkładaniem na później- powodzenie zależy od tego jak jesteśmy silni.
Kelly McGonigal  w swojej książce rozkłada na czynniki pierwsze silną wolę. Przedstawia czym jest, skąd się wzięła, w jakim celu ją posiadamy i dlaczego, ktoś ma jej więcej, a inny mniej. Zachęca do przyjrzenia się jej z bliska. Po nabyciu tej wiedzy zaczyna uczyć jak sobie radzić ze swoimi słabościami, w jaki sposób pracować nad koncentracją i realizować swoje cele wbrew przeciwnościom. Książka wciąga, przyjemnie się czyta, autorka prezentuje mnóstwo ciekawych wyników badań, które niejednokrotnie są zaskakujące. Nie jest to książka typu dwadzieścia kroków do zmiany siebie, ale solidna naukowa pozycja napisana dla wszystkich. Polecam!




sobota, 24 października 2015

Pacemaker na CITY TRAIL


Pacemaker na CITY TRAIL

        Stało się. Zupełnie nieplanowany bieg w poznańskim City Trail. Lubię tu wracać, ponieważ właśnie w tych zawodach rozpoczynałem przygodę z zawodami biegowymi. Prawie trzy lata temu nazywały się z biegiemnatury :) Oprócz nazwy zmieniła się jeszcze frekwencja, od tamtego czasu startujących biegaczy jest ponad 2 razy więcej. Dziś nawet padł rekord- metę przekroczyło ponad 1200 osób. Zacznijmy jednak od początku :)
           Po ukończonym maratonie zupełnie nie planowałem startów w tym roku. Zupełnie przypadkowo rozmawiając z Kubą, który od paru miesięcy ostro wziął się za treningi i jest świeżym zapalonym pełnoprawnym biegaczem, postanowiliśmy wspólnie wystartować w kolejnej edycji City Trail. Miał to być debiut Kuby w oficjalnych zawodach :)
            Pomyślałem, że bardzo chętnie tam wrócę i stało się oczywiste, że pobiegnę w innej roli niż zwykle. Zwykle to znaczy w pogoni za coraz lepszym czasem, za poprawą życiówki. Tym razem stałem się oficjalnym, prawdziwym i jedynym w swoim rodzaju Pacemakerem lub jak kto woli Zającem. Przyszedł czas na wykorzystanie mojego skromnego doświadczenia i poprowadzenia Kuby do CELU. A cel wybrał sobie konkretny, czyli pobicie o ponad dwie minuty życiówki, a w tym przypadku przekroczenie mety w czasie poniżej 25 minut netto. Ha!
      Z jednej strony odważnie, ale w końcu do odważnych świat należy, a Kuba odkąd go znam lubi stawiać sobie konkretne wyzwania. Skoro takie jest życzenie! To zrobimy wszystko żeby to się udało!
     Dzień przed dzisiejszym debiutem lekko zaniepokoił mnie fakt ile osób miało wystartować. Pierwotnie 1064, a ostatecznie ponad 1200! Ścieżka wokół jeziora ma szerokość od 4 do w porywach 7 metrów, więc można sobie wyobrazić ten ścisk. Jednak organizatorzy perfekcyjnie zorganizowali start ustalając 4 grupy zawodników poniżej 22, 25, 28 i powyżej 28 minut. Każda grupa startowała w odstępach czasowych- świetne rozwiązanie.
      Postanowiliśmy, że wystartujemy w grupie poniżej 28 minut gdzie miało być teoretycznie najluźniej. Była to doskonała decyzja!


Pach!!!
Ruszyliśmy!
Kuba wystrzelił jak z procy! Energy! Spokojnie!
W planach mieliśmy przebiec pierwszy kilometr w okolicach 4:55, wiedząc, że 2 i 3 kilometr mają lekki podbieg i być może tam lekko zwolnimy.
1 km- piękne dokładne 4:52,3, koncertowo.
Kolejny kilometr to delikatne planowe zwolnienie przy nie dużym, długim podbiegu, ale też nadrobienie na małej górce w dół.
2 km- 4:57,6, pięknie!


Kolejny to DOGONIENIE poprzedniej grupy zawodników (!!!) i gra w wymijanie bokami trasy, kontrola samopoczucia Kuby: " Jest dobrze!".
3 km- najsłabiej, ale wciąż poniżej piątki, 4:59,4, no to już mamy ponad 10 sekund w kieszeni luzu!
Kolejny to wciąż solidna praca nad równym tempem i kontynuacja wymijania. Wdech, wydech, wdech, wydech!!!
4 km- Garmin pokazuje 4:54,5. Już się cieszę, nic nie mówię, Kuba jak się czujesz: " ŻYJĘ"!
Aaaaa, zatem, ciśniemy ostatni kilometr, gazu!! 600 metrów do końca, Garmin wciąż tempo pokazuje poniżej 5 min/km, 300 metrów, ktoś krzyczy ile jeszcze, 150 metrów!!! Wybiegamy na ostatnią prostą KUBAAAAA CIŚNIIIIIJJJJJJJJ!!!!!  DAJE  Z SIEBIE WSZYSTKO, WPADAMY NA METĘ!!!! Ostatni, piąty kilometr najszybszy, 4:50,3 min/km.
CZAS NA MECIE 24:38 minut!!!!!!!!!!!!
Kuba, mistrzowski debiut, zrobiłeś to, ZDEMOLOWAŁEŚ swój cel. Jestem dumny, że mogłem w tym uczestniczyć, dziękuję :) 
Dla spostrzegawczych bieg dedykuję Marcie i Mikołajkowi  :)


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...